Gdynia: Adres widmo w decyzji na wycinkę drzew wydanej przez pracownika Urzędu Marszałkowskiego w Gdańsku. Jest nieważna?

Szymon Szadurski
Szymon Szadurski
materiały Czytelnika
Udostępnij:
Pracownik Urzędu Marszałkowskiego w Gdańsku wydał decyzję o wycince drzew w Gdyni wskazując adres, który w tym mieście nie istnieje. Jego błąd może mieć poważne konsekwencje. Mieszkańcy protestujący przeciwko planowanej wycince modrzewi na Obłużu, już zapowiedzieli, że jeśli drzewa zostaną usunięte na podstawie tak wydanej decyzji, zawiadomią prokuraturę. Twierdzą, że jest nieważna.

Do wycinki trzech modrzewi, o czym w "Dzienniku Bałtyckim" pisaliśmy we wrześniu, dojść ma przy ul. Kampinoskiej 2 w gdyńskiej dzielnicy Obłuże. Kiedy w zeszłym miesiącu pojawiła się w tym miejscu ekipa drwali, mieszkańcy stanęli w obronie drzew. Interweniowała m.in. straż miejska. Ostatecznie lokatorom pobliskiego bloku wycinkę udało się wstrzymać. Urzędnicy zapowiedzieli jednak, że w przyszłości i tak zostanie zrealizowana, mimo protestów mieszkańców, gdyż zgodnie z prawem zgodę na usunięcie drzew wydał Urząd Marszałkowski Województwa Pomorskiego.

Okazuje się jednak, że sprawa wcale nie jest tak oczywista. Mieszkańcy Obłuża postanowili bliżej przyjrzeć się decyzji wycinkowej i znaleźli w niej poważny błąd. Urzędnik wskazując miejsce wycinki wpisał w dokumencie adres "Kampinowska 2". Tymczasem takiego w Gdyni nie ma.

- Tym samym jest dla nas oczywiste, że tak niedbale wydana decyzja wycinkowa jest nieważna - mówi nam jeden z mieszkańców Obłuża. - Jeśli na jej podstawie ktokolwiek zdecyduje się usunąć modrzewie, natychmiast zawiadamiam prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

Jak dodaje mieszkaniec ul. Kampinoskiej 2, błędna pisownia tej ulicy zdarza się dość często. Niektórzy lokatorzy musieli korygować ją nawet w księgach wieczystych.

- Nie zmienia to jednak faktu, że urzędnik wydający decyzję, szczególnie w tak delikatnej sprawie, jak wycinka drzew, powinien dołożyć szczególnych starań, aby nie popełnić żadnych błędów - mówi nam lokator. - Trudno jest nie odnieść wrażenia, że ta konkretna decyzja pisana była "na kolanie". Oprócz błędnego adresu są w niej także inne, ciekawe kwiatki. Dla przykładu urzędnicy oceniali "stan techniczny drzew". To jakaś kpina. Stan techniczny to można oceniać, ale samochodu. Nawet dziecko w podstawówce wie natomiast, że drzewa są w dobrej, lub złej kondycji, chore, lub zdrowe. Kontrowersji jest zresztą więcej. Z treści decyzji nie wynika, kto oceniał stan drzew. Napisano tylko, że jeden z modrzewi jest pozbawiony korony i usychający, a wszystkie mogą przewrócić się i zagrażają bezpieczeństwu. Ciekaw jestem, kto doszedł do takich wniosków. Chcemy dotrzeć do tych ludzi, poznać ich z imienia i nazwiska. Jeśli są to tacy sami "specjaliści", jak urzędnik, który popełnił kompromitujące błędy w decyzji wycinkowej, to można mieć poważne wątpliwości co do słuszności wysuwanych przez nich wniosków. Gołym okiem widać przecież, że modrzewie są zdrowe. Jeśli uda nam się dotrzeć do ekspertyzy, na podstawie której wydana została decyzja wycinkowa, o ile taki dokument w ogóle istnieje, i ustalimy z imienia i nazwiska osobę oceniającą stan drzew, niewykluczone są z naszej strony kroki prawne.

Od znanego, trójmiejskiego prawnika usłyszeliśmy, że jego zdaniem decyzja wycinkowa jest ważna aż do czasu, kiedy uchyli ją sąd administracyjny, natomiast nie ma obecnie możliwości jej skutecznie wykonać.

- Skoro podany w dokumencie adres nie istnieje, jest oczywiste, że nie mogą pod nim rosnąć żadne drzewa - mówi nam prawnik. - W związku z tym nie ma czego wycinać. Moim zdaniem aby na podstawie tej decyzji można było w pełni legalnie usunąć drzewa, zgodnie z kodeksem postępowania administracyjnego urzędnicy powinni wystąpić o sprostowanie oczywistej omyłki pisarskiej.

O wycięcie modrzewi wnioskowali przedstawiciele Zarządu Budynków i Lokali Komunalnych w Gdyni. Jak też usłyszeliśmy w gdyńskim Ratuszu, o usunięcie drzew prosiła rzekomo większość mieszkańców ul. Kampinoskiej 2, a w obronie drzew stanęły jedynie "dwie panie". Jak mówią lokatorzy budynku, to nieprawda.

– Jest to kłamstwo i manipulacja! – denerwuje się pani Agnieszka mieszkająca na Obłużu. – Nikt z nami nie konsultował wycinki tych drzew, nikt nas nie pytał o zgodę. To są zdrowe i piękne rośliny. Ich wycięcie będzie niczym innym, jak zwykłym barbarzyństwem.

Lokatorzy dodają, że pod protestem przeciwko usunięciu drzew, skierowanym m.in. do gdyńskiego ZBiLK-u i Urzędu Marszałkowskiego w Gdańsku, podpisała się większość mieszkańców ul. Kamipinoskiej 2.

Tymczasem, jak w odpowiedzi na protest napisała lokatorom Dagmara Wojtaszek, podinspektor w zespole ds. ochrony zieleni w departamencie środowiska i rolnictwa Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego, jej zdaniem wniosek na usunięcie drzew został złożony prawidłowo. Dodatkowo według urzędniczki mieszkańcy budynku nie są stroną w postępowaniu administracyjnym, mimo że wspólnota mieszkaniowa jest współwłaścicielem nieruchomości, na której dojść ma do wycinki. Co ciekawe, także podinspektor Wojtaszek w korespondencji mailowej z lokatorami pomyliła adres posesji, wskazując jako miejsce przyszłej wycinki nieistniejącą w Gdyni "ul. Kampinowską 2."

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Sukces Pisany Szminką już po raz 13.

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie