Gdańsk jest miastem mogił

Dorota AbramowiczZaktualizowano 
W kościele św. Józefa przy ul. Elżbietańskiej 27 marca 1945 r.  pijani Rosjanie spalili mężczyzn, kobiety i dzieci
W kościele św. Józefa przy ul. Elżbietańskiej 27 marca 1945 r. pijani Rosjanie spalili mężczyzn, kobiety i dzieci Mateusz Ochocki
Dora Schirmer z Niemiec napisała do redakcji list o tym, że w czasie wojny poznała żołnierza, który - jak się dowiedziała później - zginął. Podjęliśmy próbę poszukiwania grobu młodego Niemca w Gdańsku, gdzie jest wiele anonimowych grobów.

Dora Schirmer z Niemiec pisze: "W czasie wojny poznałyśmy młodego wojskowego, był skoszarowany w starej barakowej szkole na Chełmie. Pewnego dnia przyszedł pod nasze okno i powiedział, że przenoszą go na Kolonię Anielinki. Po wojnie poznałyśmy młode mieszkanki Anielinek, powiedziały nam, że ten młody żołnierz zginął i one go pochowały. Długo był tam grób, ale zbudowano dom i grobu w ogrodzie nie ma. Czy go wykopano? Więcej ludzi tam zginęło, ale my znaliśmy tylko jego. W szkole na Chełmie też zginęli żołnierze, jako dziecko to widziałam, gdzie są pochowani?".

Dora w 1945 r. miała niespełna siedem lat i imienia żołnierza nie pamięta. Szukała śladów grobu już wcześniej. List do gazety to ostatnia próba. Jednak szanse na odkrycie miejsca pochówku młodego żołnierza są niewielkie. Bo Gdańsk to miasto mogił.

- Anonimowych grobów jest masa. Ostatnio zająłem się nieco tymi anonimowymi i to dużymi, takie echo odnalezienia grobu w Malborku. Oczywiście tych anonimowych, a pojedynczych, jest dużo więcej - twierdzi Aleksander Masłowski, przewodnik i pasjonat Gdańska, twórca internetowej Akademii Rzygaczy.

Potwierdzają to historycy, choć mają problem z podaniem liczby wojennych ofiar.

- Co jakiś czas otrzymujemy zgłoszenia o odkopaniu ludzkich szczątków - przyznaje Marcin Tymiński, rzecznik wojewódzkiego konserwatora zabytków. - Masowy grób odkopano przy stawianiu na ul. Smoluchowskiego nowego gmachu dla gdańskiej Akademii Medycznej. Początkowo podejrzewano, że spoczywa tam kilkanaście ciał. Teraz wiadomo, że było ich co najmniej kilkaset. I, podobnie jak w Malborku, nie znaleziono przy nich ani resztek odzieży, ani dokumentów, ani nawet guzików. - Byliśmy w kontakcie z prokuraturą z Wrzeszcza, kości trafiły do Zakładu Medycyny Sądowej - informuje Marek Langowski, kanclerz gdańskiej Akademii Medycznej. - Prawdopodobnie byli to pacjenci szpitala z ostatnich dni wojny, pogrzebani w dawnym ogrodzie.

Prokuratura umorzyła śledztwo. Akademia Medyczna zleciła Zarządowi Dróg i Zieleni pochowanie szczątków na własny koszt.

- Zadecydowaliśmy, że kości zostaną złożone w drewnianych skrzyniach - twierdzi kanclerz AMG. - Kosztowało nas to kilkanaście tysięcy złotych, ale człowieka nie można przecież pochować w workach.
Ostatnio na terenie AMG rozpoczęto budowę pawilonu dla potrzeb Zakładu Medycyny Nuklearnej na placu, gdzie parkowały do tej pory samochody lekarzy i pacjentów. Kanclerz Langowski ma nadzieję, że nikt pod ziemią nie spoczywa. - Stał tam od kilkudziesięciu lat pawilon, nie powinno być niespodzianek - mówi.

Duże groby znajdowano także w centrum Gdańska (w pobliżu ul. Toruńskiej), pod boiskiem jednej ze szkół we Wrzeszczu, w Oliwie, gdzie toczyły się w 1945 r. zacięte walki, a wcześniej mieścił się obóz dla jeńców radzieckich. Cmentarzem nadal jest rozciągające się po obu stronach alei Zwycięstwa Miasto Umarłych. Chociaż w latach 1968-1972 wyeksmitowano z tego miejsca dziesięć tysięcy grobów, pod trawą mogą jeszcze leżeć ludzkie kości. Podobnie jest z parkiem rozciągającym się powyżej Szpitala Kolejowego w Gdańsku.

Wspomnienia o miejscach tragicznej śmierci cywilnych ofiar wojny przechowują starzy gdańszczanie. W kościele św. Józefa przy ul. Elżbietańskiej 27 marca 1945 r. pijani Rosjanie spalili mężczyzn, kobiety i dzieci. Dziś wspomina ich stojący w świątyni pomnik. Kilkaset metrów dalej doszło do kolejnej tragedii.

- Tam, gdzie teraz rozstawiają swoje stragany kwiaciarki przy Hali Targowej, mieścił się potężny, podziemny schron - opowiada urodzony w Gdańsku Piotr. - Dziesiątki gdańszczan szukały tam ratunku przed bombardowaniami. Jedna z bomb tam padła, uszkodziła ściany. Podziemne wody wdarły się do schronu. Wszyscy się potopili. Część ciał wyciągnięto po wojnie.

O wielu odkrytych już grobach nie wie ani policja, ani konserwator. Bo to kłopot. Adam, pracownik jednej z firm budowlanych, z niechęcią wspomina problemy wynikające ze znalezienia masowej mogiły w centrum miasta.

- Zawiadomiliśmy policję, był prokurator, konserwator zabytków, sami musieliśmy pakować kości do worów foliowych - mówi. - Oczywiście nikt nawet nie wspomniał o rękawicach, jakie oglądamy na filmach. Ludzie pracowali w zwykłych rękawicach roboczych. Przerwa w prowadzeniu robót, wykopywanie zwłok, to koszty wykonawcy. I to niemałe. Wiem jedno - każdy kierownik budowy, który znajdzie jakiekolwiek kości, natychmiast je zakopuje, by nie przerwano mu prac.

I co odpowiedzieć Dorze Schirmer, która szuka zaginionej mogiły nieznanego z imienia żołnierza?

polecane: FLESZ: Niebawem zmiana czasu, jedna z ostatnich

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie