Inflacja, światowy wróg numer 2. Numerem 1 będzie stagflacja. Inflację zdusi tylko recesja?

Jacek Klein
Jacek Klein
Udostępnij:
Rosnące ceny, praktycznie wszystkiego, budzą strach nie tylko milionów konsumentów. Rządy szukają sposobów na walkę z inflacją, tak aby nie stłamsić gospodarek i zachować transfery społeczne. Inflację najwyższą od dekad może zdusić tylko recesja. To coraz powszechniejsza opinia.

Rada Polityki Pieniężnej po raz dziewiąty podniosła stopy procentowe i być może podniesie w czwartek po raz dziesiąty. Podstawowa jest już na poziomie 6 proc. Seria podwyżek ma wyhamować presję inflacyjną. Na efekty trzeba będzie jednak poczekać, ponieważ na razie inflacja rośnie i wynosi już prawie 16 proc. Z najwyższym od kilku dekad wzrostem cen borykają się też inne kraje. Średnia w Unii Europejskiej wyniosła w kwietniu ponad 8 proc. Niemal tyle samo wynosi inflacja także w USA. EBC i FED nie podnoszą stóp tak spektakularnie, ale inflację postrzegają jako największe zagrożenie dla gospodarki.

Jak sytuacja jest trudna, pokazują wskaźniki w Niemczech, najstabilniejszej dużej gospodarce w UE, które ponownie przebiły oczekiwania. Wskaźnik CPI wzrósł do 7,9% r/r z 7,4% r/r w kwietniu, a liczony według zharmonizowanej, unijnej metodyki wskaźnik HICP do 8,7 proc. r/r z 7,8 proc. r/r miesiąc wcześniej. Niemiecki urząd statystyczny zwrócił uwagę w komentarzu, że zbliżony do obecnego poziom inflacji był w Niemczech ostatnio notowany zimą 1973/74, podczas pierwszego kryzysu naftowego.

Inflacja, światowy wróg numer 2. Numerem 1 będzie stagflacja. Inflację zdusi tylko recesja?

Wysoka inflacja w Niemczech to głównie skutek szoku energetycznego, który stał się wyraźnie widoczny po ataku Rosji na Ukrainę. W jego rezultacie ceny energii wzrosły w maju o 38,3 proc. r/r. Ceny żywności, kolejny miesiąc z rzędu, rosły znacznie szybciej niż wynika z wzorca sezonowego.

Podobnie jest w Polsce. Żywność i energia drożeją w tempie dwucyfrowym. Wzrost cen paliw od początku wojny na Ukrainie jest nawet najwyższy w UE - ponad 30 proc.

Inflacja to największe zagrożenie dla gospodarki na całym świecie. Na razie jednak nie ma zgody co do tego jak z nią walczyć, tak aby nie zaszkodzić wzrostowi gospodarczemu, bo nie jest też całkowicie pewne, czym globalny wzrost cen został spowodowany.

Walka z inflacją to spowolnienie i ubożenie

- Musimy przeprowadzić dezinflację, ale jak ją przeprowadzić, by nie doprowadzić do głębokiej recesji i do głębokiego i trwałego zbiednienia społeczeństwa? Czy to możliwe? - mówił Jerzy Hausner, przewodniczący rady programowej Open Eyes Economy Summit podczas europejskiego Kongresu Finansowego.

ZOBACZ TAKŻE: Jakie są przyczyny inflacji? Opinie Polaków mogą zaskakiwać

- Jestem pesymistą. Nie ma możliwości ograniczenia tempa inflacji bez zasadniczych problemów społecznych, zasadniczego zbiednienia wielu grup społecznych - odpowiedział na to pytanie poseł do Parlamentu Europejskiego, były premier i były prezes NBP Marek Belka. - Mrzonką jest myślenie, że inflację można utrzymać na pewnym, stałym i niskim poziomie. Dwa punkty procentowe można utrzymywać, bo właściwie nie jest to inflacja, ale ośmiu procent już nie. Inflacja się samonapędza, jest nie do utrzymania.

Oldřich Dědek, członek rady Narodowego Banku Czech zwrócił uwagę, że banki centralne na świecie nie mają jednolitego podejścia do obecnych zjawisk inflacyjnych. Banki centralne Czech i Węgier już rok temu zaczęły podwyżki stóp procentowych.

Stopy Europejskiego Banku Centralnego tymczasem do tej pory jeszcze nie drgnęły, inflacja cen konsumpcyjnych w Czechach jest o 2 punkty procentowe wyższa, a inflacja bazowa o 3 pp wyższa niż w Słowacji, należącej do strefy euro, a więc mającej „zerowe” stopy procentowe.

EBC dopiero w czerwcu poinformował, że pierwsza od 11 lat podwyżka stóp procentowych o 25 pp wejdzie w lipcu.

Konkluzja? Co do tego, jak walczyć z inflacją, jest na razie więcej pytań niż odpowiedzi.

Oldřich Dědek dodał, że bank centralny Czech przeprowadził diagnozę przyczyn wysokiej inflacji w tym kraju. Jeszcze w zeszłym roku wynikało z niej, że za połowę inflacji odpowiada popyt (który można stłamsić podwyżkami stóp), a za połowę czynniki podażowe, na które - przynajmniej w teorii - bank centralny nie ma wpływu. Po napaści Rosji na Ukrainę proporcje wpływu popytu i podaży na inflację zmieniły się z 50/50 do 20/80.

Równie istotne, co inflacja, są obecnie oczekiwania inflacyjne. Mimo rosnących cen, konsumpcja nie spada dramatycznie. Ludzie kupują, bo spodziewają się, że ceny będą rosnąć. Mamy samonapędzający się mechanizm, który jeszcze podgrzewa wzrost wynagrodzeń i polityka transferowa cen. W tej sytuacji najważniejsze jest utrzymywanie zakotwiczonych oczekiwań inflacyjnych, a nie walka z bieżącą inflacją.

- Odpowiedzialni za politykę monetarną muszą być wiarygodni, dawać jasne komunikaty, nie kryć tego, że będzie gorzej i wyjaśniać, jak i dlaczego tak działamy. (…) Trzeba mieć gotowe odpowiednie scenariusze. Kiedy okazuje się, że scenariusz podstawowy nie realizuje się, trzeba mieć inne, żeby go zmieniać - twierdzi Giovanni Callegari, szef ds. gospodarczych i analizy ryzyka w European Stability Mechanism.

Dodał jednak, że inflacja w strefie euro została wywołana przez szoki z ostatnich lat, jak pandemia i wojna. W tej chwili napędzają ją ceny surowców i żywności, a duża część dochodów europejskich gospodarstw domowych trafia do producentów surowców energetycznych, w tym także wciąż do Rosji.

- Możemy zacieśniać stronę fiskalną, ale w ten sposób zmniejszamy popyt, a pieniądze płyną dalej na zewnątrz (…) Część inflacji jest wynikiem ogromnego wsparcia fiskalnego w okresie pandemii, ale ważne jest, żeby nie uruchomiło nowych elementów, które są już teraz widoczne. (…) Jeśli będziemy działali w sposób wiarygodny, to nie trzeba będzie aż tak wiele interweniować, aż tak podnosić kosztu kredytu - powiedział Giovanni Callegari.

Wzrosty cen są najbardziej dotkliwe dla osób o najniższych dochodach. Równie dotkliwa dla nich może być walka z inflacją poprzez podnoszenie stóp procentowych. Najgorsze byłoby ściganie się banków centralnych z inflacją, co doprowadziłoby do zapaści popytu, a tym samym gospodarki.

- Doradzałbym, żeby nie ścigać się z inflacją stopami procentowymi, bo będziemy musieli podejść do 20 proc. (…) Dobrze byłoby się zastanowić po dotychczasowym cyklu podwyżek, jakie przyniosły skutki podwyżki stóp, jaki wpływ miały na popyt i na kredyt - uważa Marek Belka. - Pierwsza rzecz, to ochrona najbardziej narażonych. Chodzi o dwa wymiary tej ochrony, ochronę osób mających mniejszą możliwość zaabsorbowania szoku i mających mniejsze dochody. To przyniesie korzyści społeczne, ale też ekonomiczne, bo w ten sposób chronimy konsumpcję - powiedział.

Najgorsze przed nami?

Rosnące ceny uderzają w budżety domowe nie tylko w Polsce. Widać to zwłaszcza na przykładzie nie tylko paliw, ale i cen żywności. Niestety te, zdaniem analityków, będą rosnąć nadal. Ceny detaliczne żywności w żadnym stopniu nie odzwierciedlają jeszcze gwałtownego wzrostu cen surowców koniecznych do produkcji żywności, obserwowanego w ciągu ostatnich 18 miesięcy. W Polsce wzrost cen żywności pokrył do tej pory zaledwie jedną trzecią wzrostu cen produktów rolnych.

- Ceny żywności w rolnictwie wzrosły o 31 proc. w 2021 roku, a w 2022 wzrosną o kolejne 23 proc. z powodu ogólnego wzrostu kosztów czynników produkcji (paliwo, energia elektryczna, nawozy), lat niższych plonów, przekładających się na niski poziom zapasów. W ostatnim czasie inwazja Rosji na Ukrainę wpłynęła nie tylko na podaż podstawowych składników potrzebnych do produkcji żywności, takich jak pszenica czy ropa naftowa, ale także na wzrost cen surowców zastępczych, możliwych do pozyskania z alternatywnych źródeł - analizuje Aurélien Duthoit, starszy doradca ds. sektora w Allianz Trade.

Jak szacują eksperci Allianz Trade, jeśli sprzedawcy detaliczni przeniosą na konsumentów równowartość 75 proc. dotychczasowego wzrostu cen pobieranych przez producentów żywności, inflacja cen żywności będzie kosztować przeciętnego europejskiego konsumenta dodatkowe 243 euro za ten sam koszyk produktów spożywczych w porównaniu do roku 2021. Jak przewidują analitycy, jeżeli detaliści przerzucą całość rosnących cen producentów na ceny na sklepowych półkach, żywność w Polsce może zdrożeć w tym roku o 15 proc.

Drożyzna przekłada się na obawy społeczne. Trzy czwarte konsumentów na świecie martwi się inflacją. Światowe badanie konsumentów Global State of the Consumer Tracker pokazało, że generalnie utrzymuje się znaczące zaniepokojenie ankietowanych dotyczące inflacji - kwiecień to kolejny miesiąc, gdy wspomina o tym trzy czwarte badanych. W ostatniej ankiecie takie wskazania ponownie najczęstsze są w RPA (89 proc., wzrost o 1 p.p.), Hiszpanii (86 proc., spadek o 2 p.p.) i Irlandii (85 proc., spadek o 1 p.p).

W Polsce zaledwie 3 proc. ankietowanych ocenia, że wybuch wojny w Ukrainie w ogóle nie będzie miał wpływu na ich codzienne życie. 30. odsłona badania Global State of the Consumer Tracker firmy Deloitte wskazała konkretne obszary, w których Polacy spodziewają się odczuwać konsekwencje wojny. 69 proc. respondentów ocenia, że będzie ona miała znaczący wpływ na ceny paliw na stacjach benzynowych, 62 proc., że na możliwość ogrzewania domów, a wyraźnie ponad połowa (57 proc.), że na zwiększone wydatki na produkty spożywcze. Mniej odpowiedzi dotyczy rosnących opłat za media (44 proc.), odkładania na później poważniejszych zakupów (35 proc.) czy ograniczonej dostępności niektórych towarów (30 proc.).

