Gdańsk: Chory czekał na pomoc pod szpitalem 15 minut

Tomasz Słomczyński
Karetka przyjechała na miejsce po 15 minutach od upadku
Karetka przyjechała na miejsce po 15 minutach od upadku Grzegorz Mehring
Udostępnij:
Godzina 10.50, w Gdańsku na ul. Nowe Ogrody na chodnik upada mężczyzna. Wymachuje rękami, jego ciałem wstrząsają drgawki. Zsuwa się do 1,5-metrowego dołu wykopanego przez remontujących drogę budowlańców. Nie może się stamtąd wydostać. Cały czas ma drgawki. Zatrzymują się przechodnie.

Ktoś schodzi do dołu, osłania głowę chorego, uspokaja. Do szpitala jest stamtąd około 50 metrów, trzeba przejść przez zakorkowaną ulicę, by się znaleźć w Pomorskim Centrum Traumatologii. Pan Janusz, świadek zdarzenia, podbiegł do stojącej w korku karetki pogotowia.

- Podbiegłem , wołam: "człowiek tam leży, pomóżcie!". Co mi odpowiedzieli? Że nie przyjadą, a w zasadzie - nie podjadą, bo mieli najwyżej kilkanaście metrów. "Dlaczego?" - pytam. Bo nie mają zlecenia - odpowiedzieli.

Pan Janusz pobiegł do szpitala, na Szpitalny Oddział Ratunkowy. Krzyczał, że trzeba biec do chorego leżącego na chodniku. - Nie ma takiej możliwości, żeby teraz lekarz wyszedł do chorego - usłyszał od pielęgniarki. - Niech pan dzwoni na 999 - poradziła.

Pan Janusz zadzwonił na pogotowie, dzwonili też inni przechodnie. Machali również na przejeżdżające w tym miejscu liczne karetki pogotowia. Bez skutku. Erka przyjechała o godz. 11.05, po około 15 minutach do upadku chorego człowieka.

O zdarzenie zapytaliśmy p.o. kierownika SOR w Pomorskim Centrum Traumatologii, dr. Grzegorza Farana. - Miałem wówczas dyżur, przyjmowałem pacjenta - mówi dr. - Byliśmy gotowi do udzielenia pomocy, żeby wsiąść w karetkę i przejechać na drugą stronę ulicy. Pielęgniarka sprawdziła, czy pogotowie już jedzie, okazało się, że tak.

- Człowiek chce pomóc leżącemu na chodniku choremu, a tu nie ma szansy... Odbiłem się od nich jak od ściany. Poczułem się bezradny, nie mogłem zrozumieć, dlaczego nikt nie chce pomóc... - mówi pan Janusz.

- Jeżeli ten pan odniósł wrażenie, że nas nie interesuje los poszkodowanego, chcę zapewnić, że tak nie jest. Pomimo złego wrażenia, jakie mogliśmy sprawić, działania zmierzające do udzielenia pomocy zostały podjęte - mówi dr Faran.

- Ja odniosłem wrażenie, że nikogo w szpitalu nie obchodził los tego człowieka - ocenia pan Janusz.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

s
steppenwolf
głupoty opowiadacie. Perosnel szpitala ma się zajmować pacjentami w szpitalu . Karetka mogła realizować wezwanie do innego pacjenta np. z zawałem. Mają wszystko rzucić i lecieć? Dopiero wtedy prokurator mógłby im postawić zarzuty.
Y
Yoshi
dopoki karetki beda jezdzily i zbieraly zaszczanych pijakow. bo ktos nie zna umiaru a potem wszyscy musza latac wokol takiego pijusa, bo potrzebuje pomocy. i dlatego nie ma potem wolnych lekarzy dla normalnych ludzi. i bardzo dobrze dopoki bedzie leczyc pijusow dopoty nie bedzie pomocy dla innych. skonczmy wreszcie z tym milosierdziem dla patologii, bo po prostu nas na to nie stac.
r
rb
pielęgniarek..... Tym powinien zająć się prokurator. W KK jest odpowiedni artykuł
K
KRYSTYNA
PRZECIEŻ TO STANDARD WŚRÓD SŁUŻBY ZDROWIA!
t
tomaz
To sie w pale nie miesci ze jest taka znieczulica,wsrud nas,ze jeszcze to co sie stalo bylo przed szpitalem,ten kto byl na dyrzuze powinien byc odpowiedzialny za brak interwenci.Duze dzieki dla pana Janusza za jego wspaniale serce.
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie