Historia Anny German. Festiwal w San Remo w 1967 roku i samobójstwo Luigiego Tenco

Aleksandra Chomicka
W popularnym serialu w rolę Anny German wcieliła się Joanna Moro, aktorka także urodzona w ZSRR
W popularnym serialu w rolę Anny German wcieliła się Joanna Moro, aktorka także urodzona w ZSRR materiały prasowe TVP
Dziś już nie sposób wyobrazić sobie, czym w latach 60. był festiwal w San Remo i jak popularna w Europie była piosenka włoska. Przeczytajcie o kulisach i smaczkach niedoszłego sukcesu Anny German.

Nad fenomenem popularności serialu o Annie German pochylił się nawet Tomasz Lis, próbując w swoim programie wycisnąć z grającej główną rolę Joanny Moro przepis na taki sukces (no, nie o te słupki chodzi, ale jednak…). A aktorka, która z rozbrajającą szczerością przyznała się do tego, że po raz pierwszy piosenkę Anny German ("Człowieczy los") usłyszała w przeddzień castingu, jak się okazało - wcale nie miała pewności, że polscy widzowie obejrzą ją w tej roli, a co dopiero mówić o sukcesie. Powodem jej obaw były m.in. badania fokusowe w Warszawie, jakie przeprowadzili producenci. Na stu ankietowanych przechodniów tylko jeden prawidłowo kojarzył nazwisko Anny German…

Historia Anny German. Kuchnia włoska

A jednak po emisji serialu w Rosji, gdy do Polski dotarły informacje o sukcesie, jaki tam odniósł, a na YouTubie pojawiły się jego odcinki - miłośnicy piosenkarki zaczęli zorganizowaną na portalach społecznościowych akcję nacisku, pisząc listy do TVP. W efekcie co tydzień zasiada przed ekranami prawie 7 mln Polaków, chociaż o losach "białego anioła" wiemy prawie wszystko.
Stosunkowo mało - o włoskim epizodzie w jej życiu, który miał być początkiem światowej kariery, a przyniósł tak naprawdę tylko rozczarowanie i ból. Już w odcinku wyemitowanym tydzień temu twórcy serialu rozwiali trochę mit o sukcesach. Widzieliśmy za to ówczesny show-biznes od kuchni.

Dzisiaj takie obrazki nikogo nie szokują, bo tworzeniu kolejnych gwiazd na zamówienie służy cały przemysł rozrywkowy. Wtedy jednak dla, co tu dużo mówić, naiwnej dziewczyny z Polski - eksponowanie jej urody, a nie głosu, narzucanie seksownego looku, fabrykowanie atrakcyjnego dla gazet życiorysu - było nie do pogodzenia z wyznawanymi wartościami. Wszystko to jednak miało służyć wytworzeniu popytu na kolejną piękność, która mogłaby rywalizować z wielką trójką królującą wówczas na włoskich i europejskich scenach: Milvą, Dalidą i Miną. A ukoronowaniem tego procesu tworzenia i miejscem wielkiego debiutu piosenkarki miał być XVII Festiwal San Remo.

Historia Anny German. Historia Anny German. Z San Remo do Sopotu

Dzisiaj, gdy włoska piosenka kojarzy się większości Polaków już tylko z italo disco, a rola festiwali piosenki we współczesnym przemyśle rozrywkowym zupełnie się zmarginalizowała (kto potrafi bez klikania w Google powiedzieć, jaka piosenka wygrała w tym roku Eurowizję?) - znaczenie tego święta włoskiej muzyki jest nie do ogarnięcia. To był archetyp wszystkich imprez tego typu na świecie, a jednocześnie instytucja, która w latach 50. i 60. naprawdę kreowała gwiazdy. Na San Remo wzorowane były wszystkie ówczesne festiwale - także nasz, sopocki. Z pierwowzoru skopiowano m.in. sposób popularyzowania polskich piosenek poprzez zapraszanie zagranicznych piosenkarzy do ich wykonywania (niestety, Włochom się to lepiej udawało). Nawet pomysł na organizowanie festiwali młodych talentów przejęliśmy właśnie od nich!

W San Remo występowali uznani przedstawiciele show-biznesu, wyznawcy włoskiego bel canta: rekordzistą w liczbie festiwalowych triumfów jest do dzisiaj tenor Claudio Villa (jego najsłynniejsze piosenki to "Arrivederci Roma", "Gitara Romana" oraz słynna "Marina, Marina" którą do Polski przywiózł najbardziej u nas znany przedstawiciel włoskiej piosenki, Marino Marini). Do tego "słodkiego" nurtu można też zaliczyć Bobby'ego Solo ("Zingarra", "Buona sera, signorina", "Una lacrima sol viso", "Se piangi, se ridi"), który stylizował się na włoskiego Elvisa Presleya, a jeszcze bardziej - na Paula Ankę, co wówczas było rewolucyjnym krokiem, czy Gianniego Morandi, twórcę młodzieżowego bel canta. Jednak na scenie w San Remo stawali również prawdziwi buntownicy, którzy chcieli zmienić włoską piosenkę - Fred Buscaglione, Domenico Modugno, Adriano Celentano, Eros Ramazotti, a nawet najbardziej znany włoski raper - Jovanetti.

Historia Anny German. Cytaty z historii włoskiej kultury

Anna German była onieśmielona blaskiem sław, z którymi przyszło jej się w San Remo zmierzyć (uwaga - teraz będą spoilery). Dzisiaj zobaczymy w filmie, w krótkiej migawce, Domenica Modugno, który jest tutaj sparodiowany jako typowy włoski kelner (bo właśnie kelnerem ten twórca wielu przebojów, m.in. "Volare", był z zawodu), a przede wszystkim Adriano Celentano, w charakterystycznym burleskowym wydaniu. Ten wielki artysta, o sercu dziecka i charakterze chuligana, jak mówią o nim Włosi, objawił pełnię swojego talentu w filmach i na estradzie: wtedy wyglądał jak Maciej Kozłowski, śpiewał jak Andrzej Zaucha, a tańczył jak Gene Kelly. Ale zawsze był dla rodaków po prostu "Il ragazzo della via Gluck" (to tytuł jednej z jego najsłynniejszych piosenek) - chłopakiem z ulicy Szczęście, który przy wtórze gitary wyśpiewuje swój ból i bunt. Twórcy filmu oddają mu na swój sposób hołd: jest taka scena, w której Anna German biegnie po wąskiej, wijącej się w górę uliczce i kamera przez moment pokazuje tabliczkę z napisem "Via Gluck". A chwilę później pyta sympatycznych starszych panów, grających w kości, o drogę do polskiej ambasady.

I słyszymy (w oryginale, nie znam polskiego tłumaczenia) dialog, który jest kolejnym symbolem: "Wiesz, to chyba tam, gdzie w 1935 roku kradliśmy rowery!". Dla młodego i najmłodszego pokolenia - wyjaśnienie, o co chodzi: to nawiązanie do jednego z najsłynniejszych (a właściwie - programowego) filmów włoskiego neorealizmu, "Złodzieje rowerów", nakręconego przez Vittorio de Sicę w 1948 roku.

Historia Anny German. Inny chłopak z via Gluck

Na końcu uliczki Anna spotyka młodego Włocha, któremu się zwierza ze swojego zniechęcenia, chęci ucieczki do Polski. A ten przekonuje ją, że warto śpiewać - dla prostych ludzi, kochających po prostu piosenki. Jeszcze się spotkają, na schodach do sławy, czyli na festiwalową estradę…

Wspomniany wcześniej rekordzista, Claudio Villa - pierwszą nagrodę odbierał w San Remo czterokrotnie, po raz ostatni w 1967 roku, na tym samym festiwalu, na którym debiutowała Anna German. To był festiwal, na którym doszło do największego w jego dziejach skandalu, a na pięknej fasadzie szanowanej instytucji pojawiły się krwawe plamy. Twórcy serialu wykorzystali ten dramatyczny wątek.

