Irlandzki etos spożycia

Tomasz Słomczyński
"Czy pijaństwo ma określać naszą narodową tożsamość?" - billboard społecznej kampanii antyalkoholowej
"Czy pijaństwo ma określać naszą narodową tożsamość?" - billboard społecznej kampanii antyalkoholowej
Kevin w samolocie z Gdańska do Corku otwiera kolejną puszkę Heinekena 0,33 l. Mówi: Was Polaków i nas Irlandczyków wiele łączy. Jesteśmy katolikami, jesteśmy otwarci i sympatyczni. Przede wszystkim jednak lubimy wypić.

Dlatego tylu Polaków przyjechało do Irlandii i dlatego tak dobrze się tu czują.
Potem jeszcze kilka razy usłyszę o wspólnych - polskich i irlandzkich upodobaniach do trunków.
Czyżby? A więc nie chodzi o pieniądze, wysokie zarobki?
***

Andrzej uśmiecha się tajemniczo. Od siedmiu lat na Zielonej Wyspie, wie co mówi.
- Chcesz wiedzieć, jak Irlandczycy piją? Musisz to zobaczyć.
W Corku po północy dziewczyny noszą przeraźliwie krótkie spódnice. Sylwetka nie ma znaczenia. Większość z nich w Polsce nie ubrałaby się w mini. Większość z nich, w tym stroju, nie tylko w Polsce, zostałaby uznana za prostytutki.
Na Grand Parade Street, przy fontannie zbiera się tłum. Jakieś kilkaset, może tysiąc osób. Powodem, dla którego gromadzą się ludzie, jest kurczakowy fastfood, Hillbilly. Wszystkich pilnuje jeden ubrany na zielono funkcjonariusz i jego dwie filigranowe koleżanki. Wesoło gawędzą sobie z ledwo trzymającymi się na nogach 14-latkami, których jest tu pełno.

Obok nich dwie dziewczyny, jedna, około sto kilo wagi, walczy ze swoimi szpilkami. Druga, śmieje się z niej, siedząc na chodniku. Ta, która próbuje wcisnąć buta, pochyla się, spod mini wystają stringi... Nie, nie ma stringów. Nic nie ma. Druga - ta, która zanosi się śmiechem, już nie siedzi, a leży na chodniku, wyciąga z torebki bieliznę koleżanki. Teraz obydwie w pozycji horyzontalnej piszczą z radości. Kolejna próba założenia buta się nie powiodła.

Inna nastolatka siedzi na ławce, ma zwieszoną głowę, nogi szeroko rozstawione. Blond włosy, zapewne na co dzień starannie pielęgnowane, dziś są zlepione wymiocinami. Buty na niebotycznie wysokich szpilkach leżą odrzucone obok. Raz po raz z ust wydobywa się fontanna. Tysięczny tłum niespecjalnie zwraca na nią uwagę, podobnie jak Garda - tu nikt inaczej nie mówi na policję.
Gęstnieje ciżba zajadająca kurczakowe hamburgery. Kolejne puby się opróżniają. Ktoś gra na rozstawionej na chodniku perkusji. Wokół niego zbiera się pijana gawiedź, głównie chłopaków. Podrygi jak na meczu. Ręce w górze. Niezrozumiałe okrzyki w rytm podskoków i wybijanego rytmu.
Minęła druga w nocy. Zapach kurczaka miesza się z wonią moczu i wymiocin.
***

Czytaj takżę: Rysunki inspirowane słowami Jana Pawła II

Widziałeś? - pyta znajomy tubylec rozbawiony moim zdziwieniem.
- Widziałem.
- I co?
- Uff. Nie wiem, jak to opisać.
Po godzinie drugiej w nocy człowiek się już nie napije. Władze dbają o trzeźwość mieszkańców Zielonej Wyspy. W lokalach wstrzymywana jest sprzedaż alkoholu. I to właśnie ma być powód tego, że nie ma tu mowy o sączeniu - tu pije się szybko, żeby zdążyć przed godziną zamknięcia baru. Zdążyć z czym? Stwierdzenie: "z upiciem się", jest w tym przypadku wygładzonym eufemizmem.
Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych donosi, że w 1960 roku w Irlandii konsumpcja "na głowę" stanowiła około 5 litrów czystego alkoholu, w 1985 roku 12 litrów, a w roku 2000 już 18 litrów. Natomiast z publikowanego przez agencję raportu wynika, że w Polsce spożycie "100-procentowego" alkoholu wzrosło w ciągu ostatnich 10 lat o ponad dwa litry i wynosi obecnie 9,2 litra "na głowę".

Z innych danych wynika, że w ostatnich latach konsumpcja na Zielonej Wyspie spadła: w 2009 roku Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju poinformowała, że statystyczny Irlandczyk spożywa już tylko 14,2 litra czystego alkoholu. Pomimo wyraźnego spadku - to i tak imponujący wynik - Irlandia zajmuje w tym rankingu drugie miejsce na świecie.

A jak wygląda pozycja Polski na alkoholowej mapie Europy i świata?
Według danych Światowej Organizacji Zdrowia w Polsce wypija się średnio 13,3 czystego alkoholu rocznie, co również i nas plasuje w światowej czołówce.

Piwo w pubach w Corku kosztuje od 4 do 5 euro. Nikt tu nie mówi, tak jak u nas, o "spowolnieniu gospodarczym". Wokół wszyscy mówią o recesji. To słowo uchodzi za złowrogo brzmiące zaklęcie.
- Dlaczego tyle pijecie? - pytam gościa, który jeszcze się trzyma na nogach, na głowie ma niemodny (lub być może: supermodny... trudno jednoznacznie stwierdzić) kapelusz, wygląda na studenta.
- Bo mamy recesję! Strasznie nas to martwi - odpowiada, omiatając rzeczywistość mętnym spojrzeniem.

Obecne ceny alkoholu w hipermarketach są o 50 proc. niższe od cen w 1996 roku. Kiedy wszystko drożało, ceny alkoholu w Irlandii spadały. Jednak nie dotyczyło to pubów, w których ceny alkoholu w ciągu ostatniej dekady wzrosły o 300 proc.
***
W marcu 2008 roku Irlandzka Grupa Doradcza ds. Spożycia Alkoholu (organ rządowy) sporządziła raport, w którym czytamy: "Odpowiedzialne spożycie alkoholu wymaga zmiany w mentalności. (...) Należy zmienić sam etos spożycia alkoholu. (...) Nasza uwaga została skierowana głównie na takie nadużywanie alkoholu, które prowadziło do przykrych nocnych incydentów, wywołujących ogólne zaniepokojenie społeczne. Tego typu nadużywanie alkoholu dotyczy stanu umysłu, jaki występuje głównie u ludzi młodych, dla których powodzenie wieczornego spotkania jest równoznaczne z doprowadzeniem się do jak największego upojenia alkoholowego. Całe szczęście zdecydowana większość młodzieży postępuje pod tym względem mądrze...".

Znajomy pół-Brytyjczyk, pół-Irlandczyk, od kilku lat w Irlandii, pyta, czy widziałem sceny sprzed baru kurczakowego. Uśmiecha się, co ma znaczyć: "A widzisz? Ostra jazda, co?".

Twierdzi, że takie zachowanie Irlandczyków wynika z presji, jaką odczuwają na co dzień. Ta presja to wszechobecność Kościoła katolickiego. Dlatego, kiedy duchowni nie widzą, ludzie wariują.
- Polska też jest krajem katolickim - mówię. - Ale u nas nie ma takich scen... to znaczy są, zdarzają się, ale... To nie jest takie masowe.

Chłopak przez chwilę się zastanawia. Nigdy nie był w Polsce, chciałby przyjechać. Pyta, czy produkuje się u nas wódkę. Mówię mu, że tak.

Zasłyszana od irlandzkich Polaków historia, jest takich wiele: "Na chodniku siedzą dwie nastolatki. Jedna wymiotuje przez sen, spływa jej po policzku. Druga, równie nieprzytomna, głaszcze ją po głowie i czule przemawia...".

Paweł, od sześciu lat w Irlandii, przerywa zdenerwowany.
- Przestań już. Ile można? No tak, chleją jak bydło. I tak się zachowują. Ale przecież nie zawsze i nie wszyscy. Jak poprzestaniesz tylko na takich "kolorowych obrazkach", to zakłamiesz obraz Irlandii. Uprościsz i skłamiesz. A jest to przecież kraj sympatycznych, otwartych ludzi, którzy pozdrawiają się na ulicy, nawet jeśli się nie znają. Nawet w tym pijanym tłumie rzadko dochodzi do bójek. Wyobrażasz sobie, co by było, gdyby znaleźli się tam nasi kibole? Wiele razy spotykałem tu wielu świetnych ludzi. Dlaczego o nich nie pytasz? Nie będzie to pasowało do twojej tezy o złych i pijanych Irlandczykach i porządnych Polakach?
***

- To jak mieszanie wody z olejem, jak zabełtasz, to przez chwilę się wymieszają, potem i tak olej skupi się w jedną plamę na powierzchni i do końca z wodą nie wymiesza. Powstaną dwie warstwy, obojętne wobec siebie. Ani sobie nie przeszkadzają, ani się ze sobą nie mieszają - mówi Andrzej o integracji polsko-irlandzkiej.

Ale nie wszyscy są tego samego zdania.
- Mam wielu przyjaciół Irlandczyków, nie ma żadnego problemu z integracją... - słyszę od Izy.
A więc jak to jest z tym naszym polsko-irlandzkim brataniem przy kieliszku? Miał rację Kevin, czy nie miał?
Fermoy, sześciotysięczne miasteczko, 30 km od Corku. Całe rzędy przyklejonych do siebie domków jednorodzinnych. Dziś piątek, jest wieczór, czuć zapach grilla.

- Czeeeeść! - dobiega z różnych stron. - Cooo tam? Wpadniesz?
W tym rzędzie szeregowców mieszkają głównie Polacy. Dwa polskie sklepy, z czego jeden z nich prowadzą Łotysze. Polska wódka, polska kiełbasa.

Dochodzi północ. W tym czasie puby w Corku napełniają się do granic możliwości.
W wielu ogródkach płynna polszczyzna, płynny wzrok i płynny krok - imprezy się już rozpoczęły. Ten kolega musi już iść spać, inni zrobią to nieco później. Normalnie. Jak w Polsce.

Mija druga w nocy. W ogródkach w Fermoy niektórzy jeszcze dopijają flaszki, niezjedzone kiełbasy dawno wystygły na rożnach.

30 kilometrów dalej, w Corku, gdzie - jak mówią, co dziesiąty mieszkaniec to Polak, zbiera się tłum przy kurczakowym fast foodzie. Tu jednak innego języka niż angielski nie słychać.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie