Gdynia: Pługi odśnieżały miasto w tempie 2,6 km/h? Kontrowersje wokół „Akcji Zima”

red
Po bardzo trudnych tygodniach z intensywnymi opadami śniegu w ciągu kilku ostatnich dni nieco oddechu złapać mogli pracownicy Zarządu Dróg i Zieleni, nadzorujący i realizujący „Akcję Zima”. Tymczasem pojawiają się kolejne kontrowersje, związane z jakością odśnieżania dróg w Gdyni. Czy pługi jeździły w zbyt wolnym tempie? Czy gdyńscy urzędnicy są w stanie odpowiednio poradzić sobie, lepiej, niż dotychczas, z ewentualnym nawrotem zimy, prognozowanym przez synoptyków?

Tegoroczny sezon zimowy jest pierwszym od lat, w którym samorządowcy zdecydowali się nie zlecać odśnieżania głównych ciągów komunikacyjnych w mieście zewnętrznym firmom, tylko zaangażowali do wykonania tego zadania fachowców z ZDiZ. Zakupiono w związku z tym pługi za kwotę 24 mln zł. Pod koniec grudnia nastąpiła też odprawa w pierwszej bazie Letniego i Zimowego Utrzymania Dróg (LIZUD) przy ul. Chwaszczyńskiej w Kaczych Bukach. Gdyńscy włodarze byli wówczas bardzo zadowoleni. Tak zorganizowany system miał według ich słów przynieść w dłuższym czasie potężne oszczędności, liczone w milionach złotych.

- Było to wieloetapowe i bardzo wymagające przedsięwzięcie – stwierdził Wojciech Szczurek, prezydent Gdyni. - Daliśmy radę i już teraz odnosimy pierwsze sukcesy.

Dwa tygodnie później, 14 stycznia, urzędnicy ogłosili, że rozpoczęto działania na gdyńskich drogach. 181 kilometrów głównych ciągów komunikacyjnych odśnieżać zaczęło 16 nowo zakupionych pługo-posypywarko-solarek , tzw. pojazdów specjalnych. Urzędnicy informowali też, że na potrzeby „Akcji Zima” za kwotę ponad 1,7 miliona złotych zmagazynowano 5500 ton soli drogowej, 200 ton soli wypadowej oraz 20 ton chlorku wapnia.

Nowy system miał być sprawny. Jednak wraz z coraz bardziej intensywnymi opadami śniegu narastało też rozdrażnienie kierowców, którzy stali w korkach na zasypanych białym puchem ulicach.

- To pierwszy sezon funkcjonowania nowego modelu utrzymania zimowego dróg w Gdyni – tłumaczył w połowie stycznia Wojciech Folejewski, dyrektor ZDiZ. - Na bieżąco wprowadzamy konieczne zmiany i ulepszenia. Jak na razie dysponujemy jedną bazą, z której wyjeżdża nasz sprzęt. Dojeżdża on m.in. do północnych dzielnic Gdyni. Ponadto budowa trasy S6 i tymczasowe utrudnienia na ulicy Chwaszczyńskiej także generują dłuższy dojazd do dolnych tarasów miasta.

Jednak „konieczne zmiany i ulepszenia”, wspominane przez dyrektora Folejewskiego, zdaniem wielu kierowców wcale nie poprawiły znacząco sytuacji na drogach. Apogeum problemów nastąpiło w pierwszej połowie lutego. Kierowcy coraz mocniej narzekali, o czym informowaliśmy.

- Zapraszamy na Pogórze Górne. Na mapach ZDiZ taka dzielnica nie istnieje. Od pierwszego dnia opadów śniegu drogi są zasypane i praktycznie nieodśnieżane - pisał pan Rafał.

- Pogórze Dolne jak wygląda, już tego nie komentuję, brak słów - odpowiedziała mu inna internautka.

W opinii wielu mieszkańców sytuacja na drogach w Gdyni wyglądała dużo gorzej, niż w sąsiednich miastach.

- Nie wiem, może w Gdańsku mniej pada? - pytała ironicznie pani Iwona. - Tam widać fachowców zatrudnili. Różnica widoczna gołym okiem. Po co umieszczać fotografie z okien swego gabinetu, skoro wystarczy nieco się od Urzędu oddalić, by zobaczyć jak jest. Nikt nie zaprzecza, że pługi jeżdżą. Owszem, są, ale widać coś nie ok z organizacją pracy.

Wojciech Folejewski tłumaczył tymczasem, że przy bardzo intensywnych opadach śniegu nie ma możliwości, aby drogi w mieście pozostawały cały czas czarne. Zdarzyło się nawet, że przedstawiciele ZDiZ apelowali do kierowców, aby ten, kto nie musi, nie wyjeżdżał samochodem na ulice Gdyni. Urzędnicy informowali jednocześnie, że miejskie pługi podczas intensywnych opadów śniegu pracują nieprzerwanie, 24 godziny na dobę, zjeżdżając tylko na wymiany kierowców i uzupełnienie zapasów piasku, soli, czy paliwa. Deklarację taką złożył m.in. wiceprezydent Gdyni Marek Łucyk.

- Utrzymujemy pełną mobilizację i działamy w trybie całodobowym - mówił 10 lutego.

- Mamy za sobą wiele bardzo ciężkich dób walki z atakiem zimy. Utrzymujemy mobilizację sprzętu oraz pracowników, którzy prowadzą akcję odśnieżania – dodawał Marek Łucyk17 lutego.

W tym samym komunikacie, wystosowanym 17 lutego, urzędnicy poinformowali, że tylko w ciąg ostatniej doby komunalne pługo-posypywarki zabezpieczyły przed śliskością ponad tysiąc kilometrów dróg. Jeśli wszystkie szesnaście „pojazdów specjalnych” pracowało wówczas rzeczywiście całodobowo, oznacza to, że każdy z nich przejechał średnio nieco ponad 2,6 kilometra w ciągu godziny. W tego typu dane nie wierzą jednak niektórzy mieszkańcy.

- Jestem zawodowym kierowcą i nie wyobrażam sobie jazdy ciężarówką ze średnią prędkością 2,6 kilometra na godzinę – mówi pan Krystian, który kontaktował się z naszą redakcją. - Jedynym wytłumaczeniem tak żółwiego tempa może być, że przerwy na tankowanie i uzupełnianie piasku w pługach trwały tamtej doby wiele godzin.

Pani Marzena, która mieszka przy ul. Wielkopolskiej, dodaje, że z przedstawianych przez urzędników danych wynika, iż pługi komunalne, odśnieżające 181 kilometrów głównych ciągów komunikacyjnych w mieście, powinny pojawić się wspominanej doby w każdym z utrzymywanych przez nie miejsc średnio ponad pięć razy.

- Nie wiem, czy to jest prawda – mówi pani Marzena. - Pracuję zdalnie, siedzę cały czas w domu i obserwowałam często pracę pługów. Nie wydaje mi się, aby na nitce ul. Wielkopolskiej w stronę Karwin, Wielkiego Kacka i Dąbrowy pojawiały się one średnio po pięć razy na dobę. Tymczasem jest to zdecydowanie jedna z najważniejszych ulic w mieście.

W dane, przedstawiane przez urzędników, nie wierzy też Marek Dudziński, opozycyjny radny Gdyni z ramienia Prawa i Sprawiedliwości.

- Po raz kolejny mamy przykład, jak władze miasta potrafią pięknie manipulować liczbami - komentuje Marek Dudziński. - Pan Łucyk opanował to do perfekcji. Schemat jest prosty - władze miasta podają liczby, które w oderwaniu od danych porównawczych, innych faktów itd., robią wrażenie - np. tysiąc kilometrów, 24 godziny itp. W tym przypadku wystarczyło dokonać prostej kalkulacji, aby dojść do tego, że zgodnie z deklaracjami władz miasta, tempo odśnieżania wynosiło 2,6 km/h. I teraz warto zapytać, jak to możliwe, że tempo odśnieżania było tak wolne? To oczywiście nierealne. Mamy tu przykład albo nieprawdziwych informacji ze strony wiceprezydenta Łucyka, albo, co gorsze, świadectwo kompletnie niewydolnego sytemu utrzymania dróg. Niestety, władze miasta nie zdały egzaminu z odśnieżania, czego byliśmy świadkami. Ulice były białe, a na gdyńskich forach widziałem zdjęcie pługu odśnieżającego niedostępny parking przy Teatrze Muzycznym. Tak to nie powinno działać. To kompromitacja.

Nie wszyscy mieszkańcy uważają jednak, że władze miasta nie zdały egzaminu z odśnieżania dróg.

- Było dokładnie tak samo, jak w ubiegłych latach – mówi pan Roman, mieszkaniec Leszczynek. - Kiedy mocno padało, drogi bywały nieodśnieżone. W momencie, gdy przestawało sypać, pługi dość szybko doprowadzały główne ulice miasta do znośnego co najmniej stanu. Moim zdaniem przy takiej liczbie samochodów i towarzyszących temu intensywnych opadach nie ma możliwości utrzymania dróg w Gdyni w pełnej drożności. Tym bardziej, kiedy zamykana jest obwodnica, co zdarzało się kilka razy i nie ułatwiało delikatnie mówiąc sytuacji. To błąd, że podczas intensywnych opadów śniegu wpuszczane są na nią samochody ciężarowe. Powinny być zawracane przez policję, gdyż jest niemal pewne, że podczas trudnych warunków zablokują obwodnicę. Kierowcy bardzo lubią narzekać, ale każdy powinien też zacząć rozliczać samego siebie, co zrobił, aby nie potęgować utrudnień w mieście. Jeśli ktoś nie czuje się pewnie w zimowych warunkach za kierownicą, albo wyjeżdża na drogę na letnich oponach, to prowokuje problemy nie do rozwiązania, na które nic się nie poradzi, nawet gdyby samorządowcy zakupili i skierowali na ulice trzy razy więcej pługów.

Warto przypomnieć, że w sprawie fatalnego jej zdaniem utrzymania dróg w Gdyni interwencję poselską skierowała do prezydenta miasta prof. Joanna Senyszyn. Stało się to w pierwszej połowie lutego.

- Dlaczego stan ulic w Gdyni jest dużo gorszy niż Gdańsku i Sopocie? - pytała Wojciecha Szczurka posłanka Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

Jak wynika z informacji, upublicznianych przez urzędników, na „Akcję Zima” w mieście, pomijając koszt zakupu pługów, tylko do 17 lutego wydano prawie sześć milionów złotych. Dla porównania w sąsiednim Gdańsku była to kwota 14 milionów złotych.

Stany alarmowe na polskich rzekach

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie