reklama

Gdańsk: Zakończył się proces w sprawie pożaru kościoła św. Katarzyny

Robert KiewliczZaktualizowano 
Proces w sprawie pożaru św. Katarzyny trwał blisko dwa lata, ale finał wydaje się już bliski<br><br>
Proces w sprawie pożaru św. Katarzyny trwał blisko dwa lata, ale finał wydaje się już bliski
Trwający od ponad dwóch lat proces w sprawie pożaru XIII-wiecznego kościoła św. Katarzyny w Gdańsku dobiegł wczoraj końca, ale wyrok sąd ogłosi dopiero 29 lipca.

Oskarżony jest tylko jeden - to dekarz Marek M.

Pożar w kościele św. Katarzyny - jednym z najcenniejszych zabytków Gdańska - wybuchł 22 maja 2006 r. Płomienie miały wysokość kilkunastu metrów. W ciągu kilkunastu minut konstrukcja dachu zawaliła się. Z wyceny szkód sporządzonej po tragedii wynikało, że koszty odbudowy wyniosą ok. 16,5 mln złotych. Do tej pory prace jeszcze się nie skończyły, a koszty znacznie już przekroczyły 20 milionów.
Podczas śledztwa prokuratura zasięgnęła wielu opinii m.in. z zakresu pożarnictwa, budownictwa i elektrotechniki. Badany był też wątek naruszenia przepisów prawa budowlanego przez ówczesnego przeora kościoła. Prace remontowe prowadzone były bez wymaganego zezwolenia, ale uznano, że nie dopuścił się on przestępstwa i umorzono tę część śledztwa.

W kwietniu 2007 r. prokuratura postawiła zarzuty Markowi M. - jedynemu oskarżonemu w tej sprawie. Odpowiada on przed sądem za nieumyślne wywołania pożaru "zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób oraz mieniu w wielkich rozmiarach". Prokuratura utrzymuje, że do pożaru doszło przez nieuwagę. Podczas prac dekarz używał m.in. szlifierki zasilanej przez - jak określili to biegli - "niefabrycznie reperowany przewód". Zwarcie miało nastąpić, kiedy Marek M. razem z drugim robotnikiem opuścili kościół, nie odłączywszy szlifierki od prądu. Dekarz od początku procesu nie przyznaje się do winy.
- Prokuraturze nie udało się udowodnić, że kabel znaleziony na miejscu pożaru był podłączony do szlifierki Marka M. Dowody należy traktować jedynie poszlakowo - podkreśla Piotr Jakubiak, jeden z obrońców oskarżonego. - Nie udało się też nigdy ustalić dokładnie czasu, kiedy nastąpiło zwarcie, które miało spowodować pożar.

Jak stwierdził w mowie końcowej obrońca, istnieje jedynie domniemanie winy oskarżonego i dlatego wnioskował o uniewinnienie swojego klienta i obciążenie kosztami procesu Skarbu Państwa.
Prokurator zażądał natomiast dla oskarżonego kary 2 lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata, grzywny w wysokości 10 tys. złotych oraz przekazania 20 tys. na Społeczny Komitet Odbudowy kościoła św. Katarzyny.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie