Gdynia: Nastolatki, które pobiły Martynę, wciąż są bez kary

Szymon Szadurski
Szymon Szadurski
Dziewczyny, które brutalnie skatowały 14-letnią Martynę w Gdyni, wciąż są na wolności.

Policja ma, co prawda, personalia nastolatek, które mogą mieć związek z pobiciem, ale... nie ma pewności, że to właśnie one dopuściły się tego czynu.

Czy w tej sprawie działa zbyt opieszale? Funkcjonariusze odpierają takie zarzuty, a pobita 14-latka nadal leży w szpitalu.

Bulwersujące zdarzenia miało miejsce w piątek. Dziecko zostało bez powodu zaatakowane przez nieznajome dziewczyny w trolejbusie. Martynę wypchnięto z pojazdu, otrzymała tak silny cios w twarz, że z poważnymi obrażeniami trafiła do szpitala. Nadal znajduje się pod opieką lekarzy, ma złamany nos z przemieszczeniem, naruszone zęby i szczękę. Hanna Kaszubowska, rzecznik gdyńskiej policji, zapewnia, że gdy tylko 14-latka poczuje się lepiej, dojdzie do okazania i wtedy być może ofiara rozpozna potencjalne sprawczynie napadu.

Ich wizerunki przekazała policji matka pokrzywdzonej, która rozmawiała z koleżankami Martyny. One także były kopane i wyzywane przez agresywne nastolatki. Miały jednak więcej szczęścia i wyszły z tej napaści bez szwanku. Na podstawie ich relacji rodzice Martyny ustalili gimnazjum, do którego mogą chodzić napastniczki i odnaleźli ich zdjęcia na portalu społecznościowym. Policjanci nie mają jednak żadnej pewności, że to właśnie te wskazane osoby rzeczywiście dopuściły się pobicia.

- Nieletni świadkowie bójki zostali przesłuchani w obecności swoich rodziców - mówi Hanna Kaszubowska. - Policjanci przesłuchali ponadto kierowców z dwóch trolejbusów, którzy o wskazanej przez matkę dziewczynki porze jechali na linii 22. Żaden z nich jednak nic nie zauważył. W jednym z trolejbusów był ponadto monitoring. Na zabezpieczonych taśmach nie widać jednak jakiegokolwiek zdarzenia. W sprawach dotyczących nieletnich trzeba postępować bardzo ostrożnie i nie możemy przedwcześnie ferować wyroków. Cały czas szukamy świadków. Na dziś za wcześnie jest też, aby stwierdzić, czy nastolatki, wskazane przez matkę ofiary, rzeczywiście brały udział w pobiciu.

Hanna Kaszubowska nie zgadza się też z sugestiami rodziców 14-latki, iż funkcjonariusze działają w tej sprawie opieszale. Jak mówi, pobitej w piątek dziewczynki nie można było od razu przesłuchać, bo nie pozwalał na to jej stan zdrowia. Jej matka miała zgodzić się na przesłuchanie Martyny dopiero w poniedziałek, co widnieje w policyjnych protokołach.

Przed zarzutami, iż kierowca trolejbusu nie pomógł katowanej dziewczynce, tylko uciekł z miejsca zdarzenia, broni się też przewoźnik, czyli Przedsiębiorstwo Komunikacji Trolejbusowej.

- Wszyscy kierowcy, którzy jechali tego dnia o tej godzinie koło placu Kaszubskiego, zgodnie utrzymują, że nie widzieli zdarzenia - mówi Leszek Stodolski, przewodniczący NSZZ Solidarność w PKT. - To jest możliwe. Nie wierzę, aby kierowca, widząc bójkę, nie zadzwonił nawet na policję albo do dyspozytora ruchu. Nasi kierowcy często narażają własne zdrowie w obronie pasażerów i w konsekwencji sami bywają pobici. Kierowca nie ma prawnego obowiązku interweniowania w przypadku bójki, od tego są służby mundurowe. Czy ma taki moralny obowiązek? Owszem, ma, ale taki sam mieli wszyscy pasażerowie tego trolejbusu.
Marcin Gromadzki, rzecznik Zarządu Komunikacji Miejskiej, dodaje, że jakiekolwiek ukaranie kierowcy będzie bardzo trudne.

- Pobita dziewczynka nie jest w stanie określić dokładnej godziny kursu, nie ma więc pewności, kto kierował trolejbusem - mówi Marcin Gromadzki. - Prawdopodobnie był to mercedes, ale nawet przy takim założeniu w grę wchodzą dwa pojazdy.

Nieletnim sprawczyniom napadu, gdy uda się je schwytać, grozi co najwyżej pobyt w zakładzie poprawczym.

Psychopata w autobusie

Z Krzysztofem Sarzałą, dyrektorem Centrum Interwencji Kryzysowej w Gdańsku, rozmawia Dorota Abramowicz

Skąd w dziewczynach tyle agresji?

Wiele razy już się nad tym zastanawiano. Brutalizacja słabej płci jest w pewnym sensie zrozumiała. Dziś od kobiet wymaga się przebojowości, media lansują wizerunek kobiety silnej...

Silnej, ale nie atakującej bez powodu słabszą ofiarę!

Na to nakłada się narastające zjawisko agresji. Życie się brutalizuje, nie ma miejsca dla mięczaków. Do ataku dochodzi bez powodu. To proces psychopatyzacji społeczeństwa.

Czy można uniknąć takiego ataku?

Nie ma metod o stuprocentowej skuteczności, chociaż można stosować pewne sprawdzone techniki. Obrazowo mówiąc - nie należy karmić głodnego. Napastnik czeka na naszą reakcję, by odpowiedzieć siłą. Nie nawiązujemy kontaktu wzrokowego z agresywnym osobnikiem, nie odpowiadamy na zaczepki, odwracamy się, unikamy bezpośredniego starcia.

Czy sprawcę można wyleczyć z agresji?

Trzeba go przede wszystkim ukarać. Pomoc potrzebna jest głównie pobitej, skrzywdzonej dziewczynce. W ten sposób dajemy sygnał, że nie zgodzamy się na przemoc.

Co w Polsce drożeje najszybciej?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie