Grudzień '70 w Gdyni. O godz. 6 padł pierwszy strzał- wspominają uczestnicy wydarzeń

Ksenia Pisera
Jan Gumiński do dziś nie odzyskał pełnej sprawności po postrzale w grudniu 1970
Jan Gumiński do dziś nie odzyskał pełnej sprawności po postrzale w grudniu 1970 T.Bołt
Mówiłem mu "Tadek, biją z ostrych". To nie powinno się wydarzyć - wspomina Jan Gumiński, uczestnik wydarzeń Grudnia' 70 w Gdyni.

Pierwsze grupy robotników przybywały na stację kolejki miejskiej Gdynia Stocznia do godz. 5. Kwadrans później, 17 grudnia 1970 roku, przez megafony ogłoszono komunikat o przerwaniu pracy w stoczni. Apelowano o powrót do domów. Droga w kierunku portu i stoczni była zablokowana przez oddziały wojska. Wkrótce na peronie zgromadziło się ponad trzy tysiące osób, które ruszyły w kierunku stoczni. Robotnikom drogę zagrodziły kolumna czołgów, żołnierze i milicja. O godz. 6 padł strzał armatni z czołgu. Oddziały milicji i wojska otworzyły ogień.

- Strzału armatniego nie słyszałem - mówi Jan Gumiński, jeden z uczestników tych wydarzeń. - Dookoła był tłum ludzi, wszyscy rozemocjonowani. Krzyczeli, wszystko się działo spontaniczne. W końcu z tłumu padło hasło "idziemy do przodu". Więc poszliśmy, zaczęliśmy śpiewać hymn, to niezapomniany moment. Nagle z naprzeciwka milicja i wojsko otworzyło ogień, ludzie zaczęli padać na ziemię. Szedłem z kolegą z kwatery, bardzo blisko siebie. Mówiłem mu: "Tadek, biją z ostrych". To się nie powinno wydarzyć. Absolutnie nikt nie wierzył w to, co się dzieje, lecz po chwili wszyscy zaczęli uciekać.

Ale nie było gdzie. Padli pierwsi ranni i zabici. Zginęło wówczas 11 osób: Brunon Drywa, Zbigniew Godlewski, Jan Kałużny, Jerzy Kuchcik, Stanisław Lewandowski, Zbigniew Nastały, Józef Pawłowski, Ludwik Piernicki, Jan Polechoński, Zygmunt Polito, Stanisław Sieradzan. Do rozproszenia tłumów zostały włączone śmigłowce. Na ludzi zrzucano petardy, świece dymne i gaz łzawiący. Strzały nie ustawały.

- Poczułem, jakby ktoś uderzył mnie w nogę kijem. Padłem na bruk, zsunęła mi się czapka, więc się odwróciłem. Za mną padł jak długi jakiś mężczyzna. Podejrzewam, że dostał pociskiem, który przeszedł na wylot przez moje kolano - kontynuuje Gumiński. - Było jasne, że trzeba uciekać, ratować się. Wstałem i mimo że już nie czułem nogi, zdołałem dokuśtykać w tłum. Stanąłem za kioskiem Ruchu, podciągnąłem nogawkę spodni, szerokich marynarskich, a miałem je, bo dwa miesiące wcześniej wyszedłem z wojska. Noga była cała zakrwawiona. Wiedziałem już, że jest martwa. Dopiero wtedy uwierzyłem, że zostałem postrzelony.

Masakra na stacji Gdynia Stocznia rozpętała całodniowe walki uliczne. W ich trakcie tłum zaatakował m.in. siedzibę prokuratury przy pl. Konstytucji. Przez Gdynię przeszły pochody, w których wzięło udział tysiące osób. W jednym z nich, który zmierzał pod Prezydium MRN, robotnicy ułożyli na drzwiach ciało zastrzelonego Zbigniewa Godlewskiego. Z kolei na ul. 10 Lutego zebrał się pochód kilkudziesięciu uczniów z transparentem "Krew Dzieci". Zostali oni rozproszeni przez oddział milicji przy skwerze Kościuszki. W tym czasie demonstranci zatrzymywali pociągi. Zginęły kolejne osoby: Apolinary Formela, Zygmunt Gliniecki, Jerzy Skonieczka, Marian Wójcik, Zbigniew Wycichowski, Waldemar Zajczonko i Janusz Żebrowski. Rannych dowożono do szpitali.

- Koledzy pomogli mi przejść przez wiadukt do ulicy Czerwonych Kosynierów, tam wsadzono mnie do taksówki i pojechaliśmy do szpitala. Na izbę przyjęć co chwilę kogoś dowozili, żywych i nieboszczyków - opowiada Jan Gumiński. - To były najtragiczniejsze momenty.

Tego dnia wybuchły również zamieszki na ulicach Gdańska, Szczecina i Elbląga. Według oficjalnych danych, w grudniu 1970 roku od kul milicji i wojska zginęły w sumie 44 osoby (w tym 18 w Gdyni, a 16 w Szczecinie), a ponad 1160 zostało rannych.

Treści, za które warto zapłacić!
REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI


Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

s
spartakus

żąmieszki zostały sprowokowane przez żydowskich wichrzycieli jako odwet za marzec 68 celem odsunięcia Gomułki od władzy za,wyrzucenie żydów do izraela

J
Jozef z Bazin

Pamietam, ze na metalowej barierce nad torami Gdynia Stocznia idac w kierunku Czerwonych Kosynierow ( dawna nazwa ulicy) zauwazylem dwa slady po kulach, (po prewj stronie) nie wiem czy one tam jeszcze sa.

Dodaj ogłoszenie