reklama

Gdynia,Szczecin: Stoczniowcy wiecują, a Grad trwa

Jacek KleinZaktualizowano 
Związkowcy chcą odwołania ministra Grada. Twierdzą, że premier nie dotrzymał słowa
Związkowcy chcą odwołania ministra Grada. Twierdzą, że premier nie dotrzymał słowa Tomasz Bołt
Niewielu, bo tylko około 200 byłych już stoczniowców z Gdyni i Szczecina, stawiło się na wiecu w gdyńskim zakładzie zorganizowanym przez związki zawodowe.

Chcieli dowiedzieć się jaka jest obecna sytuacja obu stoczni i jaka czeka je przyszłość.

- Nie jest nas dużo, ponieważ wśród ludzi panuje zniechęcenie i rozczarowanie. Rząd rozpracował nas socjotechnicznie. Ludzie dostali odprawy, półroczne świadczenia, powiedziano im, że pójdą na szkolenia i dostaną pracę, jak nie w stoczni to gdzie indziej - mówi Małgorzata Ćwirko, od 30 lat związana z szczecińską stocznią. - Z tą pracą to był jednak wielki blef.

Pani Małgorzata chciałaby odrodzenia obu stoczni, ale ma duże wątpliwości czy jeszcze do tego dojdzie. Złudzeń nie miała już większość stoczniowców zebranych na placu. - Dawno jest po ptakach. Nie ma stoczni, nie ma pracy - stwierdza Stanisław Kowalewski, 55 lat, od 20 w Stoczni Gdynia. - Te szkolenia, które nam się oferuje w ogóle są niepotrzebne, to marnotrawstwo pieniędzy. Na rozmowie z konsultantem po wypełnieniu ankiety dowiedziałem się, że mógłbym być wybitnym sportowcem. To jakaś kpina.

- Lipa panie jest, nie ma pracy, nawet nie ma na nią perspektyw, za granicą także nie potrzebują ludzi - dodaje inny stoczniowiec.

Kogo stoczniowcy winią za obecną sytuację? - Grad i Tusk za to odpowiadają. Jeden i drugi powinien odejść - twierdzi Zbigniew Ewertowski, 34 lata przepracował w gdyńskiej stoczni. - Tyle lat stocznie funkcjonowały, a teraz czeka je prawdopodobnie upadłość.

Entuzjazm do działania w wiecujących próbowali zaszczepić związkowi działacze. - Musimy nauczyć się żądać, nie prosić, bo nasze prośby są nieskuteczne - nawoływał Krzysztof Dośla, szef Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ "Solidarność". - Nie można sprzedać stoczni, to trzeba je zlikwidować. Taka jest polityka rządu! Nie możemy na to pozwolić.

- Na komisji trójstronnej zapytaliśmy się strony rządowej jakie są plany wobec stoczni - opowiadał Jan Guz, przewodniczący OPZZ. - Pomimo obecności dwóch wiceministrów nie uzyskaliśmy odpowiedzi nawet na najprostsze pytania. Rząd nie ma żadnego pomysłu dla stoczni.

- Już w lipcu zorientowaliśmy się, że ktoś nas zaczyna oszukiwać - stwierdził wprost Jan Gumiński, szef Wolnego Związku Zawodowego Pracowników Gospodarki Morskiej w Stoczni Gdynia. - Premier Tusk powinien zdymisjonować ministra Grada, tak jak to zapowiadał. Jest posiedzenie rządu, jest dobra okazja, żeby dotrzymać słowa.

Donald Tusk w lipcu publicznie oznajmił, że jeśli stoczni nie uda się sprzedać do końca sierpnia, Grad pożegna się ze stanowiskiem. Wczoraj zmienił zdanie i obwieścił jednak, że Grad nie zostanie odwołany.
- Aleksander Grad pozostaje na stanowisku ministra skarbu - powiedział premier po posiedzeniu rządu, przepraszając za wcześniejsze zapowiedzi dymisji ministra.

Tłumaczył, że po analizie dokumentów nie doszukał się argumentów przemawiających za dymisją. Według premiera sprzedaż stoczni okazała się niewykonalna w obecnej sytuacji gospodarczej. Jak dodał błędem było rzucanie obietnic, że inwestor z Kataru zagwarantował produkcję stoczniową.

- To kompromitacja premiera, który po raz kolejny złamał słowo - podkreśla Jacek Kurski, europeseł PiS. - Zresztą nie pierwsza. Nieudolne negocjacje z Komisją Europejską, beznadziejna specustawa, de facto likwidująca stocznie. Uwikłaniem się w rozmowy z niewiarygodnym inwestorem powinien zająć się Trynunał Stanu. Wciskano ludziom kit, że ze stoczniami będzie ok., a został nam tylko niekorzystny kontrakt na dostawy gazu.

- To żadna kompromitacja - broni premiera Tadeusz Aziewicz, poseł PO. - Premier merytorycznie wytłumaczył się ze zmiany swoich wcześniejszych zapowiedzi. Tak to bywa, że po dogłębnej analizie zmianie ulega postrzeganie problemu. Minister zrobił co mógł, aby stocznie sprzedać. Najważniejsze jest podejmowanie dobrych decyzji, a decyzja premiera o pozostawieniu ministra Grada na stanowisku jest dobra.

18 września stoczniowcy z Gdyni jadą do Szczecina, aby wspólnie walczyć o stocznie. - Nasze protesty powinniśmy zaostrzyć - zapowiedział na wiecu Jan Guz. - Musimy pojechać do Warszawy.

KE zdecyduje

Po nieudanej sprzedaży stoczni rząd poprosił Komisję Europejską o dodatkowy czas.
Zamierza przeprowadzić kolejny przetarg na sprzedaż stoczniowego majątku i pozyskanie inwestora. Jeśli Komisja Europejska nie wyrazi zgody, stocznie zostaną postawione w stan upadłości.

Do Komisji Europejskiej list wysłały także związki zawodowe. Oczekują od Brukseli zgody na przedłużenie o pół roku okresu obowiązywania specustawy stoczniowej. Obowiązuje ona tylko do końca roku.

Stoczniowcy argumentują, że już w listopadzie wypłacone zostaną ostatnie miesięczne świadczenia, stoczni nie uda się do tego czasu sprzedać i ok. 8 tys. ludzi pozostanie bez środków na utrzymanie.
Do tej pory w ramach programu pomocy dla stoczniowców, pracę w innych firmach znalazło tylko nieco ponad 300 osób.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

p
podatnik

nie wierzyli rakowskiemu, ze ich zaorze, a uwierzyli tuskowi, ze zrobi cuda - dziś wstyd jest im strajkować, tylko 200 na czele czołowy patriota kaczynskiego, zadymiarz IV pomrocznej!!

R
Rolnik

Rozumiem, że to wielka tragedia dla stoczniowców. Jednak co miałoby dać odwołanie teraz ministra Grada i być może premiera Tuska jak życzą sobie stoczniowcy? Czyżby stocznie w Gdyni i Szczecinie miały uratować nowe wybory? Jaki Grad by nie był zna już sytuacje. Zmiana ministra wiąże się z tym, że nowa osoba musi się wdrożyć, zapoznać ze swoimi współpracownikami itp. To kolejna strata czasu. A tego stoczniowcy niestety nie mają...

111

A co tam robi znany kłamca i cham Jurski? Czy on również na stoczniach się zna? I jeszcze jedno pytanie. Jak mogą istnieć związki zawodowe w zakładzie pracy, którego już nie ma? Czy przypadkiem nie stoją za nimi podżegacze z PISu, którzy, im gorzej dla Państwa tym bardzidej się cieszą. Czy oni są patriotami za których się głośno i na każdym kroku podają? Ja wiem, że nie bo dla nich liczy sie tylko powrót do władzy nędznych i podłych nieudaczników z Kaczyńskimi na czele.

Dodaj ogłoszenie