H. Duda-Zacharewicz: Ostrożnie z zabytkami w szafie [ROZMOWA]

Ewa Andruszkiewicz
mat. prasowe
O przełamywaniu kompleksów, modzie i letnich okazjach z Hanną Dudą-Zacharewicz, stylistką CH „Klif” w Gdyni rozmawia Ewa Andruszkiewicz.

Każdy ma swój styl?
Każdy rzeczywiście ma swój styl, ale nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, jaki on jest. W mojej pracy najważniejsze jest to, żeby wspólnie z klientkami określić ich styl. Od tego zaczyna się przygoda. „Moda przemija, a styl pozostaje” - powiedziała Chanel, która sama jest ikoną stylu. Z doświadczenia wiem, że coś, co stworzyła Chanel, nie może być niemodne.

A ktoś, kto nie zdaje sobie sprawy z tego, jaki ma styl, w jaki sposób może go w sobie odkryć?
Mam swoje sposoby na wydobycie z klientek ich stylu (śmiech). Najważniejsza jest obserwacja osoby, z którą się pracuje, trochę psychologii, ale również analiza sylwetki. Co nie oznacza, że jeśli mamy sylwetkę nie do końca idealną - przy czym zaznaczyć trzeba, że idealne sylwetki występują jedynie na billboardach i w internecie - to mamy pogrążać się w rozpaczy i nosić na sobie namioty. Bardzo wiele kobiet próbuje w ten sposób zatuszować kompleksy. Ale to błąd.

Czyli styl powinniśmy dobierać między innymi do sylwetki? A czy liczy się też np. kolor włosów czy oczu?
Owszem, istnieje analiza kolorystyczna, powstała jakieś 100 lat temu, w której zawierają się podstawowe cztery pory roku. Nie mówię, że jest zła, ale na pewno nie może być podstawą do tworzenia własnego stylu. To nie jest tak, że jeśli mam ciepły typ urody, to wedle tabelki muszę tylko i wyłącznie nosić takie kolory, a nie inne. Dla mnie to przestarzała zasada. Nie jest powiedziane, że blondynka źle wygląda w beżach, że „się z nimi zlewa”. Wszystko zależy od odcieni blondu i beżu oraz końcowej stylizacji, a więc kształtu, formy, dodatków. Modnym można być w pięć minut. Chodzimy po sklepach, patrzymy na wystawy, ubieramy się w gotowe zestawy, bez zastanowienia. W ten sposób jesteśmy modne, ale niekoniecznie stylowe.

No właśnie. Wchodzimy do sklepu, mijamy tysiące wieszaków, setki półek. Jak z całej sterty ubrań wyłowić coś wyjątkowego?
Przede wszystkim trzeba się spokojnie zastanowić, czy jeśli modne są w tym roku falbany, koronki lub styl boho, to czy na pewno to do mnie pasuje, czy mi się to podoba, czy będę się w tym dobrze czuła.

Jakie jeszcze pytania powinniśmy sobie zadawać przed dokonaniem zakupu, aby był udany?
Przeprowadźmy następujący test. Wyobraźmy sobie, że ma pani do wyboru dwie sukienki. Jedną - bardzo zwiewną, romantyczną, z żorżety, w kwiaty, z falbanami, dużym dekoltem, a drugą bardzo prostą w kształcie, w konkretnym kolorze, taką z pazurem, to którą by pani wybrała?

Tę drugą.
No właśnie, a jest wiele kobiet, które zdecydowałyby się na pierwszą. I w jednej, i w drugiej nie ma nic złego, ale pani wybór jest pani wnętrzem. Jedna lubi być romantyczna, zwiewna i to super do niej pasuje, a inna lubi być bardziej klasyczna. Klasyczna będzie wyglądała w falbankach jak przebrana.

Czyli możemy powiedzieć, że styl powiązany jest z naszą osobowością?

Oczywiście, i to bardzo! Kiedy przychodzi do mnie klientka i mówi, że szuka swojego stylu, to staram się w jej wypowiedziach i w takich hasłach, o jakich przed chwilą mówiłam, uświadomić jej, kim jest i co do niej pasuje. W ten sposób później sama już będzie wiedziała, co wybrać z różnych propozycji. Mało profesjonalne jest mówienie klientkom: pasuje do pani to, to i to. Dlaczego? Bo choć ona przyjmie to do wiadomości, nie będzie tego czuła. Nie wyobrażam też sobie, żeby zaczynać swoją pracę od krytyki kogoś. Ktoś, kto przychodzi do stylisty po pomoc, poszukuje tak naprawdę siebie. Porada, która jest też po trosze psychologią, ma być poradą podciągającą psychicznie, żeby ten ktoś uwierzył w siebie, był przyjaźnie do siebie nastawiony. Moim zadaniem jest uświadomienie klientce, jakie ma atuty i odrobinę z przymrużeniem oka nauczyć ją magii kamuflażu kompleksów.

