Halloween kontra Holy Wins - czy jest konflikt między sposobami świętowania?

Agnieszka Kamińska
Agnieszka Kamińska
Fot. Mariusz Kapala / Gazeta Lubuska
Udostępnij:
"Halloween idealnie się nadaje, żeby je winić za wszystko to, co złe w świecie. Urynkowiony i nastawiony na wywieranie nieustannej presji świat jest znacznie większym zagrożeniem niż dziecięce przebieranki za wiedźmy" - mówi dr Piotr Jakubowski, kulturoznawca z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

31 października organizowane są imprezy halloweenowe, ale też wiele parafii tego dnia inicjuje bale i parady świętych pod hasłem Holy Wins. Dzieci nie przebierają się tu za upiory, ale za świętych. Czy w Polsce już istnieje konflikt między sposobami świętowania - między sacrum i profanum?

Halloween, z punktu widzenia religii katolickiej, ma charakter pogański. Jego przeciwnicy podkreślają też, że nie jest polskie, że zostało kolportowane z USA. Tak naprawdę Halloween wywodzi się z tradycji irlandzkich i zostało przeniesione do Ameryki przez migrantów pochodzących właśnie z Zielonej Wyspy. Równocześnie, rzeczywiście można zaobserwować coraz więcej inicjatyw polegających na organizacji parad czy korowodów osób przebranych za świętych katolickich. Są one organizowane 31 października, a więc w Halloween. Trudno więc mówić, że tu zupełnie nie ma konfliktu. Na tym rynku "co obchodzić 31 października", jednak gorszą pozycję mają inicjatywy religijne. To wynika z tego, że jednak Halloween jest mocno powiązane z konsumpcją. Wystarczy, że przejdziemy się przez market lub galerię handlową, a zobaczymy wystawy z dyniami i straszydłami, nawiązujące do Halloween. Bez trudu zaopatrzymy się w halloweenowe gadżety czy dekoracje do domu. Wszystkich Świętych, w ujęciu komercyjnym, kojarzy się raczej tylko ze zniczami, chryzantemami i wiązankami na groby. Ta siła rynkowa jest tu kluczowa i niestety to ona ustala pozycje w tym dziwnym rankingu świąt. Trudno sobie wyobrazić, aby odwiedziny cmentarzy, cała ta otoczka zadumy i refleksji, którą młode pokolenie żartobliwie nazywa już "grobingiem", wygrała z komercją. Zabawy halloweenowe i przebrania za strachy dla młodych będą bardziej atrakcyjne niż inicjatywy w ramach Holy Wins.

Czy Halloween to czysta komercja, czy jednak można w nim znaleźć coś głębszego?

Bardzo trudno coś takiego znaleźć. Musielibyśmy odwołać się do tych pierwotnych, tradycyjnych przekazów, a one mogą nie być spisane. Natomiast dostrzegam w Halloween próbę oswojenia śmierci. W kulturze zachodniej śmierć została wyrugowana poza naszą świadomość. Śmierć jakby nam nie towarzyszyła, ona jest gdzieś daleko, w domach pomocy, hospicjach, szpitalach… Są instytucje, które zajmują się tym, abyśmy śmierci nie widzieli. A przecież jeszcze nie tak dawno ludzie brali udział w obrzędach żegnania zmarłego i sami wykonywali czynności kosmetyczne i pielęgnacyjne, bo nie było zakładów pogrzebowych.

Na wsiach trumnę z ciałem ustawiało się w domu, w centralnym miejscu, i cała ulica przychodziła pożegnać zmarłego sąsiada.

Tak. Dziś dla wielu z nas, takie praktyki są nie do pomyślenia. Uważamy, że to coś strasznego, okropnego, zmarłego nie pokazuje się dzieciom. Wydaje się, że Halloween przywraca nam śmierć, ale w tej ludycznej i kreskówkowej formie. Z perspektywy chrześcijańskiej, Wszystkich Świętych powinno być dniem radosnym. Doktryna Kościoła przecież mówi, że tego dnia czcimy zmarłych, którzy są już w niebie i mają możliwość oglądania Stwórcy. Tymczasem my się smucimy, że nasi bliscy odeszli, czujemy stratę. Poza tym, każda zmarła osoba przypomina nam, że my też jesteśmy śmiertelni. To nie jest miła świadomość. Paradoksem jest to, że tę radość, która powinna być przypisana katolickiemu świętu, mamy w pogańskim Halloween. Gdy przebieramy się za strachy i kościotrupy i gdy bawimy się podczas imprezy halloweenowej, to to jest pewna forma oswajania rzeczy ostatecznych.

Oswajania czy kpina z nich?

Pewnie wiele zależy od indywidualnego podejścia. Ale proszę też zauważyć, że po pogrzebie żałobnicy uczestniczą w stypie i bywa, że na niej padają dowcipy i sięga się po alkohol. Czy to nie jest kpina ze śmierci?

No tak, łatwo krytykować innych, a trudniej dostrzec własne przywary. Czy osoby krytykujące uczestników halloweenowych imprez rozumieją sens Wszystkich Świętych?

Można się zastanawiać, ile osób uważających się za wierzących i praktykujących zna sens znaku krzyża i innych czynności o charakterze religijnym. Nie oszukujemy się, wielu osobom 1 listopada kojarzy z chodzeniem na groby i niczym więcej. Na pewno na tym również polega rola kapłanów, aby tłumaczyć wiernym prawdy wiary i znaczenie czynności religijnych. Wiele praktyk religijnych jest czystą konwencją i wykonywaniem pewnego schematu, bez pogłębionej świadomości o religijnym kontekście. Wszystkich Świętych nie jest tu odosobnione. To samo możemy powiedzieć o Wigilii Bożego Narodzenia. Dla wielu osób to tylko choinka i prezenty. Natomiast rozumiem, że można w Halloween widzieć jakieś źródło duchowego zagrożenia. Czy rzeczywiście ono tym zagrożeniem jest, trudno powiedzieć. Mamy tu jednostronne podejście, księża są rzecznikami religijnego świętowania, a przecież żadna instytucja nie jest rzecznikiem Halloween. Nikt nie przemawia w imieniu Halloween.


W zeszłym roku pojawił się nawet obywatelski projekt ustawy zakazujący w Polsce Halloween. Projekt przewidywał kary za uczestnictwo w halloweenowych imprezach. Przepisy nie zdobyły uznania wśród parlamentarzystów.

Tak, pamiętam. Inicjatywa obywatelska jest elementem demokracji i daje możliwość poddania pod głosowanie w parlamencie każdego pomysłu, który uzyskał poparcie określonej liczby osób. Ta propozycja, gdyby weszła w życie, oznaczałaby naruszanie wolności ludzi, którzy jednak mają prawo świętować jak chcą. Poza tym, ona byłaby tożsama z nakazem świętowania Wszystkich Świętych. Tego typu propozycja nie powinna nigdy stać się częścią, jakby nie patrzeć, prawodawstwa świeckiego państwa.

Czy dynie i te całe halloweenowe przebieranki są rzeczywiście sprzeczne z religią katolicką?

Ja akurat nie widzę sprzeczności, ale rozumiem, że duchowni mogą widzieć. Choć, trzeba też zauważyć, że doktryna katolicka od wieków dopuszczała pewne praktyki karnawałowe lub jakiś rodzaj "puszczenia pary". Gdyby Halloween było obchodzone w innym terminie, w większym dystansie czasowym od Wszystkich Świętych, np. latem, to być może duchowni nie widzieliby tu zgrzytu. Mamy przecież choćby Andrzejki, podczas których się wróży i to może być uznane za nawiązanie do praktyk pogańskich. A proszę spojrzeć na trzymanie kciuków, to przecież nic innego jak rytuał magiczny! W naszym życiu przecież pełno jest podobnych rytuałów czy przesądów. To nie jest tak, że kiedyś ludzkość była magiczna, potem zapanowała religia, a teraz mamy już światopogląd naukowy. My generalnie wierzymy w naukę, ale to nie wyklucza elementu religijnego w życiu społeczeństw i również stosowania przez nie rytuałów magicznych. Kościół na pewne takie praktyki spogląda dobrotliwie i uważa, że są nieszkodliwe. Oczywiście nie pochwala przesądów, ale też ich nie zwalcza w jakiś instytucjonalny, drastyczny sposób. Być może w przypadku Halloween pojawia się obawę, że przełom października i listopada zacznie się bardziej kojarzyć z kościotrupami niż Wszystkimi Świętymi. To jest pewnego rodzaju walka o społeczne imaginarium.

Ale facet przebrany za krasnoludka i noszący prezenty jakoś nie budzi obaw.

W przypadku Bożego Narodzenia i Wielkanocy mamy próbę przetłumaczenia dawnych, tradycyjnych wierzeń na język religijny. Proces nawracania kogoś na chrześcijaństwo, jak to było w czasie ekspansji kolonialnych, nie polegało na mówieniu, że wszystko w co wierzyli poganie to jest nieprawda. Że ludność te wierzenia całkowicie musi odrzucić i przyjąć nową wiarę. Nawracanie polegało na odnajdywaniu takich elementów wierzeń ludowych, które da się przetłumaczyć na język doktryny chrześcijańskiej. To nadawanie trochę innych interpretacji dawnym zwyczajom i wierzeniom. W przypadku Halloween jest jednak odwrotnie. Osoby odrzucające Halloween uważają, że ono próbuje wyprzeć chrześcijańskie święto i chce wymazać z tego społecznego imaginarium wszystko to, co powinno być kojarzone ze Wszystkimi Świętymi. Dlatego, być może, dynia budzi większe obawy niż Mikołaj z prezentami. Mikołaj dał się wpisać w już funkcjonującą sferę symboliczną. A dynia nie.

Dlaczego nie przebiły się dziady? Przecież to są dawne przedchrześcijańskie obrzędy i zwyczaje obchodzone przez naszych praprzodków. Miłośnicy słowiańszczyzny próbują dziady reaktywować, ale nie wiem, czy im się to uda.
Halloween jest napędzane przez rynek. Niewidzialnej ręki rynku nie należy lekceważyć i ona steruje wieloma zjawiskami społecznymi. W żadnym markecie nie zobaczymy przecież na półkach gadżetów z motywami… dziadowymi. Ale trzeba tu też zauważyć, że Halloween nie proponuje żadnego alternatywnego zestawu wierzeń. Tak właściwie to trudno powiedzieć, że ono jest przeciw chrześcijaństwu. W przypadku dawnych tradycji słowiańskich jest inaczej, to jednak jest próba krzewienia pogańskich wierzeń. W tym sensie dziady są jednak bardziej niebezpieczne czy też problematyczne niż Halloween.

W ubiegłym roku, gdy pojawiła się informacja o zamknięciu cmentarzy z powodu pandemii, niektórzy wręcz w popłochu udawali się na groby bliskich, byle tylko zdążyć położyć na nich znicze. Ludzie nawet przeskakiwali przez ogrodzenia, w nocy chodzili po cmentarzach. O czym to świadczy? O przyzwyczajeniu do tradycji czy wielkiej potrzebie wspomnienia zmarłych?

Przychodzi mi tu na myśl taka analogia, że w naszym państwie, w którym patriarchat ma się nieźle, święto kobiet jest bardzo popularne. Chodzi o to, że jedno nie musi wykluczać drugiego. Dla wielu pamięć o zmarłych jest tak samo ważna jak podążanie za konwencją. U innych te proporcje mogą być inne lub nieco inne. Co więcej, przecież kapłani tłumaczyli, że nie trzeba przychodzić na cmentarze, że można pomodlić się za zmarłych w domu i symbolicznie zapalić za nich świeczkę. Oni mówili, że wierni nie muszą być na miejscu złożenia szczątków zmarłych bliskich, żeby Bóg wysłuchał ich modlitw. Jeśli nawet te tłumaczenia nie przekonały niektórych do pozostania w domu, to wydaje się, że w ich przypadku mogło zwyciężyć przywiązanie do konwencji i rytuału oraz chęć działania na pokaz. Może obawiali się, że jeśli na grobie ich bliskich nie będzie znicza, to ktoś, rodzina lub znajomi, ich skrytykują? Tu mógł przeważyć ten czynnik niereligijny.

Czy Halloween może zagrozić pamięci o naszych zmarłych bliskich i czy w jakiś sposób może zrujnować naszą duchowość i sprzyjać laicyzacji społeczeństwa? Czy może powinniśmy bać się czegoś innego?

Halloween to jest łatwy wróg. Nie wierzę, żeby dziecięce przebieranki były winne temu, że Polacy być może mniej myślą o swoich zmarłych. Malujemy temu potworowi zbyt duże pazury. Urynkowiony i nastawiony na wywieranie nieustannej presji świat jest znacznie większym zagrożeniem niż przebieranki za wiedźmy i ten halloweenowy okrzyk: "cukierek albo psikus". Jeśli coś miałoby naruszyć pamięć o naszych zmarłych to raczej to, że my nie mamy czasu, że nieustannie jesteśmy w pędzie. Jeśli pracujemy po kilkanaście godzin dziennie, a potem kładziemy się na kanapie, włączamy telewizor i już na nic nie mamy siły, to to jest coś, co tej pamięci zagraża. Bo żeby kultywować pamięć o bliskich, trzeba mieć wolny czas na zadumę, wspomnienia, modlitwę. Ale to też dotyczy naszej refleksyjności czy – z punktu widzenia Kościoła - religijności. Dla mnie ten problem jest głębszy. To nie jest tak, że Polacy przez lata chodzili na groby w duchu religijnym, obchodzili Wszystkich Świętych, a gdy pojawiło się Halloween, to ta ich religijność się zmniejszyła, zbladła. Nie, można tu mówić o procesie długofalowym. Trudno jest zaatakować wroga abstrakcyjnego, jakim jest np. laicyzacja. Bo to jest nic. A Halloween to jest już coś konkretnego. Słyszymy przecież o tym, że szkoły organizują imprezy halloweenowe i część rodziców przeciwko temu się buntuje. Nie chcę tych postaw oceniać, ale pewne jest jedno: Halloween jest namacalne i idealnie się nadaje, żeby je winić za wszystko to, co złe w świecie.

* Piotr Jakubowski
Doktor nauk humanistycznych w zakresie kulturoznawstwa, adiunkt w Katedrze Teorii Kultury i Międzykulturowości na Wydziale Nauk Humanistycznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, wicedyrektor Instytutu Filologii Klasycznej i Kulturoznawstwa UKSW. Autor książki "Pułapki tożsamości. Między narracją a literaturą".

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mikołajów i Odessa bramą do Morza Czarnego

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
A ja bardzo lubie te swieta, dzieciaczkom zawsze daje cukierki- zawiniete w papierki kawałki czosnku lub przyprawę do zup. Ale się smiesznie krzywią i drą :DDD
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie