reklama

Hitlera można było jeszcze zatrzymać w 1933 roku

rozmawia Agaton KozińskiZaktualizowano 
"Józef Piłsudski namawiał Francję, by zaatakować Niemcy
"Józef Piłsudski namawiał Francję, by zaatakować Niemcy Magda Kołodzińska/POLSKA
Z prof. Wojciechem Wrzesińskim, wybitnym historykiem z Uniwersytetu Wrocławskiego, wieloletnim prezesem Polskiego Towarzystwa Historycznego, rozmawia Agaton Koziński

Kiedy po raz pierwszy w Polsce zaczęło się mówić o spodziewanym wybuchu wojny?
Po zawarciu paktu o nieagresji z Sowietami w 1932 r. i podpisaniu deklaracji o nieagresji z Niemcami dwa lata później Józef Piłsudski wypowiedział bardzo charakterystyczne słowa. Stwierdził wtedy, że Polska siedzi na dwóch stołkach i należy oczekiwać, że prędzej czy później z któregoś z tych stołków spadnie.

Który z tych stołków miał być bardziej chwiejny?
Piłsudski dostrzegał większe zagrożenie ze strony Wschodu niż Zachodu. Przez cztery, pięć lat ta teoria miała podstawy. Do 1938 r. z Niemcami mieliśmy względne porozumienie. Jeszcze w listopadzie tego roku Berlin zaproponował Polakom wspólne uderzenie przeciwko Rosji, co jednak Józef Beck, ówczesny minister spraw zagranicznych, zdecydowanie odrzucił. Później te propozycje powracały jeszcze kilkakrotnie, ponieważ Niemcy liczyli, że uzyskają w zamian Gdańsk. W niektórych polskich książkach pojawiają się czasem bzdurne tezy, że powinniśmy byli pójść na współpracę z Niemcami, bo później dzięki niej moglibyśmy defilować na placu Czerwonym po zwycięstwie nad bolszewikami.

Wiemy, jak skończyła się wojna. Oceniając z perspektywy czasu, naprawdę uważa Pan, że nie byłoby sensowne stworzyć osi Berlin - Warszawa - Tokio?
Całe szczęście, że tego nie zrobiliśmy, bo to byłby początek procesu odbierania państwu polskiemu odrębności i suwerenności.

Albo po prostu coś w rodzaju Realpolitik. W starciu z Niemcami nie mieliśmy szans. Może więc lepiej było przeczekać najgorsze w sojuszu z nimi, a później przejść do obozu zwycięzców? Podobnych wolt dokonały przecież Rosja i Włochy - choć każde z nich w innych okolicznościach.
Pójście na współpracę w 1938 r. z Niemcami byłoby wejściem na równię pochyłą. Musiałoby się skończyć tak, jak skończyło się w przypadku Czechosłowacji. To, w jaki sposób Beck odpowiedział na propozycje i żądania Niemców, było najlepszą z możliwych reakcji. Zresztą skutecznie pokrzyżowało to plany Hitlera.

Jakie plany?

Niemcy po zajęciu Czechosłowacji planowali uderzyć na Francję. Hitler był jednak przekonany, że Polska nie będzie umiała mu odmówić i pójdzie z nim na współpracę. Odpowiedź Becka była więc dla niego wielkim zawodem.

Naprawdę liczył na to, że zgodzimy się razem z nim zaatakować naszego sojusznika Francję?
Albo że przynajmniej zachowamy spokój w nadziei, że później wspólnie uderzymy na Związek Radziecki. Naprawdę Hitler był przekonany, że wiosną 1939 r. dojdzie do odwrócenia sojuszy. My jednak dokonywaliśmy własnych kalkulacji. Przede wszystkim liczyliśmy, że Anglia i Francja nas wspomogą. Wiadomo było, że Hitler najbardziej obawia się wojny na dwa fronty, więc to była szansa na szybkie zakończenie działań wojennych.

Sojusznicy nas jednak zawiedli. Ale czy Polska - nawet sama - nie miała szans w starciu z Niemcami?
Żadnych.

Ale przecież udało nam się stworzyć w 1939 r. czwartą armię w Europie. Co by było, gdybyśmy do wojny zaczęli przygotowywać się wcześniej? Przecież należało się jej spodziewać. Czy nasz sztab generalny nie popełnił grzechu zaniechania?
Trudno nazwać to grzechem zaniechania. Zdawaliśmy sobie doskonale sprawę, że musimy dokonać przezbrojenia wojska, zmechanizowania, nowoczesnego uzbrojenia. Na to wszystko brakowało jednak pieniędzy. Słychać argumenty, że sprzedawaliśmy broń własnej produkcji do innych państw, na przykład bardzo dobre bombowce Łoś sprzedaliśmy Belgom, choć sami mieliśmy ich zaledwie 120. Robiliśmy to jednak po to, żeby znaleźć fundusze na zakup broni. Przecież nasz przemysł zbrojeniowy, choć zaczął się rozwijać z inicjatywy Eugeniusza Kwiatkowskiego, był ciągle w powijakach. Należy też dodać, że władze długo nie spodziewały się wybuchu wojny.

Nawet po zajęciu Czechosłowacji?

Nawet wtedy. Oczywiście, ton wypowiedzi Hitlera nie budził wątpliwości, że będziemy celem jego ataku. Ale sztab zakładał, że dojdzie do niego najwcześniej w 1942 r. Wydawało się więc, że mamy jeszcze sporo czasu na przygotowania - a produkcja uzbrojenia ruszyła wtedy pełną parą. Niestety, w latach 30. nieliczni spodziewali się, że Niemcy tak szybko przygotują się do wojny.
Dlaczego tego nie przewidzieliśmy? Zawiódł wywiad, analizy sztabu generalnego czy Hitler rzeczywiście był taki nieprzewidywalny?
Wywiad mieliśmy dobry. Natomiast sztab nie docenił jednej rzeczy: możliwości organizacyjnych Niemiec. Ich przemysł zbrojeniowy był bardzo mocno okrojony postanowieniami traktatu wersalskiego. Niemcy jednak umiejętnie obchodzili te ograniczenia, przygotowywując się do stworzenia silnej armii. Przecież w tym celu już w okresie Republiki Weimarskiej powstały organizacje paramilitarne. One formalnie nie naruszały traktatu, ale stały się podstawą do gwałtownej później rozbudowy armii.

Niemcy złamali traktat wersalski w 1936 r., dokonując remilitaryzacji Nadrenii.
Złamali go już wcześniej, wprowadzając do regularnej służby różne rodzaje broni, m.in. ciężką artylerię czy lotnictwo, czego zabraniał im traktat. On zabraniał im także organizowania obowiązkowej służby wojskowej, a jednak Hitler przywrócił ją 16 marca 1935 r.

Czyli sygnały ostrzegające przed ekspansjonizmem niemieckim były.
W 1933 r. Józef Piłsudski, obawiając się rozwoju sytuacji w Niemczech, gdzie Hitler właśnie wygrał wybory i doszedł do władzy, zaproponował Francji wojnę prewencyjną przeciw naszemu wspólnemu sąsiadowi. Liczył, że w ten sposób uda się uniknąć odbudowy potęgi militarnej Niemiec. Wprawdzie żadne oficjalne dokumenty się nie zachowały, ale wiadomo, że Piłsudski ponawiał propozycje w 1934 r. To były delikatne negocjacje i niestety nie przyniosły rezultatu. Francja nie była tym absolutnie zainteresowana.

Ewidentny błąd. Zabrakło umiejętności perspektywicznego myślenia?
Tak, ale to niejedyny poważny błąd popełniony w tamtych czasach. Wiele złych decyzji podjął nasz sztab generalny już w 1939 r. Przede wszystkim zadecydował on o podjęciu obrony przeciw niemieckiej agresji na całej szerokości granicy. Tymczasem dużo korzystniej było oprzeć się na naturalnych przeszkodach, jakie stanowiły rzeki, przede wszystkim Wisła - to by skróciło linię obrony. Takie były względy strategiczne, ale niestety przeważyły argumenty polityczne. Ówcześne władze uznały, że nie można bez walki oddać Śląska i Wielkopolski. Choć tutaj też zabrakło konsekwencji. Na Górnym Śląsku zbudowano system bunkrów, gdzie można było stawiać silny opór. Jednak już 2 września zapadła decyzja o jego opuszczeniu i wycofaniu wojsk.

Był sens tam się bronić?
Najlepiej dowiodły tego walki pod Mławą. Tam również zbudowano cały system bunkrów i Niemcy mieli gigantyczne problemy z ich sforsowaniem. Zablokowano tam całą dywizję pancerną 3. armii niemieckiej, która szła na Warszawę. Szkoda, że nie udało się stworzyć całego ciągu takich zapór, bo wojna obronna wyglądałaby całkowicie inaczej. Niestety, to były kosztowne instalacje. Zwyczajnie zabrakło na nie pieniędzy i czasu. Podobne urządzenia obronne udało się postawić jeszcze nad Wizną - i tam także zaledwie 720 polskich żołnierzy było w stanie przez trzy dni odpierać ataki prawie 50 tys. Niemców z XIX korpusu pancernego. Naprawdę możemy tylko żałować, że takich węzłów obronnych nie powstało więcej.

Czyli wojna obronna mogła potoczyć się inaczej.

Na pewno potoczyłaby się inaczej, gdyby nasi sojusznicy wywiązali się ze swych zobowiązań. Zgodnie z podpisanymi umowami, po ataku Niemiec na Polskę w sukurs miały nam przyjść Francja i Wielka Brytania. Natychmiast miały zaatakować ich lotnictwo, a także oba te kraje miały od razu rozpocząć powszechną mobilizację - tak, by w ciągu najdalej dwóch tygodni móc ruszyć nam z odsieczą. Polskie władze były więc przekonane, że najdalej 16 września alianci ruszą z kontrofensywą.

Ale w tym terminie ruszyli tylko Rosjanie z ofensywą przeciw Polsce.
A francuskie i brytyjskie dowództwo już 12 września uznało, że wojna jest przez Polskę przegrana i nie ma sensu podejmować kontrataku. W związku z tym wycofano siły, które już przekroczyły, wprawdzie płytko, niemiecką granicę i zakazano prowadzenia nalotów na terenie Niemiec, by nie dać pretekstu do kontruderzenia. Brytyjczycy zaatakowali jeden z niemieckich fortów i dostali tam zresztą nieźle w kość, stracili kilka samolotów i zrezygnowali z dalszych działań. Zresztą Paryż i Londyn były przekonane, że Niemcy w ostatecznym rozrachunku i tak przegrają wojnę, więc nie ma sensu ginąć za Polskę. Chcieli mieć więcej czasu na odpowiednie przygotowanie.

Byliśmy pozostawieni sami sobie, czego się zresztą mogliśmy spodziewać. A czy mogliśmy się lepiej przygotować do wojny?

Był projekt modernizacji polskich sił, ale zabrakło pieniędzy na jego wcielenie w życie. Przede wszystkim nie rozbudowano broni mechanicznej - a przecież niemiecki blitzkrieg to była głównie zasługa ich nowoczesnych czołgów i samolotów. Powstała jednostka gen. Maczka, która bardzo efektywnie walczyła z niemieckimi jednostkami - niestety, to była kropla w morzu.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Materiał oryginalny: Hitlera można było jeszcze zatrzymać w 1933 roku - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 13

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

j
jarociniak

byla jeszcze inna opcja,jak hitlet doszedl do wladzy,i zaczal lamac postanowienia traktatu wersalskiego,nasz"DZIADEK",zaproponowal francuzom prewencyjne uderzenie na niemcy oni odmuwili.

r
rjk

otoz ta przezornosc" wladze dlugo nie spodziewaly sie wojny"..;pomimo ich ewidentnych oznak!.
i w tym caly geniusz Becka...

W
Widukind

i na koniec : profesor w znacznym stopniu opowiada duby smalone. I tyle.

W
Widukind

Polska nie miała szans - myśmy dopiero organizowali państwo po 123 latach rozbiorów a Niemcy do wojny przygotowywali sie od przynajmniej 1933 roku bardzo intensywnie. A z drugiej strony wielki potencjał Rosji. I żadna Anglia ani Francja w tym czasie nie mogły stawić czoła agresorom bo po prostu nie były przygotowane do wojny. Dopiero potencjał Ameryki odwrócił przebieg wydarzeń na frontach II Wojny.

s
spokojny

Oprócz walki na dwa fronty względnie wspólnej polsko-niemiecekiej wyprawy „na bolszewika”, pod hasłem „Morze Czarne to też morze” i potem defilady polskich ułanów na kremlowskiej paradzie zwycięstwa obok sojuszniczych dywizji pancernych Rzeszy, były jeszcze inne scenariusze. Np. czechosłowacki: nie walczyć samotnie z dwoma po zęby uzbrojonymi bandytami a po wojnie i tak dostać od Rosjan „w prezencie” taki sam socjalizm z takim samym „pięknym” Pałacem Kultury. Zysk: mniej zabitych Polaków.

Albo rumuński: najpierw tolerować Rzeszę, potem ją popierać gdy wygrywała a gdy przegrywała szybko przyłączyć się do wygrywających Rosjan. Zysk: mniej zabitych Polaków.

Można było zachować się jak Ukraińcy czy Litwini albo próbować wariantu fińskiego (tym to się udało co?). Wybór jak widać był. A my? Najpierw Beck i jemu podobni kopali grób sąsiadom a potem jak głupia układanka się zawaliła to z szablami na czołgi. A socjalizm i tak nas nie ominął. Strata: więcej zabitych Polaków.

s
spokojny

Kolaboracja to „współpraca z wrogiem”. Czy np. Pisłsudski współpracował z białymi bądź czerwonymi Rosjanami? Tak. Czy biali bądź czerwoni Rosjanie byli wrogami Polski? Tak. Czy zatem Piłsudski był „kolaborantem”?

Inne pytanie. Czy wkroczenie polskich oddziałów w 1938 roku do Czechosłowacji i rozbiór tego państwa wspólnie z III Rzeszą to kolaboracja? Czy też może III Rzesza nie była wtedy wrogiem Polski?

Natomiast co do mojej skromnej osoby, na pytanie czy „jestem materiałem na kolaboranta” odpowiadam: w sensie Piłsudkiego –być może tak, w sensie Becka – z pewnością nie.

r
realista - analityk

Teraz Pan czytaj uważnie !
Kluczowym zdarzeniem tu był sojusz dwóch dyktatorów Niemiec i Związku Sowieckiego i uzgodnienie rozbioru Polski. Przy takim rozwoju sprawy niewiele dałaby pomoc Francji i W. Brytanii - taka jest niestety smutna prawda wynikająca z potencjału tych sojuszy.
Otóz w tamtym czasie trzeba by wystawić duzą silniejszą armię od armii niemieckiej by sprostać jej rewelacyjnej na tamte czasy taktyce wojny błykawicznej. Wszystkie inne panstwa w tym czasie były daleko w lesie i preferowały przestarzałą taktykę wojny pozycyjnej. Polska armia wbrew pozorom w porównaniu do innych krajów nie była taka słaba i może przestarzała, ale jeszcze nie tak dawno bo 1920 r. praktycznie pokonała potężną armię Związku Sowieckiego. Jej słabość przede wszystkim z zderzeniu z armia niemiecką poza przewagą ilościowa i jakościową Niemców polegała na tym, że zupełnie nie przystawa jej koncepcja prowadzenia wojny do wymogów pola walki i warunków jakie narzuciły Niemcy.
Jednak pomimo tych braków to żołnierz polski nie wypadł tak źle w porównaniu do starć z armią niemiecką innych państw, choćby armii francuskiej, która przed wojną byłą uważana za najsilniejszą w Europie, a mimo to broniła sie krócej niż polska już przy wparciu Brytyjczyków, kompletna klęska.
Zatem wtedy w Europie nie było panstwa, które mogłoby sie skutecznie przeciwstawić Niemcom i ich machinie wojennej. Gdyby nawet wtedy, gdy były zajęte znaczne obszary kraju, po dwóch tygodniach Francja i Angia zebrały siły i zaatakowały Niemców, to ci na mocy tajnego paktu wymusiliby wieksze zaangażowanie sie Sowietów w wojnę przeciwko Polsce, a sami przerzuciliby swoje siły przeciwko Aliantom. Podejrzewam, ze w tej sytuacji Stalin chętnie przyłączyłby się do Hitlera też przeciwko Aliantom, co najwyżej Niemcy musieliby mu ustąpić z częsci większej terytorium Polski niż przywidywała umowa.
Mielibyśmy pańswta Osi plus Sowieci przeciwko Aliantom, a Amerykanie pewnie by sie przyglądali jak w I Wojnie Światowej zanim by się opowiedzieli po jednej ze stron, zdążyli przygotować i udzielić pomocy Aliantom, być może wcześniej, duże prawdopodobienstwo, Niemcy z Sowietami by ich rozbili jak zrobili to w roku 1940 z Francją.
Polska w tej sytuacji była skazana na porażkę niezależnie od tego jak by walczyła.
Drugi scenariusz może nawet korzystniejszy w porównaniu do perspektywy kleski wrześniowej to sojusz z Niemcami i uderzenie z nimi na Sowietów, pewnie w tej sytuacji zachod nie wszczynałby wojny z Niemcami (hasło: ratunek Europy przed komunizmem), a Sowieci bez pomocy zostaliby w krótkim czasie rozbici. Polska oczywiście musiałaby póżniej pazernemu Hitlerowi oddac najlepsze zienmie zachodnnie za co otrzymałby nowe zdobycze na wschodzie.
Niech Sowieci tylko dziękują, że Polska to taki głupi honorowy kraj i nie przystosowała sie do sytuacji tylko wykonała gest rejtanowski, za to oni już nie mieli takich skrupułów i wykorzystali sytuację.
Ciągnąc dalej pewnie doszłoby do wojny z aliantami i Hitler może po dłuższej wojnie też by przegrał, ale z pewnością w Polsce byłyby mniejsze straty chociaż cywilne i gospodarcze i zawsze mielibyśmy możliwość zmienić sojusz w odpowiedlim czasie i sami decydować o sobie a nie, żeby za nas decydowali inni.
Być może okazałoby sie, że to my z aliantami wyzwalamy Sowietów, a nie oni nas "wyzwalają"

v
voit

czy obecni politycy podsycający fobie antyniemieckie i równocześnie antyrosyjską są inni....?
zero realizmu brak odpowiedzialności za NARÓD liczy się tylko własne JA i poklask swoich potakiwaczy

.

To widać i słychać, i czuć. I nawet gadać szkoda.

.

To jask jesteś ekonomistą, siedź cicho a nie dyskutuj z FACHOWCAMI, głupolu!

g
gosc

gdybologia do niczego nie prowadzi - chyba, ze jest sie scenarzysta filmow s-f wtedy tak.

L
Lech

Pan profesor Wrzesiński nie wziął pod uwagę kilu istotnych elementów ówczesnej sytuacji geopolitycznej.
1. Pan profesor żałuje że obrona nie została oparta na Wiśle. A co by się stało gdyby Polacy czekali na Niemców na Wiśle, a Niemcy zajęliby to na czym im zależało (Śląsk, Wielkopolskę, Gdańsk) i dalej nie prowadzili wojny (bo po co?). To właśnie Hitlerowi zależało na stworzeniu "wojny lokalnej", do której nie wtrącałaby się Francja i Wielka Brytania. Obrona graniczna jaką prowadziła Polska pozwoliła nadać jej zasięg europejski a nie lokalny. Konkludując z taktycznego punku widzenia Pan profesor ma rację, ale ze strategicznego punku już nie.
2. Rosja. Jeśli nasi sojusznicy od początku włączyliby się do wojny to po roku, dwóch w europie nie byłoby liczącej się armii (rozbite armie Francuska, Brytyjska, Polska i Niemiecka. Na tym właśnie zależało Stalinowi. Wtedy bez problemu mógłby zająć całą Europę. Proszę zwrócić uwagę, że w pierwszym roku wojny Niemiecko - Rosyjskiej, Niemcy zabili lub wzięli do niewoli 3-4 mln żołnierzy rosyjskich. To co doszło do Berlina w 1945 roku to były to była zaledwie część armii jaka dysponowała Rosja w 1940 roku.
3. Nie jestem do końca przekonany czy sojusz Polski z Niemcami przeciw Rosji byłby wielkim błędem. Ja wprawdzie jestem ekonomistą a nie historykiem, a w ekonomii jednym z najważniejszych pojęć jest efektywność. patrząc przez ten pryzmat warto porównać I i II wojnę światową. W I wojnie światowej nie było państwa polskiego, ale dzięki wojnie zaborców straty ludności polskiej były znikome, majątek narodowy niezniszczony a efekt - wolna, suwerenna ojczyzna. W II wojnie światowej, przez to, że nie walczyliśmy z jednym z zaborców przeciw drugiemu, tylko z obydwoma na raz, mamy gigantyczne straty ludności, majątek narodowy zniszczony i brak wolnej, suwerennej ojczyzny. Krótko pisząc koszty olbrzymie a efekt mizerny.

s
spokojny

„Pójście na współpracę w 1938 r. z Niemcami byłoby wejściem na równię pochyłą. Musiałoby się skończyć tak, jak skończyło się w przypadku Czechosłowacji. To, w jaki sposób Beck odpowiedział na propozycje i żądania Niemców, było najlepszą z możliwych reakcji”. Nieprawda.

Czesi są dla mnie przykładem narodu, który umie się mądrze
ustawić w historii; sporo osiągają niewielkim nakładem
sił i środków a na pewno więcej niż my.

Romantyczne pseudohasełka forsowane przez panów Mickiewiczów i innych Sienkiewiczów wyrządziły wiele
szkód w gorących głowach wierzących w te wszystkie bajeczki o naszej wyjatkowości, "misji" a nie w to, że po prostu trzeba ciężko pracować a z innymi umieć współpracować.

Uważam, że lepiej być żywym "tchórzem" niż "bohaterem" w sosnowym płaszczyku. Co dało nam w czasie wojny rzucanie się z szablami na czołgi? Francuzi sobie tańcowali. W tym czasie np. Czesi też spokojnie pociągali swoje piwko a po wojnie i my i oni dostaliśmy to samo, bo pionki na szachownicy ustawia kto inny a na pewno nie Czechy czy Polska. Tyle, że nasze straty były olbrzymie.

A oni walczyli racjonalnie, tam gdzie był sens, np. w brytyjskich dywizjonach lotniczych.

Dlaczego byliśmy sami we wrześniu? Dlaczego wzięli nas z dwóch stron? Dlaczego byliśmy de facto w stanie wojny z Litwą, dlaczego rok wcześniej wbiliśmy Czechosłowacji nóż w plecy na Zaolziu, a dziwiliśmy się że później podobnie nam się przytrafiło? Dlaczego nawet karabinów nie było żeby uzbroić chętnych do walki? Dlaczego zamiast samolotów i czołgów mieliśmy ułanów a do ważniejszych „projektów”, którymi zajmowali się nasi stratedzy należał kształt lancy (to nie żart niestety). Tak, najlepszy wywiad by nie pomógł mając takich przywódców (zresztą i ci szybko znikli za granicą zostawiając Starzyńskich w walczącym kraju). I to wszystko ma być tylko propagandą? Panowie typu Beck byli tylko mocni w gębie a jak przyszło do wojny to zostawili kraj w beznadziejnej walce.

Dodaj ogłoszenie