Przegrany nie tylko konsument, także mały biznes

Walka z inflacją sprowadzi na firmy - zwłaszcza z sektora MSP - poważne problemy. Nastroje w polskich małych i średnich przedsiębiorstwach są coraz gorsze.

- Wielu analityków spodziewa się, że w miesiącach letnich wzrost cen może sięgnąć nawet 15-18 proc. To oznacza kolejne podwyżki stóp procentowych i droższy kredyt, co w samych firmach przełoży się na niższą sprzedaż, mniejsze inwestycje i zatrudnienie, a w końcu problemy z utrzymaniem płynności finansowej - komentuje Tomasz Rodak, dyrektor sprzedaży Bibby Financial Services.

W maju Bibby MSP Index utrzymał się na poziomie z badania jesiennego (51,8 pkt), co już oznacza stagnację nastrojów. Odczyty dla firm usługowych oraz transportowych mocno pikują i zwiastują potencjalny kryzys.

Długie utrzymywanie się wysokiej inflacji oznacza dla firm kłopoty w dostępie do finansowania i problemy z utrzymaniem płynności finansowej. Rosną nie tylko koszty działalności bieżącej, ale także koszty pozyskania kapitału. Nie ma wątpliwości, że tysiące przedsięwzięć inwestycyjnych zostaną odłożone na bliżej nieokreślony czas ustabilizowania się sytuacji. Pod znakiem zapytania może stać realizacja wielu projektów infrastrukturalnych. Wykonawcy zabiegają o renegocjację cen kontraktowych lub rosnące koszty przerzucają na podwykonawców. Ci, niestety, nie mają już na kogo przerzucić kosztów, bo już i tak borykają się z rosnącymi w podobnym tempie co inflacja kosztami wynagrodzeń.

- Firmy z sektora MŚP muszą nastawić się na to, że problem z inflacją zagości u nas na dłużej. Wynika to przede wszystkim z charakteru samej inflacji. Za sporą jej część bez wątpienia odpowiada atak Rosji na Ukrainę, który wywołał niepewność oraz szok na rynku żywności i surowców energetycznych. Ale nie tylko. Niestety, rośnie też inflacja bazowa, a więc ta liczona z wyłączeniem cen energii i żywności, co lepiej pokazuje presję na wzrost cen, wynikającą z krajowych czynników (np. podwyżki płac, decyzje rządu) - dodaje Tomasz Rodak. - To oznacza, że wysoka inflacja szybko nie spadnie, nawet gdyby szoki na rynku paliw oraz żywnościowym wygasały. Źródeł uporczywej inflacji trzeba bowiem szukać w czasach pandemii, gdy lockdowny paraliżowały gospodarkę, a pomoc finansowano przez emisję obligacji, ekspansję długu publicznego i dodruk pieniędzy. Do tego bank centralny długo nie spieszył się z ograniczeniem ekspansywnej polityki pieniężnej - ocenia.

Walka z inflacją będzie długa. Spadku poniżej 10 proc. można spodziewać się raczej dopiero w przyszłym roku, a powrotu do celu inflacyjnego NBP, czyli 2,5 proc. w perspektywie nawet 3-4 lat. I to pod warunkiem, że świat nie dozna kolejnego globalnego szoku, który zachwieje podażą lub doprowadzi do wojny surowcowej.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

miejsce #1

Enero

Enero Asiento Jr Czarno Niebieski

1 637,00 zł1 059,99 zł-35%
miejsce #2

Joyor

Joyor Y6-S Czarny Z Siedzeniem

3 700,00 zł3 320,00 zł-10%
miejsce #3

Xiaomi

Xiaomi Mijia Electric Scooter Essential Lite

1 599,00 zł1 449,00 zł-9%
miejsce #4

Motus

Motus Pro 11

15 999,00 zł14 999,00 zł-6%
Materiały promocyjne partnera

Jakub Wiech: Ceny ropy naftowej wracają do poziomu sprzed wojny

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie