Gdańsk: Lekarze przeprowadzili niezwykłą transplantację

Jolanta Gromadzka- Anzelewicz
Krzysztof z mamą Urszulą przebywają jeszcze w szpitalu
Krzysztof z mamą Urszulą przebywają jeszcze w szpitalu Tomasz Bołt
Z ulotki, która przypadkowo wpadła mu w ręce w słupskiej stacji dializ, dowiedział się, że może zostać dawcą nerki dla spokrewnionej osoby i nie dozna z tego powodu uszczerbku na zdrowiu.

Nie mówiąc nic nikomu, zgłosił się do szpitala, przeszedł wszystkie badania. A potem dzień w dzień wydzwaniał do kliniki w Gdańsku, pytając o termin transplantacji. W końcu dopiął swego.

Przed tygodniem 30-letni Krzysztof Kozina z Ustki oddał nerkę swojej ciężko chorej matce. Lekarze z Kliniki Nefrologii, Transplantologii i Chorób Wewnętrznych Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego zgodnie twierdzą - to niezwykły dowód prawdziwej rodzinnej miłości. W Polsce wciąż wyjątkowy. I choć transplantacje nerek w Gdańsku przeprowadza się od blisko 30 lat, takiego przeszczepu na Pomorzu dotąd nie było.

O tym, że jej nerki powoli niszczy przewlekła choroba matka Krzysztofa, Urszula wiedziała od kilku lat. Nie przypuszczała jednak, że tak szybko całkowicie odmówią pracy.

- Zaczęły jej puchnąć nogi, zrobiła się żółta - opowiada Krzysztof. Słupscy lekarze rozpoznali skrajną niewydolność nerek. W kwietniu ub. roku 49-letnia kobieta rozpoczęła hemodializy. Trzy razy w tygodniu po pięć godzin spędzała podłączona do maszyny. Bardzo źle je znosiła. Wciąż pojawiały się jakieś komplikacje. Najbliżsi nie mogli patrzeć, jak się męczy. Byli jednak bezradni. Pani Urszula została zakwalifikowana do transplantacji, jednak ze względu na rzadką grupę krwi - B Rh minus - miała małe szanse, by szybko znalazł się dla niej dawca.

- Nadzieja wstąpiła we mnie, gdy dowiedziałem się, że mogę oddać mamie jedną nerkę , bo druga w pełni wystarczy mi do końca życia - przyznaje Krzysztof. Jego żona Monika w pełni zaakceptowała ten pomysł. Jednak pani Urszula nawet słyszeć o tym nie chciała. Krzysztof zgłosił się więc na badania po kryjomu. Trwały kilka miesięcy, były bardzo szczegółowe.

- Musieliśmy wykluczyć jakiekolwiek ryzyko grożące Krzysztofowi - tłumaczy prof. dr hab. Alicja Dębska-Ślizień, ordynator oddziału transplantacyjnego Kliniki Nefrologii, Transplantologii i Chorób Wewnętrznych w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym. - Podstawową zasadą w tego rodzaju przeszczepach jest - nie szkodzić jednemu człowiekowi, by zrobić coś dobrego dla drugiego. Sito jest gęste. Na czterech potencjalnych dawców, kwalifikowany jest jeden. Na szczęście Krzysztof wszystkie testy przeszedł pozytywnie. Potem długo walczył, by przekonać matkę. W końcu się zgodziła. Mieszkają razem pod jednym dachem. Pani Urszula ubóstwia swoją czteroletnią wnuczkę. W drodze jest drugie dziecko. Mama Krzysztofa marzy, by również nim się zająć.

Kilka kolejnych miesięcy zajęło lekarzom przygotowanie pacjentki do przeszczepu.

- Potem Krzysztof zaczął wręcz gnębić nas telefonami - z uśmiechem wspomina prof. Dębska- Ślizień. - Akurat na oddziale był tłok, bo chirurdzy przeszczepiali po cztery nerki dziennie od zmarłych dawców. Tymczasem transplantacja od żywego dawcy to podwójny ładunek stresu. Boimy się nie tylko o biorcę, ale i dawcę.

Rano 18 sierpnia Krzysztof i jego mama pojechali na blok operacyjny szpitala uniwersyteckiego przy ul. Dębinki. Pobraną od Krzysztofa nerkę gdański chirurg transplantolog, dr hab. med. Dariusz Zadrożny, wszczepił pani Urszuli. Po zabiegu oboje trafili na tę samą salę. Dochodzą do zdrowia.

- Ofiarowałem coś najbliższej osobie, ale przy tej okazji dowiedziałem się, że jestem absolutnie zdrowy - cieszy się Krzysztof. - Jako dawca będę teraz szczegółowo badany co roku. Dzięki temu, każdą ewentualną chorobę lekarze wykryją u mnie prędko.

Bardzo popularne choćby w Skandynawii przeszczepy rodzinne w naszym kraju wciąż należą do rzadkości. Na 80 transplantacji wykonanych w gdańskim ośrodku w tym roku, rodzinny przeszczep jest dopiero drugi. Częściej nerkę oddają choremu dziecku rodzice. Odwrotnie - niezwykle rzadko.

- Tymczasem badania przeprowadzone na świecie wykazują, że dawca nerki żyje znacznie dłużej od reszty populacji - twierdzi prof. Alicja Dębska-Ślizień. To może paradoks, ale dawca nerki jest superzdrowy. Może to zachęci Polaków do takiej pomocy swoim bliskim.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie