reklama

Gdańsk: Procesy dwóch gangów sutenerów. Czy kobiety pogrążą swoich "opiekunów"?

Maciej Pietrzak
Kobiety kupowały "Braciakom" drogie prezenty, stawiały obiady czy nawet tatuowały na swoich ciałach napisy w rodzaju "Kocham Braciaków", "Niewolnica Pana Olka" czy "Wierna suka Leszka". Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku
Przed gdańskim sądem toczą się dwie sprawy sutenerów. Powodzenie obu spraw zależy od zeznań wykorzystywanych kobiet.

Choć oba procesy na pierwszy rzut oka wydają się bardzo podobne, to mogą potoczyć się zupełnie inaczej.

W sprawie gdyńskiegogangu "Braciaków" oskarżonych jest 21 osób, które na prostytucji miały zarobić prawie 6 mln złotych. Sąd ze względu na "ważny interes prywatny oskarżonych, świadków i ich rodzin" zdecydował się wyłączyć jawność procesu.

Według ustaleń prokuratury, grupa działała niczym sekta, którą dowodzili trzej bracia - Aleksander, Leszek i Paweł. Śledczy twierdzą, że prostytutki były dla nich nie tylko źródłem zarobku, ale zostały także całkowicie podporządkowane. Według relacji śledczych, kobiety kupowały "Braciakom" drogie prezenty, stawiały obiady czy nawet tatuowały na swoich ciałach napisy w rodzaju "Kocham Braciaków", "Niewolnica Pana Olka" czy "Wierna suka Leszka".

Przy tak fanatycznym oddaniu trudno się spodziewać, by prostytutki, które będą zeznawać przed gdańskim Sądem Okręgowym, obciążyły członków gdyńskiej grupy. Na pierwszej rozprawie machały do oskarżonych.

Prawdopodobnie łatwiejsze dla prokuratury będzie udowodnienie winy innemu gangowi sutenerów. Według informacji zawartych w akcie oskarżenia, grupa funkcjonowała na terenie Gdańska, Gdyni i Malborka, a rządzić miał nią Olgierd L.
Na ławie oskarżonych zasiadło 11 osób. Wszyscy usłyszeli zarzuty działania w zorganizowanej grupie przestępczej, która miała się parać czerpaniem zysków z nierządu.
W ubiegły piątek wreszcie zeznawała pierwsza z wezwanych na świadków prostytutek, które wcześniej nie stawiały się na rozprawy w Sądzie Okręgowym. Agnieszka Ć. szczegółowo opisała przestępczy proceder, który trwał przynajmniej od 2012 roku. Zeznająca pod przysięgą kobieta opowiadała, że grupa Olgierda L. inkasowała połowę zysków prostytutek "za ochronę", organizowała transport i lokale, tzw. domówki, w których kobiety przyjmowały swoich klientów. Przyznała jednak, że do prostytucji nie była zmuszana przez oskarżonych.

Z zeznań Agnieszki Ć. wyłonił się także obraz brutalnej rywalizacji o kontrolę nad trójmiejskimi "domówkami". Jego punktem kulminacyjnym był atak, jakiego - zdaniem śledczych - dopuścił się Olgierd L. i jego dwóch wspólników na Daniela S. Według świadka, miał on również zajmować się sutenerstwem. Ten konflikt przestępczych interesów doprowadził do bójki, w której w ruch poszły m.in. maczeta oraz młotek. Olgierd L. zapowiedział, że będzie dążył do tego, aby Daniel S. i jego wspólnik Artur W. również stanęli przed sądem.

Według ustaleń prokuratury, w okresie od marca 2012 r. do stycznia 2013 r. szajka Olgierda L. miała zarobić na sutenerstwie ponad 150 tys. zł.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Z
Znam

Oni Braciaki sa niewinni a babeczki same tego chcialy kasa

G
Goliat

Mysle ze to rozmuchana sprawa

Dodaj ogłoszenie