Gdańsk: Mieszkańcy walczą o ochronę zwierząt. A radni?

Magdalena Sapkowska
W niedzielnym Marszu (Nie) Milczenia przeszli mieszkańcy i ich psy
W niedzielnym Marszu (Nie) Milczenia przeszli mieszkańcy i ich psy Tomasz Bołt
Ponad 400 podpisów pod projektem nowelizacji Ustawy o ochronie praw zwierząt udało się zebrać w niedzielę w trakcie gdańskiego marszu pod hasłem "Stop Przemocy Wobec Zwierząt". Wśród manifestujących nie znalazł się jednak żaden z przedstawicieli władz miasta. Zabrakło także radnych.

- Wysłaliśmy zaproszenia na marsz do Urzędu Miejskiego, ale nikt nie przyszedł - mówi Anna Sochacka z Kolektywu Boruta, który wraz z OTOZ Animals zorganizował imprezę.

Gdynia: Pomorski Koci Dom Tymczasowy potrzebuje pomocy!
ZDJĘCIA z niedzielnego Marszu (Nie)Milczenia

- Nie dostaliśmy zaproszeń, więc oficjalnych przedstawicieli miasta nie było. Wiem, że kilka osób z urzędu przeszło w marszu, ale zrobili to zupełnie prywatnie - mówi Antoni Pawlak, rzecznik prezydenta Gdańska. - Nawet gdyby prezydent dostał zaproszenie, wcale nie jest pewne, czy mógłby przyjść. Miesięcznie dostaje kilkaset takich propozycji.

W Trójmieście nie ma miejskiej służby, która zajmowałaby się losem maltretowanych zwierząt. Funkcję straży pełnią wolontariusze Inspektoratu ds. Ochrony Zwierząt OTOZ Animals. Inspektorat utrzymuje się z datków od mieszkańców i sponsorów. Choć, jak przyznaje główny inspektor ds. ochrony zwierząt OTOZ "Animals", zgłoszenia o łamaniu praw zwierząt dostają często nawet od policji i Straży Miejskiej, do interwencji Animalsów miasta nie dokładają ani złotówki.
- Inspektorzy podejmują interwencje dotyczące nie tylko zwierząt domowych, ale również gospodarskich. Zimą mamy szczególnie wiele sygnałów dotyczących psów, które marzną na dworze w rozlatujących się budach, przywiązane na krótkich łańcuchach - mówi Ewa Gebert, prezes OTOZ Animals.

W tym tygodniu inspektorzy zabrali do schroniska psa, który zamiast obroży miał na szyi sznur tak ciasny, że wrósł w skórę zwierzęcia. Podejmowanych akcji jest jednak więcej. Tylko w styczniu Animalsi interweniowali 21 razy, w lutym zgłoszeń jest już 12.
OTOZ Animals, oprócz inspektoratu prowadzi również gdyńskie schronisko Ciapkowo, które w niedzielę 20 lutego organizuje dzień otwarty poświęcony adopcji kotów (godz. 12-15).

- Zgodnie z Ustawą o ochronie praw zwierząt zapewnienie opieki bezdomnym zwierzętom należy do gminy. Miasto daje więc pieniądze na schronisko. Jesteśmy organizacją pożytku publicznego, sami też zbieramy fundusze od sponsorów - mówi Ewa Gebert.

Schronisko prowadzone przez sopocki oddział Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami miasto chciało kilka lat temu usunąć spod Opery Leśnej. Plan jednak upadł.

- Na razie schronisko zostaje. W budżecie miasta na rok 2011 na jego prowadzenie zarezerwowaliśmy 120 tys. zł - mówi Magda Jachim, rzecznik prezydenta Sopotu. - Dodatkowe 10 tys. zł przeznaczyliśmy na projekt modernizacji, najprawdopodobniej w przyszłym roku schronisko czeka przebudowa.

W najgorszej sytuacji jest gdański Promyk, który jest jednostką budżetową miasta. Od stycznia Ministerstwo Finansów zakazało tego typu instytucjom przyjmowania pieniędzy. Darowizny można przekazywać tylko w formie rzeczowej.

- Będzie nam ciężko. Pieniądze ze zbiórek przeznaczaliśmy na specjalistyczne leki, karmę, budy czy zakup kojców. Przez ostatnie pięć lat na nasze konto wpłynęło ponad 263 tys. zł - wylicza Piotr Świniarski, kierownik gdańskiego schroniska.

W ciągu ostatnich dwóch lat miasto przyznawało Promykowi coraz mniejszy budżet.
- Jednak mimo planowanych cięć i tak schronisko z roku na rok, w związku z narastającymi potrzebami, otrzymywało coraz więcej środków. Prosiliśmy miasto o dodatkowe fundusze i nigdy nam nie odmawiano - mówi kierownik.

SKOMENTUJ: Czy miasta wystarczająco dbają o bezdomne czy bite zwierzęta?

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Magdalena

Wiadomo niektóre instytucje np. schroniska, robią co mogą ale niestety mają wciąż ograniczoną ilość pieniędzy, które otrzymują od Gminy czy Miasta. Wciąż słychać, że tych pieniędzy na wszystko brakuje. Fundacje które powstają czy też np. OTOZ utrzymują się jedynie dzięki sponsorom prywatnych ludzi/firm, a tych pieniędzy nie jest wcale dużo . Moim zdaniem powinny powstać profesjonalne jednostki policji dla zwierząt, które w całości opłacane byłby przez Miasta czy też Gminy,tak jak jest to w przypadku np. straży miejskiej.

Ewa

Z Gdańskiej Oruni - egzekutor wojewody wyprowadził wszystkie lisy i norki na inną fermę, natomiast koty pozostały i nikt nie zadbał o ich przeniesienie.
Podczas egzekucji przy komorniku była obecna przedstawicielka OTOZ.
Obecnie z moich okien bloku gdzie mieszkam w sąsiedztwie budowy widzę jak te koty błąkają się po placu budowy MTM ( a jest ich sporo) a pracownicy na nich polują i przeganiają.
Po co więc podczas egzekucji była przedstawicielka OTOZ? Co nadzorowała?
Kto za to poniesie obecnie odpowiedzialność! Co teraz zrobi OTOZ?