Gdyńska motoryzacja rosła jak na drożdżach [ZDJĘCIA]

Marek Ponikowski
Rok 1924. Uroczystości święta 3 Maja przed kościołem Najświętszej Marii Panny w Gdyni. Tam, gdzie dziś jest Świętojańska, rośnie trawa…
Rok 1924. Uroczystości święta 3 Maja przed kościołem Najświętszej Marii Panny w Gdyni. Tam, gdzie dziś jest Świętojańska, rośnie trawa… Zdjęcia ze zbiorów Automobilkubu Morskiego i forum Stara Gdynia
Udostępnij:
Posiadanie taksówki było dobrym interesem. Samochód kupiony przed sezonem letnim przez trzy, cztery miesiące zarabiał, wożąc pasażerów, a potem „szedł do ludzi” - mówi Paweł Ziemniewicz, miłośnik motoryzacji, przewodniczący sekcji pojazdów zabytkowych Automobilklubu Morskiego.

W „Księdze adresowej przemysłu i handlu w Polsce zachodniej” z roku 1925 szukałem gdyńskich firm związanych z motoryzacją. Bez powodzenia. Po I wojnie światowej Gdynia liczyła tysiąc czterystu mieszkańców i była rybacką wioską w powiecie wejherowskim. W połowie lat 20. gdynian było już 12 tysięcy. Budowano port. Kiedy zaczęła się gdyńska motoryzacja?

Właśnie wtedy. Liczba samochodów musiała być już pokaźna, skoro właśnie w roku 1925 uruchomiono pierwszą stację benzynową, przy ulicy Węglowej, na obrzeżu budującego się portu. Jej właścicielem był Stanisław Wirpsza. Niedługo potem powstały następne - w Chylonii i Orłowie. Tuż przed wojną stacji było już całkiem sporo. Ale to określenie odnosiło się wtedy zwykle do pojedynczego dystrybutora z ręczną pompą.

Czy natknął się Pan na fotografie mówiące o udziale transportu samochodowego w budowie portu i miasta? Mówi się, że bohaterem tamtych czasów był koń ciągnący furmankę ze żwirem, cegłami, cementem…

Szczerze mówiąc - nie znam takich zdjęć. Ale nie znaczy to, że firmy budowlane nie korzystały z ciężarówek.

A może benzyna była za droga?

Spróbowałem przeliczyć jej gdyńskie ceny z końca lat 20. na dzisiejsze pieniądze. Okazało się, że litr benzyny kosztował wówczas 7-10 złotych! Tuż przed wojną paliwo lekko staniało, do ok. 6 dzisiejszych złotych.

Na zdjęciu z połowy lat 20. widać, że przed kościołem Najświętszej Marii Panny przy Świętojańskiej trawa rośnie nawet tam, gdzie dziś jest uliczny asfalt…

Pierwszą ulicą wytyczoną w Gdyni była w 1904 roku Kuracyjna. Po jej śladzie biegnie dzisiejsza ulica 10 Lutego. Zaczynała się przy stacji kolejowej, a kończyła przed budynkiem kąpieliska, w miejscu, gdzie na skwerze Kościuszki znajduje się płyta ku czci Marynarza Polskiego. Nawiasem mówiąc: asfaltową nawierzchnię ulica 10 Lutego dostała dopiero w roku 1934. Zachowane do dziś brukowane pasy wzdłuż krawężników służyły do parkowania. Nie wolno było natomiast parkować na chodnikach. Dzisiejsza topografia centrum Gdyni ukształtowała się po nadaniu jej praw miejskich w roku 1926. Wtedy na przykład wyprostowano ulicę Starowiejską, która kiedyś była polną drogą. W tym samym okresie zaczęła się budowa sieci wodociągowej i kanalizacyjnej oraz utwardzanie ulic. Rosły nowoczesne budynki o śmiałej architekturze.

Wspomniał Pan o zakazie parkowania na chodnikach. Jakie były ówczesne przepisy ruchu drogowego?

Pewnie takie same jak w całej Polsce. Na przykład najwyższa dozwolona prędkość w miastach wynosiła 40 kilometrów na godzinę. Za to poza terenem zabudowanym - hulaj dusza! Nie było żadnych ograniczeń. Skoro o tym mówimy: już pod koniec lat 20. przy ulicy Mrongowiusza na Grabówku działała „szkoła szoferów” prowadzona przez Adolfa Sajewicza. Sądząc ze zdjęć, jej uczniami byli raczej ludzie myślący o zawodzie kierowcy niż właściciele limuzyn.

A jak wyglądał ruch na gdyńskich ulicach?

Na przełomie lat 20. i 30. w mieście było zarejestrowanych około sześciuset samochodów. Prawie połowę stanowiły taksówki. Ze źródeł historycznych można wnioskować, że posiadanie taksówki było w Gdyni dobrym interesem. Samochód kupiony przed sezonem letnim przez trzy, cztery miesiące zarabiał, wożąc pasażerów, a potem „szedł do ludzi”. W następnym roku operację powtarzano. Właściciele taksówek rzadko prowadzili je sami. Zatrudniali szoferów. Poza taksówkami jeździły po Gdyni autobusy. Pierwszą linię z placu Kaszubskiego na Oksywie uruchomiła w 1927 roku spółka Szandrach-Czarnowski eksploatująca produkowane w Elblągu autobusy Komnick, a potem - także elbląskie - Büssing-NAG. Kolejne linie łączyły centrum Gdyni z Chylonią i Orłowem, a od 1928 roku także z Domem Zdrojowym przy molo w Zoppot. W sezonie letnim autobusy Szandracha i Czarnowskie-go jeździły też do Jastrzębiej Góry. W latach 30. gdyńską komunikację autobusową zdominowało Miejskie Towarzystwo Komunikacyjne.

MTK nie ograniczało swej aktywności do Gdyni i Sopotu. Parę lat temu odkryłem, że jego autobusy kursowały także na linii Gdynia - Kościerzyna. A jak wyglądało zmotoryzowanie służb komunalnych?

Pierwszą samochodową karetkę pogotowia ratunkowego otrzymała Gdynia na przełomie lat 20. i 30. z Inowrocławia. Był to pojazd amerykańskiej marki International. Widać go na znanym zdjęciu wykonanym w 1931 roku na ulicy Piłsudskiego, po wybuchu gazu w budynku mieszkalnym. Zmotoryzowana była również straż pożarna. Doskonałe wyposażenie miała straż portowa podległa Urzędowi Morskiemu. Dysponowała m.in. samochodem Magirus z 26-metrową drabiną. Jej pojazdy miały już w roku 1938 radiową łączność z bazą! Zakład Oczyszczania Miasta eksploatował pod koniec lat 30. polewaczki na podwoziu montowanej w Polsce ciężarówki Chevrolet 157.

A motoryzacja prywatna?

Latem, gdy elita towarzyska zjeżdżała nad polskie morze, na ulicach Gdyni robiło się tłoczno. Przybywało też gdynian, których stać było na własny samochód. Eleganckich aut z rejestracją PM (województwo pomorskie) widać sporo na starych gdyńskich zdjęciach. Służbowe limuzyny, przede wszystkim Polskie Fiaty różnych modeli, miały rozmaite urzędy, a także na przykład dowództwo Marynarki Wojennej. Pierwszy w Gdyni salon samochodowy otworzyli panowie Juliusz Hundsdorf (właściciel okazałej kamienicy przy Starowiejskiej 7) i Jan Skwiercz. Autocentrala, mieszcząca się na parterze domu Hundsdorfa, sprzedawała Mercedesy, Ople i Buicki. Była też polskim przedstawicielem Forda. Na tyłach budynku działała stacja obsługi i stacja benzynowa. Przy Świętojańskiej sprzedawano Alfy Romeo i auta amerykańskie, naprzeciw działał duży salon Polskiego Fiata. Giełda samochodowa w gmachu BGK przy ulicy 10 Lutego oferowała, o czym była mowa w jednej z jej reklam, 65 samochodów osobowych, dziewięć ciężarowych i 10 motocykli. Prowadziła też sprzedaż ogumienia i olejów. W sumie istniało w Gdyni sześć dużych salonów i kilka mniejszych. Dużo jak na 120-tysięczne polskie miasto.


[email protected]

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie