reklama

Głosowanie przeciw to szansa na prezydenturę dla trzeciego kandydata

Kamil DurczokZaktualizowano 

Prezydenckie szanse Włodzimierza Cimoszewicza spędzają sen z powiek Platformie i PiS. I słusznie. Obydwa główne obozy nie śpią dziś spokojnie, bo najbliższe wybory, kto wie, czy nie okażą się przełomowe.

Im dłużej potrwa wojna PiS-u z Platformą, albo odwrotnie, tym bardziej zmęczeni wyborcy będą wypatrywać tego trzeciego. Dziś jeszcze trzeci nie ma szans na główną wygraną. Ale to, co zabierze innym graczom, może się okazać fundamentem pozwalającym zgarnąć w kolejnych wyborach coraz większą pulę. A trzecim może być w tej chwili tylko Włodzimierz Cimoszewicz. Prezydenckie ambicje byłego premiera widać gołym okiem. To ambicje państwowca, dla którego prezydentura jest naturalnym ukoronowaniem kariery. Dość czytelnej, jasnej i zaakceptowanej przez elektorat drogi od wewnętrznego outsidera lewicy, któremu część partyjnych kolegów nie podawała ręki, przez Ministerstwo Sprawiedliwości, po gabinet szefa rządu.
Trzecim raczej nie stanie się Andrzej Olechowski. Spece od komunikacji międzyludzkiej twierdzą, że można wychwycić sprzeczności w pozornie jasnym komunikacie. Otóż Olechowski, jak się zdaje, jednocześnie wysyła takie właśnie dwa, sprzeczne komunikaty. Jeden głosi, że rozważa kandydowanie. Drugi, że wcale nie wie, czy chciałby powalczyć i zostać prezydentem. Bo, choć funkcja go nęci, to wysiłek włożony w kampanię i masa ciosów, jakie trzeba w niej przyjąć, już niespecjalnie.

Wyborcy rzadko kierują się analizą programów kandydatów czy partii. Znacznie częściej intuicyjnie ufają liderom i temu, co mówią. W tym sensie komunikat wysyłany przez Andrzeja Olechowskiego oznacza kres jego prezydenckich szans. Elektorat głosuje też przeciwko. To właśnie to głosowanie dało dwa lata temu tak wielkie zwycięstwo Platformie. I głosowanie przeciw da trzeciemu kandydatowi kapitał w przyszłości prowadzący na Krakowskie Przedmieście.

Dyskomfort Cimoszewicza polega dziś głównie na tym, że nie chce mieć zaplecza w postaci SLD. Widać wyraźnie, że nie akceptuje stylu Grzegorza Napieralskiego, że nie w smak mu wojenka, jaką toczą młode, SLD-owskie wilki, wreszcie nie chce iść do wyborów z bagażem dziwnej koalicji PiS-u z SLD w mediach publicznych. Z tego źródła wynika jak na razie stanowcze "nie" dla prezydenckiej propozycji. Cimoszewicz bywa kapryśny. Chce mówić o tym, co sam uważa za ważne. Więc nie będzie miał ochoty tracić czasu na tłumaczenie błędów faktycznych albo dorabianych Napieralskiemu i jego ekipie.

Gdybym dziś miał obstawiać, to jestem przekonany, że ostateczną decyzję były premier podejmie po grudniowym starciu zwolenników i przeciwników Grzegorza Napieralskiego. Jeśli przewodniczący zostanie, Cimoszewicz nie wystartuje. Jeśli przegra, kurs z puszczy na Warszawę jest więcej niż prawdopodobny I jeśli jest coś, co może się okazać w ewentualnej kampanii dla niego zgubne, to właśnie owa kapryśność. Bo dziś na krótkiej liście wad Włodzimierza Cimoszewicza jest przede wszystkim to słynne obrażenie się przy sprawie Jaruckiej. Na świat, na rzeczywistość i na politykę. Czyli na wyborców. A ci bywają pamiętliwi.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

s
syn Boleslawa

artykul siejacy niepokoj w solidarnosci Wybrzeza,artykul polityczny na zamowienie !

Dodaj ogłoszenie