Gdańsk. Oskarżony prawie dostał zawału na sali sądowej

Magdalena Sapkowska
Proces dwóch mężczyzn oskarżonych o morderstwo sprzed 13 lat miał się rozpocząć w środę w gdańskim Sądzie Okręgowym. Rozprawa jednak się nie odbyła, bo jeden z oskarżonych, 41-letni Krzysztof T., nagle zasłabł na sali sądowej.

Do mężczyzny, który ma wszczepiony rozrusznik serca, wezwano karetkę pogotowia. - Oskarżony niemal stracił przytomność. Należy przeprowadzić badania, które wskażą, czy może uczestniczyć w kolejnych rozprawach - uznał sędzia Radomir Boguszewski i odroczył rozpoczęcie procesu do 11 marca.

Czterdziestolatek i jego kompan, 36-letni Grzegorz G., oskarżeni są o morderstwo. Do zbrodni doszło w kwietniu 1997 roku na plaży w Gdańsku Brzeźnie. Zwłoki ofiary znalazł przypadkowy przechodzień, który zawiadomił policję. Do dziś nieznana jest tożsamość zamordowanego mężczyzny (w wieku od 20 do 30 lat), który zginął od ponad 30 ran kłutych, zadanych prawdopodobnie nożem. Policja przypuszcza, że pochodził spoza Trójmiasta.

Sprawę wówczas umorzono z powodu niewykrycia sprawcy. Jednak w zeszłym roku, dzięki zeznaniom osoby, której tożsamości funkcjonariusze nie mogą zdradzić, śledczy wpadli na nowy trop. Doprowadził on ich do Grzegorza G. i Krzysztofa T. - Policjanci interweniowali w sprawie awantury domowej. Wówczas otrzymali informacje o zabójstwie sprzed lat - mówił przed rozprawą prokurator Maciej Chełstowski.
Dzięki zeznaniom świadka incognito materiał dowodowy w sprawie sprzed 13 lat został uzupełniony i śledczym udało się pójść krok dalej w rozwikłaniu kryminalnej zagadki.

Jednak pytanie o tożsamość ofiary wciąż pozostaje otwarte.
- Podejrzewamy, że była nią osoba znana sprawcom. Wskazują na to zeznania świadków. Jednak mimo emisji programu "997", który był poświęcony tej sprawie, nie zgłosił się nikt, kto wiedziałby, kim jest zamordowany mężczyzna. Nie pomogły również liczne publikacje w prasie i internecie - relacjonował prokurator.

Policja podejrzewa, że zamordowany mężczyzna wcześniej opuścił zakład poprawczy, wychowawczy lub więzienie. Wskazują na to tatuaże na ciele ofiary, w tym napisane z błędem hasło "vide cui fide" (patrz, komu ufasz), a także litery "TDK" na podbrzuszu, które policja tłumaczy jako "tylko dla kobiet". - Kryminalna przeszłość ofiary to tylko nasze przypuszczenia - przyznał Chełstowski. - Natomiast oskarżeni to osoby znane nam z kartotek policji.
Krzysztof T. i Grzegorz G. nie przyznają się do winy. Grozi im dożywocie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.