Gdynia: Powstaje film o Grudniu '70

    Gdynia: Powstaje film o Grudniu '70

    Ryszarda Wojciechowska

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Rozpoczęło się kręcenie zdjęć dokumentalnych. Opowiedziana zostanie historia rodziny Drywów.
    W Gdyni ruszyły zdjęcia do pierwszego fabularnego filmu o Grudniu 70. Co do jednego wszyscy w ekipie są zgodni. Takiego filmu fabularnego jeszcze w polskim kinie nie było. Grudzień 70 to temat, który do tej pory był jedynie fabularnie markowany. Reżyser Antoni Krauze i pozostali filmowcy, pracujący przy tej produkcji, mają więc świadomość, że dotykają czegoś bardzo ważnego.



    - Nasz film opowiada o zwykłych ludziach.
    Dlatego Brunon Drywa nie może mieć twarzy Dorocińskiego, Małaszyńskiego czy Pazury. Dopasowywanie znanych, topowych aktorów do grudniowych bohaterów byłoby nieporozumieniem - tłumaczy Kazimierz Beer (NORDFILM), współproducent filmu pt. "Czarny czwartek", z podtytułem "Gdynia 70".

    O aktorach więc jeszcze nie rozmawiamy, dopóki nie zamkną całej obsady. Autorzy scenariusza, na podstawie którego powstaje film, to: Mirosław Piepka i Michał Pruski. Obaj z Trójmiasta. Na pytanie, dlaczego chcą pokazać tylko Grudzień gdyński, skoro wydarzenia miały też dramatyczny przebieg w Gdańsku, Elblągu czy Szczecinie, odpowiadają, że Gdynia była jedynym miejscem, gdzie niczego nie zdemolowano, nie podpalono, nie rozgrabiono. Wybita została tylko jedna szyba sklepowa i to przez przypadek. Gdynia więc, jak mówią, była klasycznym przykładem zbrodni ludobójstwa. Obaj przyznają, że nie chcieli opowiadać tylko o wydarzeniach, które się działy na ulicy. Postanowili grozę tamtych dni pokazać poprzez losy jednej rodziny.

    Wybrali dramatyczną historię Brunona i Stefanii Drywów. Dlaczego?

    Mirosław Piepka: - Większość tych, którzy zginęli w Gdyni, to byli ludzie młodzi, głównie kawalerowie. A Brunon Drywa miał 34 lata, żonę i troje dzieci, w wieku od 4 do 8 lat. Postanowiliśmy dotrzeć do tej rodziny. Udało nam się ustalić, że pochodzili ze wsi Tuchlinek na Pomorzu. Wybraliśmy się tam z Michałem. Chodziliśmy od chałupy do chałupy, rozpytując o nich. W końcu ktoś nam powiedział, że Stefania Drywa, wdowa, mieszka w Sierakowicach.
    1 3 »

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo