Gdynia Film Festiwal 2013. Papusza, czyli romska Antygona. ROZMOWA z Krzysztofem Krauze

rozm. Ryszarda Wojeciechowska
Krzysztof Krauze
Z Krzysztofem Krauze, reżyserem, o jego filmie "Papusza", jednym z czternastu, które walczą o nagrodę Złotych Lwów na Gdynia - Festiwalu Filmowym, rozmawia Ryszarda Wojciechowska.

Jeden z krytyków nazwał Papuszę takim współczesnym Jankiem Muzykantem. To dobre porównanie, Pana zdaniem?

Papusza była raczej romską Antygoną. Więc ścieżka z Jankiem Muzykantem jest zła. A jeżeli już, to najwyżej w tym sensie, że ona sama nauczyła się czytać. Ale nie to było sednem jej dramatu. Dramat polegał na tym, że Papusza poważyła się na coś, na co nie poważyłaby się żadna romska kobieta. Nauczyła się czytać i pisać po to, żeby ocalić pamięć Romów.

Dlaczego Antygona?
Dlatego, że w poczuciu odpowiedzialności, zgodnie ze swoim wewnętrznym prawem moralnym, przemówiła. Zajęła tym samym miejsce mężczyzn, zdając sobie sprawę, że zapłaci za to wysoką cenę.

Stając się dla Romów kobietą przeklętą, po tym jak jej wiersze wydano?

Może aż tak wysokiej ceny się nie spodziewała. W skrócie przypomnijmy, co to za historia. W 1949 roku w taborze pojawia się Jerzy Ficowski, młody debiutujący poeta. Ukrywa się wśród Romów przed Urzędem Bezpieczeństwa. I spędza z nimi prawie dwa lata. Odkrywa, że żona szefa tego taboru Bronisława Wajs, nazywana Papuszą - co w języku romskim znaczy lalka - ma właśnie dar jakby wyłapywania poezji z powietrza. Dar melorecytacji. I Ficowski namawia ją do zapisania tych wierszy. Ona to robi. A Romowie uznają to za zdradę. Są przekonani, że Papusza nie tylko wyśpiewała im gila, czyli piosenki, ale też wyśpiewała ich wszystkie tajemnice. I zaocznie skazali ją poza nawias ich społeczności. Ona, obciążając się winą, wpadła w depresję i trafiła do szpitala psychiatrycznego. Więc oni uznali, że skoro Bóg ją ukarał, to oni już nie muszą. I to ją jakoś ocaliło.

Postać Jerzego Ficowskiego - w tej roli Antoni Pawlicki - jest niezwykle ciekawa. Widz może sobie zadać pytanie - czy dobrze zrobił, że namówił Papuszę na spisanie tych wierszy, a potem je wydał.

Ficowski napisał jeszcze książkę "Cyganie na polskich drogach". I to był kolejny zarzut wobec niej, że część informacji o Romach to ona mu przekazała. Ale ja myślę, że on wypełnił jakąś bardzo ważną lukę. Mimo iż Cyganie mieszkali w Polsce od pięciuset lat, nie ukazała się wcześniej żadna poważna monografia. A czy ta książka mogła jeszcze trochę poczekać, tak żeby nie zaszkodzić Papuszy? Być może mogła. Ficowski też nie sądził, że ta cena będzie tak wysoka. I do końca życia miał z tego powodu wyrzuty.


Skąd wiadomo, że dźwigał ten ciężar przez życie?

Często pisał, że ona miała nieszczęście go spotkać, a on miał szczęście ją poznać.
Jowita Budnik, która zagrała Papuszę opowiadała, że po otrzymaniu propozycji zagrania tej postaci, stchórzyła i w pierwszym odruchu odmówiła. W jaki sposób przekonaliście ją Państwo?
Znamy drogę do serca Jowity. To już nasz szósty wspólny film. Pomogły próby kostiumów, charakteryzacji, lekcje romskiego. Jej proces oswajania się z tą postacią był długi. Jowita zawsze kochała romską muzykę. Jeździła na tabory, które są organizowane w Tarnowie. Ona dużo wcześniej niż my spotkała Romów. Więc to wszystko nam się świetnie zrymowało.

A teraz trudno sobie wyobrazić inną, niż ona, Papuszę.

Jowita uważa pracę nad Papuszą za swoją największą przygodę życiową. Ta rola, moim zdaniem, bardzo ją odmłodziła. Zostawiła dla niej pracę w agencji. Miała czas dla swoich dwóch córek. Nasiąkała kulturą, która zawsze ją fascynowała.

Przez to, że nauczyła się wielu romskich słów, nie czuła się obco w tej kulturze.

Zamieszkała na planie z dwoma Romkami i ich dziećmi. Ale problem aktorów nie polegał na tym, że oni się nie mogli nauczyć romskiego. Trudniejsze było opanowanie tego mówienia po polsku-romsku. Chodziło o to, żeby polski dostał takiej romskiej melodii. I to się naszym aktorom udało.

Po festiwalowej premierze mówił Pan, że to był film trudny, ale jest Pan przygotowany na wszystkie ciosy. Jakich ciosów Pan się spodziewa?
Powiedziałem to żartem. No dobrze, nie spodziewałem się porównań do Janka Muzykanta.

Już tego porównania nie użyję. Na czym jednak polegała trudność przy pracy nad filmem?
Przede wszystkim trzeba było przejść na drugą stronę lustra. Wejść w świat Romów. Nauczyć się ich kultury, praw, zasad. Żeby powołać ten świat na ekranie, trzeba go było najpierw poznać. Zrozumieć, jakie są jego fundamenty. To była trudność. Bo tu trzeba się było nauczyć myśleć jak Rom. Przecież musieliśmy napisać dialogi.

Pan bardzo dużo wiedział o Romach. Ale czy podczas kręcenia zdjęć, dowiedział się Pan o nich czegoś szczególnego? Bo przecież na planie filmowym było około 150 Romów.

Zaskoczył mnie ich żywioł aktorski. W trójnasób nam wynagrodzili ten cały wysiłek i te nasze przygotowania. To nasze przechodzenie na drugą stronę lustra. Powiem więcej, oni też przeszli na drugą stronę lustra.

Chociaż najpierw przyszli, żeby zarobić.

Na początku traktowali to trochę tak jak pamiątkę, którą będzie można zostawić dzieciom. Trochę też jak przygodę. A potem, co było fantastyczne, nastąpił przełom. I ten ich udział w naszym filmie stał się dla nich misją.

Jak Romowie dzisiaj patrzą na Papuszę? Kim ona dla nich jest?

Dla młodych dziewczyn jest pewną ikoną. Bo każda romska dziewczyna chciałaby, żeby o niej nakręcono film. A stare Cyganki potrafiły jeszcze na dźwięk jej imienia spluwać. Czyli to przekleństwo gdzieś jeszcze się kręci.

Romowie są wokół nas, a my niewiele o nich wiemy. Może "Papusza" to zmieni.


Też mam taką nadzieję. Ale przede wszystkim mam nadzieję, że nasz film złamie pewne stereotypy.


Jakie?

Chociażby taki, że tam są ludzie śmieci. W naszym filmie mamy wspaniałą poetkę. Jest też dużo barwnych, romskich postaci, które pięknie mówią, z taką wewnętrzną prawdą. Zdania, które padają w tym filmie, są ich własnymi zdaniami. Czasami bardzo przejmującymi.

Są tacy, którzy mówią, że w filmie "Papusza" za mało jest samej Papuszy. Ja tak nie uważam. Ale co by Pan odpowiedział tym osobom?
To nie jest prawda. Przecież Papusza przewija się przez cały film. Pojawia się także jako mała dziewczynka. Może zabrakło troszkę tej dorosłej bohaterki? Ale nie. Jeśli jej nie ma na ekranie, to cały czas jest w domyśle.

"Papusza" przestała już być w pewnym sensie wasza. Teraz film oddajecie Państwo widzom i... czego się spodziewacie?

Nie liczymy na milionową widownię, ale na to, że ten film "poniosą" kobiety. Że rozpoznają się w losie Papuszy. Bo to jest opowieść o kobiecie, która miała odwagę być sobą. W naszym, jednak cały czas patriarchalnym, społeczeństwie to poważny problem. I kobiety mają poczucie, że ta tożsamość jest im odbierana. Że są pozbawione głosu. Może tego nie widać w mediach, ale już jak się patrzy na skład parlamentu, rządu czy zarządów korporacji to kobiet zbyt wielu nie ma. Jednak Kościół spycha kobiety głównie do roli matek i gospodyń domowych.

Wcześniej, przed "Papuszą" był "Mój Nikifor". Te postaci wiele łączy.

Łączy je to, że byli samorodnymi talentami. To byli ludzie, którzy musieli robić to, co robili. Nikt im za to nie płacił. On malował, a ona mówiła wierszem. Miała dar improwizacji. Są jednak poważne różnice między nimi. Nikifor uważał, że jest najlepszym malarzem na świecie. A ona była zdziwiona, jeśli ją ktoś nazwał poetką.

Pan mówi, że chcielibyście z panią Joanną zrobić też film o Niemenie. Byłby to taki tryptyk filmowy. Ale Niemen mi jakoś nie przystaje do Papuszy i Nikifora.

Dlaczego? Przecież on był także takim samorodnym talentem i przeżył czas odrzucenia. Proszę spojrzeć na ostatnie kilkanaście lat jego życia. Więc dla nas jest tu pewne podobieństwo losu.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
AJB
No i co to za sensacja, Panie Krzysztofie. Żadnej nagrody nie będzie. Gdyby Papusza była lesbijką, i na dodatek zakonnicą, to co innego. Jak bełkotała Pana koleżanka, zasłużona artystka III RP Tuskiej, nagradzane są filmy WAŻNE. Czyly tryndy, cool i na topie. A nie jakieś tam opowieści o romskich poetkach. Kudy tam takiej Bronisławie Wajs, pseudonim Papusza do takiego "Człowieka z ..." (kindersztuba nie pozwala dokończyć), pseudonim operacyjny Bolek!
Dodaj ogłoszenie