Panie w rozmiarze XXL także mogą wyglądać seksownie, prawda?
Oczywiście. Najważniejsze, by się nie ukrywać. W każdej stylizacji dążymy do podkreślenia figury w sensie kobiecym. Kobiecy ideał to klepsydra. Panie w rozmiarach XXL mają talię, a więc najwęższe miejsce pod biustem i właśnie to miejsce należy eksponować. Ostatnio bardzo często wzorujemy się na gwiazdach. Zwróćmy uwagę na słynną pupę Jennifer Lopez. Ma duży tyłek, a mimo to jest symbolem seksu. Bzdurą jest myślenie, że jak się ma większą pupę czy uda, to należy zakrywać to jakimś workiem.

A co jest modne w tym właśnie letnim sezonie?
Sukienki maxi, które kiedyś uważano za typowe plażówki, pojawiły się też w modzie miejskiej. Każdej kobiecie w tej sukience jest dobrze. Jeżeli jesteśmy bardziej puszyste, powinnyśmy jedynie zwrócić uwagę na to, czy kreacja nie ma za dużo falban. Do tego espadryle lub sandały. Fajna torebka typu konduktorka z frędzlami. I mamy letni look. Muszę wspomnieć też o szortach. Są bardzo modne, ale trzeba z nimi postępować nieco ostrożniej. Nie ma nic gorszego niż rybaczki. Z nich zrezygnujmy. Na wierzch natomiast nadaje się cienka bomberka - taka dawna szwedka w wersji ulepszonej, którą możemy założyć zarówno do spodni, jak i sukienki. Już nie sweterek czy bluza, ale właśnie kurteczka bomberka. Albo parka w różnych wydaniach: cienkich, letnich, kolorowych, jasnych, khaki, założona znów albo na sukienkę, albo do spodni. To kurtka z kapturem, na zamek, z przodu krótsza, z tyłu nieco dłuższa.

Można powiedzieć, że moda wraca?
Moda wraca, ale trzeba zwrócić uwagę na jedną rzecz. Modne są w tej chwili na przykład marynarki za duże, tzw. tuby. Kiedyś też były modne, ale to nie jest dokładnie to samo. One jednak są w inny sposób za duże. Inaczej to wygląda. Powiedziałabym więc, że moda wraca, ale zawsze ma jakieś unowocześnienie. Bluzka koszulowa - niby uniwersalna. Ale kiedyś miała szersze rękawy, większy podkrój pod pachą, inny kształt kołnierzyka. Tak więc ostrożnie z tymi zabytkami w szafie.

Trendy zmieniają się dość szybko. Czy to, co kupimy dziś, będzie modne także w przyszłym roku?
Budowanie garderoby zawsze powinno się zaczynać od klasyki.

Co jest absolutnym „must have”?
Dobrze dopasowana para dżinsów, dobrze dopasowane eleganckie spodnie, fajna marynarka, klasyczna spódnica ołówkowa. Niezbędnej klasyki na pewno nie musimy co chwilę zmieniać. Natomiast w miarę zasobności portfela i kaprysu modowego, możemy dokupić sobie kolejną parę butów czy następną torebkę, ale może niekoniecznie setną bluzkę, która do niczego nie pasuje. Fajnie mieć podstawę, a zmieniać jedynie dodatki. Cały czas jeszcze możemy skorzystać z letnich okazji, które osiągają nawet -70 proc. Nie bójmy się zaglądać do droższych sklepów i butików. Może się okazać, że torebka, na którą w życiu nie byłoby nas stać, teraz dostępna jest w przystępnej cenie. Dodatki są ponadczasowe. Można mieć prostą sukienkę, nawet niech już będzie ten „worek lniany”, ale dopasowany oczywiście do figury i do tego zmieniać sobie buty, torebki, kolorowe chusty, biżuterię i za każdym razem stylizacja będzie inna. I o to właśnie chodzi.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie