Gdańsk dyskutuje z biznesmenem, a ludzie czekają na mieszkania

Kamila GrzenkowskaZaktualizowano 
Katarzyna Wanad jest zrozpaczona, bo liczyła na przeprowadzkę do porządnego mieszkania Grzegorz Mehring
Gdański biznesmen, Maciej Grabski, wybudował w rodzinnym mieście 221 mieszkań socjalnych - w zamian miał otrzymać grunt przy hali Olivii pod budowę nowoczesnego centrum biurowego. Do podpisania umowy jednak nie doszło.

Wszystko przez mały budynek, który stoi przy Olivii, i przez podatek VAT. Biznesmen nie może się porozumieć z miastem, a cierpią osoby, którym obiecano nowe lokum.

- Obecnie mieszkania przy ulicy Ubocze 24 nie należą do miasta, bo nie podpisaliśmy umowy - mówi Antoni Pawlak, rzecznik prezydenta Gdańska. - Dlatego mieszkańcy nie mogą się tam wprowadzić. Na nowe lokale socjalne, wybudowane między innymi na Oruni, od kilku miesięcy czeka ponad 200 rodzin.

Większość z nich żyje w fatalnych warunkach. Ich obecne mieszkania to na ogół niszczejące rudery z popękanymi ścianami, w których remonty nie były prowadzone od kilkunastu lat.

Tak jest, na przykład, w lokalach socjalnych przy ul. Wilków Morskich w Nowym Porcie. Większość tutejszych mieszkańców miała się przeprowadzić do nowego budynku na Oruni.

- Tu nie ma godnych warunków do mieszkania. Większość budynków jest przeznaczona do rozbiórki od ponad 30 lat... - opowiada pani Halina. - Bardzo liczyłam na mieszkanie na Oruni. W urzędzie powiedzieli mi, że będzie można się wprowadzać już przed świętami Bożego Narodzenia, więc nie zamawiałam dużo węgla na zimę... Nie wiem, co ja teraz zrobię. Nie mam pieniędzy, żeby teraz go kupić, a został jeszcze cały luty i marzec. Będę marzła...

Nikt oficjalnie nie poinformował jej, że musi pozostać w dotychczasowym lokum.
O opóźnieniach wiedzą natomiast mieszkańcy starego Wrzeszcza.

- Mieszkam w budynku przy ulicy Traugutta, który jest przeznaczony do rozbiórki. Jest w fatalnym stanie. Pękają ściany, odpada tynk... - wylicza Katarzyna Wanad. - Najgorsze jest to, że w mieszkaniach panuje wilgoć, a ściany są zagrzybione.

W 2001 roku mieszkańcy budynku poprosili sanepid o sprawdzenie, czy grzyb, który rozprzestrzenia się na ścianach, nie zagraża ich zdrowiu. Okazało się, że norma została przekroczona prawie pięciokrotnie.

- To było kilka lat temu, a od tamtego czasu wiele się zmieniło. Jest coraz gorzej - opowiada pani Wanad. - Mój syn choruje na astmę. Praktycznie każdego dnia ma duszności. Lekarz powiedział mi, że póki nie wyprowadzimy się z tak wilgotnego miejsca, moje dziecko będzie musiało brać lekarstwa codziennie.

Sąsiadka pani Katarzyny ma problemy ze stawami.
- Ciągle puchną mi kolana. Kiedy zrobiłam sobie badania, powiedziano mi, że będę chorować, póki będę przebywać w takich warunkach - mówi Małgorzata Broniec.
Na ścianie w kuchni pani Małgorzaty widać ślady po pełzających ślimakach. Meble odstawione od ściany są mokre i gniją. W mieszkaniu panuje zaduch i nieprzyjemny zapach. Wiosną i latem lokatorzy wietrzą pomieszczenia przez cały dzień.

- Zimą bez odświeżaczy powietrza nie wytrzymalibyśmy - tłumaczy Katarzyna Wanad.

Prawdziwym absurdem, zdaniem mieszkańców, jest fakt, że mieszkania socjalne nie miały toalet.

- W tych drewnianych budach na zewnątrz mieliśmy się załatwiać. Mamy XXI wiek, a gdańscy urzędnicy powiedzieli nam, że i tak mamy dobre warunki... Szkoda, że nie widzieli szczurów, które się tam gnieżdżą! - denerwuje się pani Broniec.

Lokatorzy wzięli kredyty i wyremontowali mieszkania na własny koszt. Zaadaptowali toalety, odnowili ściany, ale wilgoci nie są w stanie się pozbyć.

- To fakt. Lokale, jakie otrzymujemy z odzysku (np. w wyniku śmierci lokatora lub jego wyprowadzki), są w złym stanie. Zanim oddamy je do użytkowania kolejnym osobom, przeprowadzamy niezbędne remonty, aby podnieść w pewnym stopniu ich standard - tłumaczy Tadeusz Piotrowski, rzecznik Gdańskiego Zarządu Nieruchomości Komunalnych. Mieszkańcy twierdzą jednak, że większość remontów to fuszerki - aby szybko i tanio.
W Gdańsku mieszka ponad 3 tys. osób oczekujących na mieszkanie socjalne, w tym ponad 700, którym zostały przyznane lokale na podstawie wyroków sądowych. Kolejka długa, podobnie jak okres oczekiwania na nowe lokum. 10 lat to minimum.

- Dlatego też mieszkania wybudowane przez Macieja Grabskiego załatwiłyby w pewien sposób ten problem społeczny - podkreśla Antoni Pawlak. - Miasto chce rozwiązać ten problem. Mam nadzieję, że się uda.

We wtorek po południu zbiera się miejska Komisja Polityki Gospodarczej.

- Chcemy, aby przedstawiciele Wydziału Skarbu Miasta wyjaśnili nam dokładnie, o co chodzi w tym konflikcie. Później będziemy z tego wyciągać wnioski - wyjaśnia Piotr Dzik, gdański radny.

Maciej Grabski przekazał miastu w sumie 221 mieszkań, w pięciu miejscach Gdańska.
Najwięcej z nich, bo 164, znajduje się przy ulicy Ubocze na Oruni. Mieszkania znajdują się także w trzech budynkach przy ulicy Czermińskiego, a także w jednym przy ulicy Guderskiego (w Kowalach).
Najmniejsze lokale to ponad 30-metrowe kawalerki, zaś największe mieszkania mają nawet po 64 metry kwadratowe i cztery pokoje.

Mieszkania są już częściowo urządzone. Na podłogach w pokojach są panele, a w kuchni i łazience - kafelki. Łazienki wyposażono w podstawową armaturę, a więc wannę, umywalkę i WC, natomiast w kuchniach zamontowano szafki ze zlewozmywakiem i kuchenki elektryczne.
Pomarańczowoczerwony budynek przy ul. Ubocze 24 jest monitorowany przez przez całą dobę.

Jeszcze nie tracę nadziei

Rozmowa z Maciejem Lisickim, wiceprezydentem Gdańska

Czy naprawdę nie można nic zrobić w sprawie mieszkań zbudowanych przez pana Grabskiego?

Ja nie tracę nadziei. Absurdem byłoby, żeby już wybudowane lokale stały puste. Mam nadzieję, że uda nam się porozumieć z panem Grabskim. Może miasto będzie mogło odkupić mieszkania, między innymi przy ulicy Ubocze 24. Wszystko zależy od ceny.

A jeśli nie dojdzie do porozumienia?

Bierzemy to pod uwagę. Miasto nie siedzi jednak z założonymi rękami. Obecnie na Oruni Górnej budowanych jest 150 mieszkań socjalnych przez Gdańską Infrastrukturę Społeczną, która jest spółką miasta Gdańska. Mieszkania powinny być gotowe we wrześniu.

Wśród niedoszłych mieszkańców pojawiły się głosy, że podpisywali oni kilka miesięcy temu wstępną umowę, w której wyrażali zgodę na przyjęcie nowego mieszkania.

Ale to nie były umowy najmu. Były to wstępne informacje o tym, że wyznaczone osoby mogą się spodziewać w najbliższym czasie, że otrzymają nowe mieszkanie. Dotyczy to około 20 rodzin.

Większość oczekujących osób i tak się nie załapie na nowe lokum...

W Gdańsku mamy też naturalny odzysk mieszkań socjalnych (na przykład kiedy lokator wyprowadzi się lub umrze). W ten sposób zyskujemy około 200 lokali rocznie, które przekazujemy kolejnym mieszkańcom.

polecane: Dzwonią do Ciebie te numery? Nie odbieraj!

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

j
jozef

adamowicza na zbyty pysk wywalic albo wsadzic na sile w takim mieszkaniu niech pomieszka dwa lata moze w koncu po rozum do glowy przyjdzie ja sie wstydze takiego prezydeta nie mozna do niego sie dostac to dopiero jest gosciu obywatela ma w du to jest podziekowanie za glosowanie

a
antyadamowicz

Czy nie najwyższa pora zmienić Prezydenta, który na pewno nie mieszka w zagrzybionym mieszkaniu !!!

Dodaj ogłoszenie