Gdańskie srebro i złoto wystawią w Rumunii

Grazyna Antoniewicz
Figura strusia autorstwa Benjamina I Berenda.
Figura strusia autorstwa Benjamina I Berenda. Fot. ze zbiorów Muzeum Narodowego w Gdańsku.
Najcenniejszą w Europie kolekcję gdańskiego złotnictwa ma Muzeum Narodowe w Gdańsku. Nasze skarby jadą we wrześniu na wystawę do Muzeum Narodowego Brukhentala w Sibiu w Rumunii.

Rumuńscy muzealnicy wybrali już gotyckie naczynia ołtarzowe, ale też kielich z XVI wieku z ażurową dekoracją na cokoliku, relikwiarz na cząstkę Krzyża Świętego i puszki na komunikanty w formie budowli wieżowych.

Zachwycili się łódką na kadzidło z XV wieku, kuflem gdańskim z wizerunkiem królowej Saby (datowanym na koniec XVII wieku), wiedeńskim renesansowym zegarem wieżyczkowym i oczywiście figurą strusia, autorstwa Benjamina I Berenda. Pojadą też pamiątki po różnych korporacjach, czyli wilkomy cechowe (puchary tylko do ceremonialnych toastów).

Cudem jest, że prawie cała kolekcja gdańskiego złotnictwa ocalała z wojennej pożogi.

W św. Janie będą rzeczy wielkie - dyrektor Ugwu

Ukryte w kopalni

- Została ewakuowana pod koniec 1943 roku i ukryta, początkowo w okolicach Gdańska, potem wywieziona do kopalni w Turyngii - opowiada doktor Anna Frąckowska z Muzeum Narodowego w Gdańsku. - W latach 1948-1949 wróciła znaczna część zbiorów, niemal wszystko. Niestety, w różnym stanie. Największą stratą jest brak pokrywy do pięknego pucharu cechu szyprów wiślanych z repusowanego i odlewanego srebra, przedstawiającego Neptuna, bóstwa rzeczne i statki wiślane. Wizerunki kolejnych monarchów przypominają, że monopol na przewozy po Wiśle gwarantowała szyprom opieka królewska. Puchar jest srebrny, pozłacany. Uświetniał biesiady w siedzibie cechu, a jego treść to gloryfikacja żeglugi wiślanej. Jest dziełem Jana Jodego z 1727 roku.

Zawieszka z Jakubem

Z kolekcji nie wróciło około 30 przedmiotów, wśród których była zarówno biżuteria, jak i przedmioty drobniejsze. Być może zostały one ukryte w innym miejscu i może dzisiaj znajdują się w czyichś zbiorach. Zostały zdjęcia w dokumentacji. Może więc kiedyś odnajdziemy zaginione skarby. Była wśród nich śliczna zawieszka ze świętym Jakubem na łańcuszku i inne cuda.

Większość przedmiotów z gdańskiej kolekcji jest srebrna i pozłacana. Rzadko się zdarzają wyroby ze złota. Gdańskie skarby pojadą do muzeum w Sibiu, szacownej instytucji utworzonej w XVIII wieku, której zbiory liczą niemal 2 mln zabytków.

- Pokazujemy to, co mamy najlepszego. Kielichy gotyckie z elementami architektury, monstrancje podobnego typu, dzbany do Wieczerzy Pańskiej. Nasze rzemiosło słynne było w Europie, ale głównie szczyciliśmy się złotnictwem - zapewnia doktor Anna Frąckowska. - Gdańsk był czwartym co do jakości, wielkości i prestiżu ośrodkiem w Europie, po Augsburgu, Norymberdze i Hamburgu. Pełnił rolę głównego miasta zaopatrującego Rzeczpospolitą i region bałtycki w wyroby złotnicze. Przyjmował zamówienia od dworu królewskiego, magnatów, dostojników kościelnych. Ogromną ilość wyrobów robiono dla kościołów zarówno katolickich, jak i protestanckich. Liczyły się jakość, wykonanie wzoru.

Gdańskie złotnictwo ceniono w świecie, nie tylko ze względu na klasę wyrobów artystycznych, ale również z uwagi na wysoką próbę kruszcu.

Powstałowirtualne muzeum Christy

Lokata kapitału

Cenne wyroby sygnowano. Podana jest próba srebra, ponieważ ktoś, kto zamawiał luksusowy przedmiot, traktował go jako lokatę kapitału. Kupujący musiał mieć pewność, gdyż fałszerstwa zdarzały się często.

W domach zamożnych gdańszczan na specjalnych bufetach dla pokazania bogactwa właściciela stały srebra. Przechowywano je w skarbcach domowych lub ratuszowych, a na czas bankietu wyjmowano. Na pięknych pucharach i kuflach przedstawiano rozmaite sceny. Często pojawiały się tematy biblijne i antyczne. Mamy więc powitanie królowej Saby i króla Salomona czy Aleksandra Macedońskiego.

Wśród zabytków, które pojadą do Rumunii, znajdzie się kulista misa. To lavabo (naczynie do mycia rąk). W XVII wieku jedzono palcami. Mięsiwa krojono nożem i dwuzębnym widelcem kładziono na talerz. Dlatego służba chodziła z misą i dzbankiem, aby goście mogli opłukać dłonie.

Tajemniczy kluczyk

Srebrny struś z jajem, autorstwa Benjamina I Berenda, to zagadka.
- Ptak ma ruchome skrzydła, w dziobie trzyma kluczyk, który można wyjąć - mówi doktor Anna Frąckowska. - Czy otwierano nim skarbczyk z kosztownościami? A może cukiernicę? Dawniej cukiernice zamykano na kluczyk, bo cukier był w cenie.
Jednym z bardzo ciekawych przedmiotów jest łódka na kadzidło z XV wieku, w kształcie okrętu handlowego.

- Podziw budzi precyzja oddania elementów konstrukcyjnych statku - mówi Anna Frąckowska. - Takie okręty pływały wówczas po Bałtyku.

Być może łódka na kadzidło została ufundowana przez jakąś organizację związaną z morzem, a może było to wotum zapewniające bezpieczną podróż prawdziwemu statkowi.

Partacze i mistrzowie

W XVIII wieku zdecydowana większość gdańskich rzemieślników mieszkała przy trzech ulicach: św. Ducha, Szerokiej i przede wszystkim przy ul. Złotników, gdzie nieruchomości posiadało 19 złotników.

Obok legalnie pracujących w mieście mistrzów, działali jeszcze partacze, często wykształceni w Gdańsku czeladnicy, których nazwiska pojawiają się w archiwaliach wyłącznie z powodu wnoszonych na nich skarg. Na zabytki, które pojadą do Sibiu, zamawiający na pewno się nie skarżyli.
Wystawa w Sibiu potrwa od 2 września do 29 stycznia. Do Rumunii pojedzie 81 obiektów.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie