Gdańsk: U-booty wasze, stocznia - nasza

    Gdańsk: U-booty wasze, stocznia - nasza

    A. Ryba

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    Jednym z pierwszych inżynierów, przywracających Stoczni Gdańskiej zdolność produkcyjną, był zakonspirowany oficer AK Kazimierz Leski
    Gdańsk, marzec 1945 roku. W mieście słychać jeszcze strzały. Armia Czerwona wypiera jeszcze niedobitki niemieckich oddziałów. Tymczasem nowa, polska administracja usiłuje się rozeznać w stanie posiadania.

    Do stoczni przybywa jeden z najsłynniejszych polskich architektów okrętów, Witold Urbanowicz. Ministerstwo Przemysłu Ciężkiego udzieliło mu upoważnienia do wszelkich działań na terenie stoczni w Gdańsku, Gdyni i Elblągu.
    Do pomocy ma trzech ludzi, którzy mają organizować prace na tym terytorium. Część dzisiejszej Stoczni Gdańskiej i cała Stocznia Remontowa zostały przydzielone Marianowi Juchniewiczowi. Urbanowicz spotkał go w Bydgoszczy. Krótka rozmowa przekonała go, że ma do czynienia z dużej klasy fachowcem. To wystarczyło, by zaproponował mu współpracę. Pytań o jego przeszłość, jak to było w wojennym i tuż powojennym zwyczaju, nie zadawał. Nie wiedział więc, że jego podwładny przed wojną był jednym z konstruktorów ORP "Orzeł" i ORP "Sęp", które - zdaniem niektórych fachowców - należały wówczas do najlepszych okrętów podwodnych na świecie.

    Ile stoczni zostanie w stoczni?
    Zadanie, jakie otrzymał w Gdańsku Juchniewicz, nie było łatwe. Większym problemem od wojennych zniszczeń stoczni była obecność tam Rosjan. W wyniku narzuconego Polsce porozumienia, podpisanego w Moskwie przez ministra Hilarego Minca, Związek Radziecki miał przejąć na terytorium stoczni wszystko, co było związane z produkcją niemieckich łodzi podwodnych, U-bootów. Problem tkwił w tym, że pod koniec wojny wszystkie stocznie w Niemczech i na terytoriach okupowanych wytwarzały niemal wyłączne U-booty. Powodowało to, że praktycznie cały ruchomy majątek stoczni dał się podciągnąć pod kategorię "służący produkcji U-bootów". W Gdańsku powstała zatem komisja dwustronna do rozstrzygnięcia, co ma zostać, a co będzie wywiezione w głąb ZSRR. Do tej drugiej kategorii należą oczywiście wszystkie U-booty, które zostały na pochylniach, cała dokumentacja ich dotycząca oraz każdy ich element. Niebawem Rosjanie, na bazie tych okrętów, stworzą własny typ konwencjonalnego torpedowego okrętu podwodnego, będącego de facto wierną kopią ostatnich typów U-bootów. Gdy były hitlerowski szef floty, admirał Karl Donitz w połowie lat 50. wyszedł na wolność po odsiedzeniu 10-letniego wyroku więzienia w Spandau, z satysfakcją stwierdził, że okręty podwodne czołowych mocarstw świata swoimi parametrami wciąż nie przewyższały osiągnięć technicznych U-bootów typów XXI i XXIII.

    Mariana Juchniewicza nie martwiły wywożone z Gdańska okręty podwodne, ale dokonywane przy tej okazji nieodwracalne zniszczenia. Pocięto na przykład charakterystyczny dla Stoczni Schichau największy znajdujący się tam dźwig. Demontowano ogromne obrabiarki. Przy czym ten demontaż i wywózka odbywały się bez ładu i składu. Najpierw wywieziono wszystkie części ruchome, które dawały się łatwo odłączyć od maszyn. Dopiero potem zabierano się za to, co stanowiło część stałą, fundament maszyny. Cięto to i wywożono w zupełnie inne miejsce niż poprzednie elementy. W rezultacie wywiezione obrabiarki były niezdatne do użycia.
    1 3 4 »

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo