Gospodarstwo ekologiczne w sercu Kaszub. To nie puste frazesy, a sposób na życie...

Magdalena Damps
Magdalena Damps
Biura projektowe w Stanach Zjednoczonych zamienili na działkę w sercu Szwajcarii Kaszubskiej. Tam znaleźli swoje miejsce na ziemi i stworzyli wyjątkowe gospodarstwo ekologiczne. Historię Zofii i Iana Weissów - opowiada Magdalena Damps

W uroczym zakątku Kaszub, w sąsiedztwie pól i lasów znaleźli swoje miejsce na ziemi. Choć nie mieli pojęcia o pracy na roli, kupili stare kilkunastohektarowe gospodarstwo i zajęli się uprawą ekologiczną.

Zofia i Ian Weiss przeprowadzili się do Polski ze Stanów Zjednoczonych. Zofia jest Polką, w USA spędziła kilka lat, tam poznała męża. Półtora roku temu kupili w Przytokach, osadzie należącej do Staniszewa w gminie Kartuzy, nieużytkowane od kilku dekad gospodarstwo.

- Pracowaliśmy jako architekci, projektowaliśmy domy pasywne - opowiada Zofia. - Po przyjeździe do Polski okazało się, że rynek ekologicznego budownictwa jest przesycony. Kochamy z mężem gotować. Mój tata przez 30 lat prowadził ekologiczną uprawę na swojej działce. Podczas pobytu za oceanem widzieliśmy kilka ciekawych modeli gospodarstw ekologicznych połączonych z restauracjami i cateringiem. To zainspirowało nas do działania.

Zgodnie z powiedzeniem "do trzech razy sztuka", Weissowie zakochali się w trzeciej z oglądanych lokalizacji. Znaczna część gospodarstwa to lasy. Młodzi ekorolnicy prowadzą na razie uprawy na jednym hektarze.

Na założonych przez nich grządkach znaleźć można najróżniejsze zioła, dynie, cukinie, rzadkie odmiany sałat, kapusty, przedwojenne odmiany pomidorów, a nawet fioletową marchew - wszystkie nasiona sprowadzane są od zaprzyjaźnionych ekogospodarstw w USA.

Jak przyznaje Zosia, początki nie były łatwe. - Nie wiedzieliśmy, jak się do tego zabrać. Mój mąż jest odważny i zaradny, mnie to wszystko na początku przerażało - wspomina. - Pojeździliśmy po okolicy, nawiązaliśmy kontakty z lokalnymi producentami, pytaliśmy, obserwowaliśmy. Ludzie są tutaj bardzo serdeczni, chętnie służą radą i pomocą. Cały czas się uczymy, bardzo dużo czytamy - głównie literaturę anglojęzyczną. Na Zachodzie jest bardzo wiele dobrych podręczników o gospodarstwach ekologicznych.

Z modeli ekogospodarstw w USA para czerpie nie tylko inspiracje - przywieźli stamtąd wiele innowacyjnych pomysłów. Wybudowali m.in. tunel na szynach, który przesuwać można na kolejne fragmenty upraw. I - co ciekawe - nie orzą ziemi.

- Nie wywracamy ziemi do góry nogami - mówi Zosia. - Sama obecność pierwiastków w ziemi nie wystarczy, by roślina je sobie przyswoiła, ktoś musi je przetworzyć. Potrzebne są mikroorganizmy i grzyby zawarte w glebie, a gdy orzemy ją, wywracamy do góry nogami całe życie, które kwitło w poszczególnych warstwach i umiera wystawione na słońce. A wtedy potrzeba nawozów, by zasilić glebę. Nasza metoda jest dla ludzi nowością, ale się sprawdziła, bo uprawy pięknie obrodziły.

Ekologia dla Weissów to nie puste frazesy, a sposób na życie.

- Nie lubię określenia "gospodarstwo ekologiczne" - podkreśla Zofia. - Słowo "ekologiczne" jest dziś nadużywane, zwłaszcza do celów marketingowych. Kojarzy się ludziom z tym, że jest drogo i tylko dla wybranych. Tymczasem dla mnie ekologia zaczyna się od tego, że segregujemy w domu śmieci, nie kupujemy niepotrzebnych rzeczy, gotujemy z tego, co mamy w lodówce i niepotrzebnie nie zastępujemy starego nowym. Długo się zastanawiałam nad tym, jak możemy się określić... Nie mogę znaleźć trafniejszego słowa niż "normalne". Nasze podejście określamy mianem zrównoważonego. Wszystko musi się bilansować. Na przykład - nie zwalczamy chwastów, bo przyjdą szkodniki i mają co jeść, więc nie pójdą na nasze uprawy, a na chwasty.

Plony z Przytok Zosia dostarcza klientom do domów i sprzedaje na ekologicznych targach. Stoisko gospodarstwa Przytoki można znaleźć m.in. w organizowanej przez Reni Jusis Strefie Zieleni w Sopocie. Z darów ziemi Zosia piecze ciasta, chleby i robi wspaniałe przetwory - przeciery i koncentraty pomidorowe, suszone pomidory w oliwie.

Sztukę kulinarną pokochała podczas pobytu w USA. Uczestniczyła tam w w wielu kursach, warsztatach, szkoleniach. Brała udział m.in. w tygodniowym kursie kuchni francuskiej w prestiżowym Culinary Institute of America - to najstarsza szkoła kulinarna w Stanach.

- Program nauki jest tam niesamowicie skonstruowany pod względem niemarnowania jedzenia - opowiada. - Zatrudniają tam ludzi, którzy zajmują się tylko planowaniem programu nauczania. I tak, gdy jedna grupa uczy się szatkować marchew, druga ją wykorzysta, by zrobić wywar, a trzecia z wywaru zrobi risotto. Produkt cały czas krąży i kończy w czterech restauracjach na kampusie. Ten kurs był niezwykle inspirujący.

Wbrew pozorom Zosia i Ian nie porzucili całkowicie miasta dla życia na wsi. Na co dzień mieszkają w Gdyni. W Przytokach na stałe przebywają w okresie upraw, czasem dojeżdżają "na trochę". Żyją w dwóch światach jednocześnie.

- Na pewno odbywa się to kosztem snu, czasem nerwów na dojazd na czas, ale nie potrafiliśmy całkowicie porzucić miejskiego życia - opowiada młoda "ekorolniczka". - Byliśmy przekonani, że będziemy umieli żyć albo tylko w mieście, albo tylko na wsi. Mamy i to, i to. Dzięki temu, że mieszkamy w mieście łatwiej jest nam zrozumieć wymagania miejskiego klienta. Wiemy, czego potrzebuje i jak mu to w najdogodniejszy sposób dostarczyć. Ostatnio zdaliśmy sobie sprawę, że gdybyśmy nie robili tego, co robimy, sami bylibyśmy klientami kogoś takiego jak my.

Choć zmieniła swoje życie o 180 stopni, Zofia nie tęskni do pracy za biurkiem.

- Gdy pracuję w polu, uprawiam grządki, pielę - myślę sobie, że za żadne skarby nie chciałabym wrócić do pracy za biurkiem - mówi stanowczo. - Spędziłam tam wystarczająco dużo czasu, pracowałam po 16 godzin. Oczywiście, fajnie jest od czasu do czasu coś zaprojektować i robimy to, ale na swoje potrzeby - projektujemy grządki, zbudowaliśmy kurnik, projektujemy przebudowę stodoły i stworzenie w niej kuchni.

Gospodarstwo Przytoki dopiero się rozwija, ale jego właściciele mają głowy pełne pomysłów na to, jak będzie działać za kilka lat. Chcą stworzyć tam centrum kulinarne, miejsce, do którego ludzie będą przyjeżdżać, by wspólnie gotować, tworzyć i uczyć się jak upiec chleb czy robić makaron.

Treści, za które warto zapłacić!
REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI


Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Wideo

Dodaj ogłoszenie