Chłopakiem z via Gluck jest bowiem w serialu Luigi Tenco. To postać autentyczna: Luigi był kolejnym buntownikiem, który się pojawił na scenie w San Remo. Jak twierdzą jego biografowie - zrobił to niechętnie, gardził bowiem komercyjnym blichtrem festiwalu. Namówiła go do tego Dalida, prywatnie jego wielka miłość. Oboje mieli wykonywać tę samą piosenkę "Ciao, amore, ciao" (na włoskim festiwalu od 1953 do 1971 roku konkursowe piosenki przedstawiane były w dwóch różnych wykonaniach). Luigi - podobnie jak Anna German, Adriano Celentano i Domenico Modugno - nie weszli nawet do finału. Piosenkarka odebrała to jako porażkę, lansujący ją producent - jako fiasko długiej kampanii i nieudany interes, natomiast Luigi Tenco - jako klęskę. Zastrzelił się w hotelowym pokoju, pozostawiając dramatyczny list, w którym oskarża włoską publiczność o zły gust. Po tym wydarzeniu również Dalida próbowała popełnić samobójstwo. Przez pięć dni była w śpiączce po zażyciu środków nasennych, ale ją udało się uratować…

Historia Anny German. Show must go one!

A jednak nagrody festiwalowe wręczono, chociaż wówczas już głośno zaczęto mówić o ustawianiu wyników przez krezusów przemysłu muzycznego. Ta wrzawa pomogła również Annie German - przegrana na takim festiwalu przestawała się liczyć, a nawet nobilitowała, piosenka "Gi" (Ty) zdobyła sporą popularność. Anna zdążyła jeszcze odebrać Oskara publiczności, wystąpić na festiwalu piosenki neapolitańskiej, potem koncertowała z Domenico Modugno, m.in. w Szwajcarii. Wydawało się, że nic już nie stoi na przeszkodzie do rozwoju jej wielkiej kariery, tym bardziej że na włoskiej scenie zrobiło się pustawo. Starzejąca się Milva zmieniła repertuar i zajęła się songami Brechta i tangami Piazzolli (w interpretacji obu rodzajów muzyki odniosła zresztą ogromne sukcesy), Dalida po śmierci Luigiego Tenco długo dochodziła do siebie, a potem skupiła się na karierze we Francji, a Mina ciągle szokowała i podpadała włoskiej cenzurze - a to złym prowadzeniem (romans z żonatym aktorem), a to stylizowaniem na bad girl (wtedy wystarczyło ufarbować włosy na blond i zgolić brwi). W efekcie włoska telewizja dostała oficjalny zakaz pokazywania jej na antenie.

Wszystko układało się tak dobrze! Marzenia o wielkiej karierze skończyły się jednak na autostradzie…

Historia Anny German. Klątwa San Remo?

Wracając do bohaterów tamtego skandalu:
Przez 35 lat nie ustawały plotki na temat samobójstwa Luigiego Tenco, bo nigdy nie odnaleziono pocisku, a śmiertelna rana była na lewej skroni, chociaż piosenkarz był praworęczny. Wątpliwości rozwiała dopiero ekshumacja, przeprowadzona prawie 40 lat po śmierci artysty. Patolodzy stwierdzili, że podczas pospiesznie przeprowadzonych badań popełniono omyłkę i wylotową ranę od kuli wzięto za wlotową. Po śmierci piosenkarz zyskał sławę, o którą bez sukcesu zabiegał za życia.
Dalida była chyba kobietą fatalną. Samobójstwo popełniło aż trzech związanych z nią mężczyzn - pierwszy mąż Lucienne Morisse, Luigi Tenco oraz Richard Chanfray (który, nawiasem mówiąc, zastąpił u jej boku malarza polskiego pochodzenia Jeana Leelee Sobieskiego). Ta była miss Egiptu, całe życie porównywana do Kleopatry - odeszła jak ona: umalowała się, pięknie ubrała, uczesała i… zażyła 120 tabletek nasennych. Zdarzyło się to 20 lat po śmierci Luigiego Tenco, podobno największej miłości jej życia. Dalida miała wówczas 54 lata i chociaż w dziedzinie piosenki osiągnęła wszystko - nie akceptowała faktu, że się starzeje.

W tym samym - 1987 roku - odszedł również Claudio Villa, zwycięzca tamtego pamiętnego konkursu. Zmarł… w San Remo: podczas 37 festiwalu dostał ataku serca.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

iPolitycznie - Ireneusz Zyska - skrót

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na dziennikbaltycki.pl Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie