GDYNIA DO PRZEGLĄDU: Gdynia do raportu. Felieton Zygmunta Zmudy-Trzebiatowskiego

Zygmunt Zmuda-Trzebiatowski
Udostępnij:
Już za chwilę, przy okazji sesji absolutoryjnej, odbędzie się debata nad raportem o stanie Gdyni. Słowo debata ma swoją moc, warto zatem chwilę temu poświecić. Zwłaszcza, że publiczna dyskusja jest obyczajem dopiero kilkuletnim, choć sesje absolutoryjne są tak stare jak polska samorządność.

Sedno sprawy jest takie, że do rozmowy w oparciu o raport, który publikuje prezydent, mogą się zgłosić – i to czynią – zwykli mieszkańcy. Nie matura, lecz chęć szczera, wsparta podpisami 50 gdynian, wystarczy, by zgłosić swoją gotowość. 15 pierwszych w kolejności zgłoszenia osób dostąpi zaszczytu publicznego podzielenia się swoją refleksją. Z refleksją, szczególnie krytyczną, radni obozu rządzącego radzą sobie średnio, używając klasycznych metod: braku zainteresowania, patrzenia w telefon, bagatelizowania, a nawet – jak robiła to swego czasu przewodnicząca rady – zaciekle przerywając wystąpienie gościa. Pretekstem było to, że tego, o czym mówi, nie ma w raporcie. Jak rozumiem, była to próba zadekretowania jak wąska ma być refleksja i jak bardzo mieszcząca się w oczekiwaniach radnych Samorządności.

Skąd taki pomysł w naszym mieście, gdzie dyskusja, eufemistycznie mówiąc, nie jest szczególnie ceniona? Otóż wynika z ustawy. Zaskakujące prawda? Warto zatem przypomnieć sobie, skąd taki zapis pojawił się w ustawie, jak i kilka kolejnych.
I tu niespodzianka: wiele zapisów w znowelizowanych ustawach samorządowych to… sprawka Gdyni właśnie. W jaki sposób? Otóż do ustawy wpisano te rzeczy, których nasi samorządowcy nie mieli ochoty robić i których w toku wymiany myśli nie udało się do tego przekonać. Jak wiadomo, Samorządność nie negocjuje, a wszelkie uwagi innych środowisk, nieważne czy racjonalne czy nie, traktuje jednakowo, czyli ignoruje. Zatem jak widać, czasem na poziomie parlamentu wymusza się rzeczy, o których ktoś nawet nie ma ochoty twórczo porozmawiać.

ZOBACZ TAKŻE: GDYNIA DO PRZEGLĄDU: (Bez)cenna marka Gdynia. Felieton Zygmunta Zmudy-Trzebiatowskiego

Ponieważ w dyskusji nad absolutorium w Gdyni najczęściej nie brał udziału prezydent, a jedynie skarbnik, sprowadzając dyskusje do rozmowy o wykonaniu budżetu, ustawa poszerzyła te formułę: raport zawiera dużo szerszy obraz miasta, a zaproszenie mieszkańców do dyskusji sprawia, że ci najbardziej zainteresowani mogą podzielić się swoją perspektywą. Podobnie stało się choćby z budżetem obywatelskim – bo to, że jego minimalną wartość gwarantuje ustawa, może wydawać się nadmiarowe, z drugiej strony póki nie było tego wymogu, gdyński budżet obywatelski był dużo skromniejszy. Niestety, nie udało się zapisać tego, co w większości gmin, poza Gdynią, jest absolutnym standardem, że pracami komisji rewizyjnej – kontrolującej działania prezydenta - powinien kierować ktoś z opozycji. Być może uznano, że oczywistości do ustawy się nie wpisuje. Dlatego w Gdyni w komisji rewizyjnej nie tylko większość ma ekipa rządząca, ale i pracami komisji kieruje radny obozu prezydenckiego, by żaden krytyczny pomruk nie wyszedł z jej grona.

No i wreszcie owa słynna dwukadencyjność prezydentów, wójtów i burmistrzów. Różnie to rozwiązanie jest komentowane, ja uważam je za zasadne – nie zmienia to jednak faktu, że również sytuacja w Gdyni była podobno ważnym impulsem do przeforsowania zmian w tej ustawie. W toku negocjacji wydłużono wprawdzie kadencję do 5 lat, ale obecnie każdy włodarz ma świadomość, że ma maksymalnie 10 lat na realizację swoich celów. W Gdyni, od 7 lat zapowiadającej budowę lodowiska czy od 20 – przejazdu kolejowego, ten okres może wydawać się króciutki, ale kolejnym włodarzom pozwoli na inną perspektywę.

I tak jak Gdyni poświecono przed wojną ustawę, decydującą o budowie portu, tak w czasach współczesnych stała się motorem do zapewnienia większej samorządności i transparentności. Okazało się, że uznawana w Gdyni definicja Samorządności jako stanu, gdy dana ekipa sama rządzi, nie jest jednak prawidłowa i że chodzi jednak o coś więcej. Tak więc mamy powody do dumy - nasza marność i nietrzymanie standardów okazały się ważnym bodźcem do zmian i wprowadzenia gwarancji – czyli znowu sukces!

*A ponadto uważam, że Polanka Redłowska nie powinna być sprzedana i powinna być ogólnodostępna.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polski kalendarz Pirelli trafi do Zełenskiego i Kliczki

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie