Henryk B. siedział 12 lat za zabójstwo. Wyszedł. Znów jest oskarżony o zbrodnię

Maciej Czerniak
Maciej Czerniak
Świadek: - Leżała na podłodze, nie było z nią kontaktu. Miała osmolone oczy i usta
Świadek: - Leżała na podłodze, nie było z nią kontaktu. Miała osmolone oczy i usta Dariusz Bloch
Udostępnij:
Henryk B. został doprowadzony na salę rozpraw przez policjantów. Już po raz drugi jest oskarżony o zabójstwo.

Znam oskarżonych tylko z widzenia - powiedział sąsiad, świadek, który wczoraj w Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy zeznawał w procesie o zabójstwo do którego doszło w ubiegłym roku w bydgoskim Fordonie.

- Jakiś młody człowiek przybiegł do mnie i poprosił o pomoc. Mieszkam po drugiej stronie ulicy. Kiedy wszedłem do tego domku gospodarczego, Adam K. leżał półprzytomny na podłodze. Miał zakrwawioną i poranioną głowę. Było dużo dymu. Nie odważyłem się wejść do środka. Wróciłem, kiedy wyciągnęliśmy Adama K. na zewnątrz. Robotnicy, którzy pomagali mi wtedy w wykańczaniu domu, pomogli również udzielić K. pierwszej pomocy.

Wezwałem pogotowie i straż. Potem w domku widziałem jeszcze leżącą Grażynę O. Nie było z nią kontaktu, miała osmalone oczy i usta.

Tym zeznaniom przysłuchiwał się Henryk B. Ma 76 lat i problemy ze słuchem. Twierdzi, że prawie nie słyszy od 19 listopada, kiedy w pustostanie, w domu gospodarczym przy ulicy Chełmońskiego w Bydgoszczy został uderzony w głowę. Twierdzi, że został uderzony przez Adama K., mężczyznę, u którego pomieszkiwał od lata. Mężczyźni pokłócili się o pieniądze.

>> Najświeższe informacje z regionu, zdjęcia, wideo tylko na www.pomorska.pl <<

- Tamtego dnia rano pojechałem z Kazimierzem, bratem Adama, do banku odebrać emeryturę - B. wyjaśniał już na początku procesu. - Wziąłem pieniądze. Poszliśmy na obiad. Wypiliśmy trochę... dwie ćwiartki wódki. Potem przyjechaliśmy do domu Adama. Kupiliśmy wódkę. Nie pamiętam, ile wypiłem. Ale byłem już pijany, położyłem się spać.

Twierdzi, że kiedy się obudził, zniknęło mu kilkaset złotych emerytury. Miał pretensje do gospodarza domu, Adama K. Oskarżył go o kradzież. Między K. i B. wywiązała się szarpanina. - Zaatakowała mnie Grażyna O., pani Adama. Wziąłem ją za sukmanę i wrzuciłem do pokoju.

Kobieta miała upaść „obok tapczanu”. Henryk B. wrócił do pomieszczenia, w którym wciąż przebywał Adam K. Doszło do wymiany ciosów. W końcu B. - jak zeznał - wyszedł z mieszkania. Twierdzi, że nie wiedział, co się potem stało z domownikami.

To wersja, którą oskarżony o zabójstwo i usiłowanie zabójstwa, przedstawił wczoraj w sądzie. Ta historia ma niewiele wspólnego ze scenariuszem przedstawionym przez śledczych Prokuratury Rejonowej Bydgoszcz-Północ w akcie oskarżenia. Według oskarżyciela, B. miał brutalnie skatować dwoje domowników. - Wielokrotnie uderzał pokrzywdzonego siekierą w głowę i po całym ciele doprowadzając go do stanu nieprzytomności - czytał prokurator Michał Mikulski.

Spowodował obrażenia ciała: rany tłuczone okolicy skroniowej lewej, złamanie łuski skroniowej, stłuczenie tkanek miękkich, ranę rąbaną uda lewego oraz lewego ramienia.

Po zaatakowaniu Adama K. siekierą - jak przekonuje prokuratura - miał rannemu grozić spaleniem. Wyrzucił na podłogę stare rzeczy, ubrania, a następnie miał wygarnąć żar z pieca i podpalić odzież zapalniczką. Miał też „kilkukrotnie uderzyć” Grażynę O. obuchem siekiery. Kobieta zemdlała, doznała poparzeń i nie mogła oddychać z powodu smoły, która okleiła jej drogi oddechowe.

Adam K. i Grażyna O. trafili do szpitala. Mężczyzna przeżył, jego partnerka zmarła kilka dni później.

Na wczorajszej rozprawie prokurator oświadczył, że K. zmarł. W tej sprawie prowadzone jest postępowanie, ale z dotychczasowych ustaleń wynika, że zgon nastąpił z przyczyn naturalnych i śledczy nie widzą związku z procesem o usiłowanie zabójstwa.

Henryk B. trzy miesiące wcześniej (przed zdarzeniami z 19 listopada) wyszedł z więzienia. Odsiedział karę 12 lat pozbawienia wolności za wcześniej popełnioną zbrodnię zabójstwa.

Przyznaje się wyłącznie do udziału w bójce, ale nie do zabójstwa, które przypisuje mu się w związku z tym, co zaszło w ubiegłym roku w Fordonie.

Twierdzi, że K. przed śmiercią zrzucił winę na niego, by się go pozbyć „w związku z kradzieżą pieniędzy”. Na ławie oskarżonych razem z B. siedzi również Kazimierz K., brat zmarłego Adama. Ma zarzut nieudzielenia pomocy poszkodowanym.

K. nie jest aresztowany, odpowiada z wolnej stopy. Wczoraj stawił się w sądzie. Za popełnienie zabójstwa B.grozi kara do 8 lat więzienia.

INFO Z POLSKI 12.10.2017 - przegląd najciekawszych informacji ostatnich dni w kraju

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Materiał oryginalny: Henryk B. siedział 12 lat za zabójstwo. Wyszedł. Znów jest oskarżony o zbrodnię - Gazeta Pomorska

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie