Gdańsk: Nawet dożywocie grozi kierowcy, który wjechał na Długą i, siejąc popłoch wśród spacerujących, potrącił 2 osoby

Stanisław Balicki
Stanisław Balicki
Udostępnij:
Maciej P., 30-letni mieszaniec Gdyni, usłyszał zarzuty i został aresztowany za swoją eskapadę Traktem Królewskim, Stągiewną i Chmielną w nocy z soboty na niedzielę. Grozi mu od 8 lat więzienia do dożywocia. Możliwość tak wysokiej kary jest spowodowana tym, że jedno z dwóch potrąceń zostało uznane za usiłowanie zabójstwa.

Mężczyzna wjechał w nocy z 4 na 5 czerwca na Długą i potrącił na swojej trasie co najmniej 2 osoby. Przejechał pod Zieloną Bramę Mostem Zielonym, Stągiewną i zakończył rajd, rozbijając o latarnię na Chmielnej auto sieci wynajmującej samochody. Kobieta potrącona na Długim Targu jest lekko poturbowana, mężczyzna – ze Stągiewnej przebywa w szpitalu. Kierowcę zatrzymali świadkowie, został pobity. Eskalacji samosądu zapobiegła wezwana policja, która zatrzymała sprawcę potrąceń.

- W poniedziałek późnym wieczorem prokurator ogłosił Maciejowi P. postanowienie o przedstawieniu zarzutów, został on przesłuchany w charakterze podejrzanego – mówi prok. Mariusz Duszyński z gdańskiej prokuratury okręgowej. - Do sądu został skierowany wniosek o zastosowanie wobec podejrzanego środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania na okres 3 miesięcy.

Sąd we wtorek 7 czerwca przychylił się do wniosku. Najpoważniejszy zarzut dotyczy niebezpieczeństwa grożącego potrąconym.

- W stosunku do jednej z osób potraconych przez sprawcę prokurator uznał, że to zachowanie wypełniło znamiona przestępstwa usiłowania zabójstwa w zamiarze ewentualnym. Prokurator uznał, że każdy, kto kieruje samochodem i umyślnie potrąca osobę pieszą, musi godzić się z tym, że może pozbawić ją życia. Za to przestępstwo grozi oskarżonemu kara pozbawienia wolności od 8 lat do 15, 25, a nawet dożywotniego pozbawienia wolności – wyjaśnia prok. Duszyński wysokie zagrożenie karą.

Na razie za poszkodowane uznanych zostało 6 osób: potrąconych i tych, które musiały uciekać przed nadjeżdżającym samochodem. Policja dociera do kolejnych uczestników zdarzenia.

- Zostało ono uznane za sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym poprzez umyślne naruszenie zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym; w szczególności naruszenie zakazu poruszania się pojazdów mechanicznych po trasie przeznaczonej wyłącznie dla pieszych i stworzenie przez to zagrożenia dla przebywających tam co najmniej 6 osób, bezpośredniego niebezpieczeństwa utraty życia oraz ciężkiego uszczerbku na zdrowiu – mówi prok. Duszyński.

Według relacji świadków Maciej P. miał kluczyć po okolicy Długiego Targu i tak prowadzić samochód, jakby chciał potrącić przypadkowe osoby.

- Cały czas gromadzony jest materiał dowodowy, przesłuchiwani są kolejni świadkowie – informuje prok. Mariusz Duszyński z gdańskiej prokuratury okręgowej. - To byli turyści, część osób rozjechała się do domów. Policja w ramach zleconych czynności przeprowadza ich przesłuchania w miejscach zamieszkania. Materiał dowodowy może być powodem rozszerzenia zarzutów.

Mężczyzna był trzeźwy, nie wiadomo jednak, czy nie był pod wpływem narkotyków. Do prokuratury nie dotarły jeszcze wyniki badań krwi pobranej od Macieja P. Sam przejazd po pieszym ciągu Głównego Miasta był epilogiem wydarzeń niedzielnej nocy. Wcześniejsze wydarzenia są powodem jeszcze dwóch zarzutów, które usłyszał 30-latek.

- To kierowanie gróźb karalnych – mówi prok. Mariusz Duszyński. - Groził pozbawieniem życia przypadkowej osobie, do kolejnej poza groźbami oddał strzał z pistoletu pneumatycznego i trafił ja w ramię, powodując lekkie uszkodzenie ciała. Oba te czyny zagrożone są karą pozbawienia wolności do lat 2 – dodaje.

Wcześniej policja informowała, że w samochodzie znaleziono pistolet na plastikowe kule przypominający prawdziwą broń, na który jednak 30-latek nie potrzebował pozwolenia.

- Biorąc pod uwagę charakter zarzucanych mu przestępstw, sposób w jaki działał sprawca, a także treść wyjaśnień złożonych przed prokuratorem, na pewno powoła on biegłych psychiatrów celem przeprowadzenia jednorazowego badania podejrzanego, by wypowiedzieli się co do obecnego stanu zdrowia psychicznego Macieja P. a także co do poczytalności w momencie zarzucanych mu przestępstw – informuje prok. Duszyński.

Wątpliwości dotyczące stanu psychicznego sprawcy i charakter incydentu przywołują wspomnienie z Sopotu. 19 lipca 2014 roku taka eskapada zakończyła się wielką tragedią. 22 osoby ranne, w tym 3 – ciężko, to efekt nocnego rajdu 32-letniego Michała L. z Redy po sopockim deptaku Boh. Monte Cassino i molo. Mężczyzna okazał się być niepoczytalny w momencie zdarzenia i nie był sądzony. Po 2 latach wyszedł z zamkniętego zakładu psychiatrycznego. Dopiero po ponad roku od tragedii w Sopocie pojawiły się blokady na wjazdach na deptak.

Po niedzielnym incydencie gdański magistrat informował media, że „dokona szczegółowej analizy całej sytuacji, a następnie wraz z przedstawicielami służb wypracuje rozwiązania, które w przyszłości podniosą stan bezpieczeństwa”.

- Jeżeli analiza wykaże, że konieczne jest zwiększenie kontroli wjazdu na tereny, na których doszło do zdarzenia, to powstaną tam odpowiednie zabezpieczenia – mówił Jędrzej Sieliwończyk z gdańskiego urzędu miejskiego.

Jednak w Gdańsku 2 lata temu pijany kierowca wjechał na ul. Długą i już wtedy Gdański Zarząd Dróg i Zieleni zapowiadał montaż automatycznych blokad otoczenia Traktu Królewskiego. Słupki zamontowano na paru przecznicach, jednak system, jak widać po niedzielnej eskapadzie, jest „dziurawy”. Tymczasem grupa gdańskich radnych zapowiada na najbliższej sesji głosowanie rezolucji w tej sprawie.

„Rada Miasta Gdańska występuje do prezydenta miasta Gdańska o zintensyfikowanie starań w kierunku zwiększenia bezpieczeństwa na obszarze Głównego Miasta, ze szczególnym uwzględnieniem kwestii zamontowania zautomatyzowanych fizycznych blokad uniemożliwiających wjazd pojazdów na Długi Targ oraz do Strefy Ograniczonej Dostępności”. - czytamy w projekcie dokumentu.

Spośród dwójki potrąconych najcięższe konsekwencje poniósł turysta z Norwegii. Doznał m.in. złamania nogi, ma połamane żebra. Prokurator informuje, że nie ma zagrożenia życia, jego stan określa jako „średni”.

W wypadku na Monciaku ranne zostały 23 osoby.

Rok po tragedii nadal można zorganizować "rajd" po Monciaku

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Materiały promocyjne partnera

Jak żołnierz dawca ratuje ludzkie życie

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie