18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Gminni buntownicy

Małgorzata Gradkowska
Twórcy przepisu na skuteczne referendum - od lewej Daniel Gierdziejewski, Anna Śpiewak, Andrzej Przybycień, Jalanta Barton i Marcin Kolasiński
Twórcy przepisu na skuteczne referendum - od lewej Daniel Gierdziejewski, Anna Śpiewak, Andrzej Przybycień, Jalanta Barton i Marcin Kolasiński Grzegorz Mehring
Wcześniej dwukrotnie podejmowano próby odwołania pani wójt i rady gminnej. Udało się to w trzecim referendum. O ludziach, którzy wywrócili układ władzy w Przywidzu, i ich determinacji - pisze Małgorzata Gradkowska.

Pewnie gdyby nie szkoła, byłoby po staremu - jedni zadowoleni, inni nie, ale wszyscy czekaliby do wyborów. Nikomu nie przyszło do głowy, że to, co wymyśliło kilkanaścioro buntowników, przewróci polityczno-urzędniczą codzienność w Przywidzu. W tej pomorskiej gminie udało się coś, co nie wychodziło do tej pory innym - referendum, w wyniku którego urzędująca wójt i rada gminy zostały odwołane.

Przywidzka grupa referendalna liczy kilkunastu członków, wśród nich - Anna Śpiewak ("Podczas ostatnich wyborów głosowałam na panią wójt, bo nie widziałam alternatywy"), Jolanta Barton ("Mieszkamy tu od kilkunastu lat, mąż był radnym w poprzedniej kadencji"), Marcin Kolasiński, Daniel Gierdziejewski ("Ani razu nie brałem udziału w wyborach, nie byłem ani na "nie", ani na "tak". Ale pani wójt sprowokowała wiele osób") i Andrzej Przybycień. Tylko Przybycień jest wieloletnim mieszkańcem gminy ("Ale zawsze w opozycji do pani wójt, pomagałem organizować poprzednie referenda, w tym doprowadziłem do odwołania samego siebie, bo byłem radnym").

Powód

Musi obchodzić większość. Poprzednie dwa referenda się nie udały, bo może powody były dosyć - z punktu widzenia przywidzan - niejasne. Na przykład - panią wójt chcieli odwołać dotychczasowi członkowie jej komitetu wyborczego, więc mieszkańcy pewnie potraktowali to jak jakieś spory polityczne, które ich nie dotyczą - przypuszcza Anna Śpiewak. A tutaj, poza niezadowoleniem, które dawało się u wielu wyczuć, pojawił się powód podstawowy - szkoła. - Pani wójt ogłosiła, że gmina zmieni obwody szkolne. Wiązało się to z zamknięciem jednej ze szkół w centrum Przywidza, dzieci od września miały dojeżdżać (i dojeżdżają) do szkół w okolicznych wsiach.

Jolanta Barton: - W połowie kwietnia zorganizowaliśmy spotkanie. Konkluzja była jedna - trzeba coś zrobić, pani wójt nie może lekceważyć naszych opinii.

Marcin Kolasiński: - Problemów było coraz więcej, nie zapewniono świetlicy dla najmłodszych, nie było pedagogów. A tu wielu rodziców dojeżdża do pracy do Trójmiasta, zależało nam na opiece nad dziećmi nie tylko podczas lekcji. Ale cały czas próbowaliśmy się porozumieć. Z tym, że uważamy, że urzędnicy powinni uwzględniać nasze propozycje, a przynajmniej ich wysłuchać. Więc z tego punktu widzenia - nie byliśmy pokorni. A oni nie chcieli nas słuchać, nie wyszli do nas nawet wtedy, gdy przyjechały media. To bardzo ludzi wzburzyło, że pani wójt nie chce rozmawiać. Ktoś wtedy rzucił zdanie, że trzeba tu wszystkich odwołać.

Daniel Gierdziejewski: - Pani wójt nie doceniła chyba siły rodzicielskiej troski. Zamknięcie szkoły, bez względu na to, jak argumentowane, wzburzyło bardzo wiele osób.
Gdy już zapadła decyzja o zorganizowaniu referendum, zbuntowani opracowali plan - krok po kroku, jak mówi Anna Śpiewak.

Krok pierwszy - konkrety

Anna Śpiewak: - Podeszliśmy do sprawy metodycznie. Najpierw ustaliliśmy, że odwołujemy się do konkretów, a nie do personaliów. Po drugie - że nie prowadzimy kampanii negatywnej. Jeśli mówimy, co nam się nie podoba, to od razu pokazujemy, jak my byśmy to rozwiązali. Po trzecie - pracujemy cały czas. Czyli, że praca nie kończy się na tym, że tylko organizujemy referendum.

Jolanta Barton: - Powołaliśmy komitet referendalny, założyliśmy stronę internetową. Jedni zadeklarowali współpracę, inni dawali pieniądze. Zebraliśmy ponad 4 tysiące złotych.

Anna Śpiewak: - Postanowiliśmy wydawać informatory. Kilkudziesięciu wolontariuszy chodziło z nimi od domu do domu i wyjaśniało, o co nam chodzi. Gdybyśmy odpuścili tylko na chwilę, mogłoby się nie udać. Kilka osób mogłoby nie pójść, referendum mogłoby nie być ważne.

Jolanta Barton: - Czas nas gonił nieustannie. Robiliśmy wszystko, żeby referendum odbyło się jak najszybciej, żeby dzieci mogły wrócić do swoich klas. Więc w te wakacje pracowaliśmy naprawdę bardzo intensywnie. Ludzie widzieli, że nam zależy, przecież im też zależało.
Krok drugi - frekwencja
Marcin Kolasiński: - Wiedzieliśmy, że sama szkoła mimo wszystko nie wystarczy. Dlatego zajmowaliśmy się też innymi sprawami. Na przykład brakiem środków unijnych. Innym gminom udaje się je pozyskiwać, naszej - jakoś nie. Złym - naszym zdaniem - gospodarowaniem finansami. I konkrety zadziałały, na referendum poszło 1680 osób! Ale trzeba przyznać, że bardziej poszła głosować okolica niż Przywidz.

Andrzej Przybycień: - Musimy cały czas pamiętać, że to jest środowisko, w którym pani wójt dwa razy wysoko wygrywała wybory. Wielu ludzi nie bardzo potrafiło sobie wyobrazić , jak będą w gminie funkcjonować, gdyby ona przestała być wójtem.

Anna Śpiewak: - Wieczorem, w tę referendalną niedzielę, 22 września, od razu po zamknięciu lokali dowiedzieliśmy się, że frekwencja się udała! Nie wiedzieliśmy jeszcze, jaki jest wynik, ale włączyliśmy klaksony, ktoś puścił race, nawet dzwon w kościele zaczął bić!

Andrzej Przybycień: - Ksiądz proboszcz też był w konflikcie z panią wójt, ale trzeba przyznać, że nigdy nie agitował z ambony przeciwko niej. Tylko mówił, żeby wziąć udział w referendum.

Daniel Gierdziejewski: - Można powiedzieć, że Przywidz to takie pomorskie Wilkowyje. Wójt i przeciwko niemu część mieszkańców, razem z proboszczem. Nawet usłyszeliśmy o sobie takie określenie "ksiądz proboszcz i bankruci życiowi". Takie telewizyjne "Ranczo" przeniesione w rzeczywistość.

Andrzej Przybycień: - Myślałem, że więcej osób przyjdzie głosować. Pracownicy urzędu gminy raczej nie poszli, ze szkoły też wielu nie było.

Anna Śpiewak: - Ale na przykład w jednej ze wsi przyszła na głosowanie cała ośmioosobowa rodzina! Albo w innej - ojciec przypilnował, żeby córka, mieszkająca w Gdańsku, przyjechała na głosowanie!

Marcin Kolasiński: - Więc w tę niedzielę wieczorem mówiliśmy sobie - jeśli nawet nie udało się pani wójt odwołać, to tyle osób zaangażowało się w działanie, i to bez chwytów personalnych, to podstawa do dalszej pracy.

Anna Śpiewak: - Gdy w końcu się dowiedzieliśmy, że 90 procent zagłosowało za odwołaniem pani wójt i rady gminy, to była euforia!

Krok trzeci - czas goni

Anna Śpiewak: - Teraz się zaczął kolejny etap. Ustawa o referendach jest dosyć nieprecyzyjna. Na przykład jest zapis "tryb niezwłoczny", jeśli chodzi o powołanie komisarza. Ale nie wiadomo, co to znaczy - dwa tygodnie, dwa miesiące? A nam przecież zależało na czasie, bo jak nie ma komisarza, to nie ma żadnych decyzji. Wydeptywaliśmy ścieżki w Urzędzie Wojewódzkim, napisaliśmy list do premiera. Oprócz tego, żeby decyzja była jak najszybciej, to prosiliśmy w nim o to, by wyznaczył komisarza, z którym będziemy mogli współpracować.
Jolanta Barton: - Tak naprawdę to Ani zawdzięczamy, że tak szybko wyznaczono komisarza. To ona te ścieżki wydeptywała, wydzwaniała do urzędników. Denerwowaliśmy się, bo w urzędach mówili "dwa, trzy tygodnie", a przecież liczy się każdy dzień! Nie po to się odwołuje urzędników, żeby potem tygodniami nie było nikogo do podjęcia decyzji.

Daniel Gierdziejewski: - Baliśmy się, że im dłużej będziemy czekać na komisarza, tym w ludziach będzie mniej entuzjazmu. Już pytali, dlaczego nic się nie dzieje, skoro tyle czasu minęło od referendum. Więc kolejnym krokiem było przedzieranie się przez urzędnicze pojęcie czasu. I udało się, już 8 października dostaliśmy komisarza.

Marcin Kolasiński: - Napisaliśmy też list do wojewody z prośbą, by komisarzem został pan Przybycień. Ale wojewoda powołał pana Zimakowskiego. No to tutaj przegraliśmy. Ale pan Zimakowski też jest z naszej gminy.

Andrzej Przybycień: - Spotkaliśmy się już z panem komisarzem, więc to wszystko naprawdę szybko się toczy. Mówiliśmy, na czym nam najbardziej zależy - szkoła, uporządkowanie oświaty. I już mamy - jest nowa pani dyrektor, w każdej chwili można na nowo otworzyć szkołę.
Anna Śpiewak: - Jest grupa, która ma konkretne projekty uzdrowienia gminnej oświaty.

Krok czwarty - utrzymać zainteresowanie

Marcin Kolasiński: - Ważna sprawa - chcemy utrzymać kontakt z ludźmi, więc nadal będziemy wydawać informatory. Najtrudniejsza praca będzie trwała do wyborów. Komisarz powinien ogłosić termin jak najszybciej, chociaż znowu nie wiadomo, co to dokładnie znaczy.

Daniel Gierdziejewski: - Mamy nadzieję, że ludzie uwierzyli, że nie mamy własnych interesów. Chociaż to nie znaczy, że nikt z nas nie będzie startował w wyborach, myślimy o swoim kandydacie na wójta.

Andrzej Przybycień: - Największe zagrożenie to to, że mogą pojawić się ludzie, którzy zechcą się urządzić przy władzy. I że moglibyśmy być tak postrzegani.

Marcin Kolasiński: - Ja bym się tego nie bał. Może to idealistyczne, ale udaje nam się nie dzielić ludzi na "naszych" i "waszych". Właśnie po to, żeby nikt nie pomyślał, że jedna władza zastępuje drugą, taką samą.

Jolata Barton: - Idealistyczna to jest Ania.

Anna Śpiewak: - Wcale nie idealistyczna. Po prostu uważam, że udaje nam się stworzyć podstawy społeczeństwa obywatelskiego, takiego prawdziwego, a nie z książek.
Marcin Kolasiński: - Ale jeśli znowu wygra była pani wójt, to będzie znaczyło, że to, co robiliśmy, nie miało sensu.

Odwołana pani wójt tuż po referendum mówiła, że zamierza startować w kolejnych wyborach. Teraz nie odbiera telefonów. Marek Zimakowski, jako komisarz do czasu wyborów, mówi, że przede wszystkim chce uspokoić atmosferę w gminie.

Najnowsze informacje o epidemii koronawirusa

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
kot

buahahahaha szeryf i jego banda

Dodaj ogłoszenie