Gdańska historia nie na przemiał

RedakcjaZaktualizowano 
Arkadiusz Rybicki
Arkadiusz Rybicki Robert Kwiatek
Z posłem Arkadiuszem Rybickim rozmawia Jarosław Zalesiński

Co byłoby lepszą ikoną Gdańska: zaprojektowany przez Libeskinda wieżowiec na Polskim Haku czy stoczniowe żurawie?

Żurawie są bezkonkurencyjne. Myślę zresztą, że gdyby tak wybitny architekt jak Libeskind planował zagospodarowanie terenów postoczniowych, zastanowiłby się, jak można by wkomponować dźwigi w swoje projekty.

Przykładem komponowania teraźniejszości z tradycją jest "Sołdek", przycumowany przy Muzeum Morskim. Podoba się to Panu?

"Sołdek" jest rzeczywiście za duży w tym otoczeniu. Można by go ustawić w bardziej adekwatnym miejscu. W Gdańsku powinniśmy dokonać inwentaryzacji walającego się dziś żelastwa, które jest często bardzo pięknym fragmentem architektury przemysłowej, i wkomponować to na nowo w przestrzeń miasta.

Jak?

Dziwię się, że architekci, projektujący na przykład centra handlowe, nie wpadli na prosty pomysł, żeby wykorzystać elementy wyposażenia stoczni. Turbina ze statku, stoczniowy filar czy suwnica w nowoczesnej architekturze wyglądają jak dzieło sztuki, a dodatkowo mają walory, związane z tożsamością miejsca.

W Pana myśleniu chodziłoby o ocalenie nie samych tylko stoczniowych dźwigów, ale czego się da z historycznej substancji tego miejsca?

Próbujemy odnaleźć naszą tożsamość i robimy to niewłaściwie. Władze miasta wymyśliły, że świętem Gdańska jest 25 maja, a co to za dzień? Nikt w Gdańsku nie wie.

Kazimierz Jagiellończyk...

...nadał w 1457 roku Gdańskowi przywileje, od których zaczęła się świetność miasta, tak. Ale próba budowania współczesnej tożsamości wokół XV-wiecznych wydarzeń jest zabiegiem karkołomnym.
Były też obchody milenium Gdańska.

Ale my naprawdę nie musimy szukać aż tak daleko. Przeżyliśmy tu wspaniałą, pokojową rewolucję solidarnościową. Rozegrała się ona w miejscu, które jako jedyne w Gdańsku zachowało swoją autentyczność, czyli w stoczni. Rozbieranie jej i oddawanie na przemiał cegieł sprzed stu lat z cegielni z Kokoszek i Kolibek, cięcie na złom suwnic, a jednocześnie restaurowanie zabytków w innych miejscach Gdańska wydaje mi się co najmniej nielogiczne.

Czy możemy sobie pozwolić na dziesięciohektarowy skansen w tak atrakcyjnej części miasta?

Rozmawiałem z szefem Polskiego Komitetu ds. UNESCO, który mówił mi - tereny są wszędzie. Natomiast wy dysponujecie terenem, jakim nie może się pochwalić nikt inny. Tu się wydarzyła wielka historia. Obszar stoczni mógłby być wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. A wy chcecie go zabudować hipermarketami i biurowcami.

Ale te dziesięć hektarów ma już swojego prywatnego właściciela.

Miasto powinno się z nim porozumieć i znaleźć wspólny interes. A tym wspólnym interesem jest wartość dodana, jaką jest kultura, historia. Biurowce są wszędzie i nie stanową one żadnej atrakcji. A pomyślność Gdańska w znacznej mierze budujemy przecież na rozwoju turystyki.

A jeśli inwestor okaże się nieczuły na podobne argumenty?

Wierzę, że wszystkie zainteresowane strony są na nie wrażliwe. Tylko że na razie brakuje kogoś, kto by spróbował skoordynować wszystkie działania. Dbanie o dziedzictwo miasta to przecież rola władz Gdańska.

I także państwa? Chce Pan rozmawiać o tym jeszcze raz z ministrem kultury, a także z premierem Tuskiem?

Po świętach zwrócę się do pana premiera z propozycją zorganizowania ogólnopolskiego projektu ratowania tego miejsca.

polecane: FLESZ: Niebawem zmiana czasu, jedna z ostatnich

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie