Gdańsk: Brakuje pieniędzy na badania aparatem PET

Jolanta Gromadzka-Anzelewicz
Zakup PET kosztował podatników około 10 mln zł, a aparat pracuje tylko na 25 proc. swoich możliwości
Zakup PET kosztował podatników około 10 mln zł, a aparat pracuje tylko na 25 proc. swoich możliwości Grzegorz Mehring
Dosłownie w ostatniej chwili Ewa Książek-Bator, dyrektor Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku, wstrzymała zamknięcie jedynej w regionie pracowni PET, której od dawna brakuje pieniędzy na funkcjonowanie. Decyzja w tej sprawie była już na papierze, gdy z pomorskiego NFZ przyszła wiadomość o przyznaniu pracowni dodatkowych środków na około 44 badania.

Od połowy roku pracownia PET czynna była zaledwie dwa razy w miesiącu, w październiku ma szansę pracować raz na 30 dni. Dyrektor Książek-Bator nie wyklucza, że w listopadzie i grudniu wart 10 mln zł aparat PET będzie musiał stać bezczynnie.

- Już z końcem sierpnia tego roku pracownia PET przekroczyła kontrakt z NFZ o ponad 706 tys. złotych - tłumaczy Ewa Książek-Bator. - Oznacza to, że wykonała dodatkowo 157 badań, za które pomorski NFZ szpitalowi nie zapłaci. Gdybym odjęła od tej liczby te 44 dodatkowo przyznane badania, finansowa strata z tego tytułu byłaby mniejsza. Nie mam jednak sumienia odmawiać chorym, głównie na raka, tego badania. Gdyby nie pomoc uczelni, ponoszącej koszty administrowania budynkiem, w którym stoi PET, oraz amortyzacji sprzętu, przy tak mizernym finansowaniu przez pomorski NFZ pracownia PET w ogóle nie powinna działać.

Gdańsk: Aparat PET za 10 mln będzie stał niewykorzystany

- Przyznany na ten rok kontrakt na 520 badań był najniższy w kraju - mówi dr Grzegorz Romanowicz, kierownik pracowni PET.

Pozostałe pracownie, a jest ich w Polsce 14, dostały z funduszu umowy na minimum 1200 -1500 badań. Macierzyste oddziały NFZ dodają im tyle pieniędzy, ile potrzebują. Z wyjątkiem oddziału NFZ w Gdańsku, który po wielu protestach i monitach zgodził się sfinansować dodatkowo najpierw 29, a teraz jeszcze 44 badania. To jednak kropla w morzu potrzeb.

- Nieludzkie jest wybierać pilniejszych chorych, gdy wszyscy są pilni - tłumaczy dr Romanowicz. - Jak przesunąć na dalszy termin pacjenta z chłoniakiem, jeżeli tylko PET może pokazać, czy wybrana przez lekarzy terapia jest skuteczna? Jak odmówić choremu z zaawansowanym rakiem badania, które niezbędne jest przy planowaniu radioterapii? O tym, jak pilne jest badanie, decyduje lekarz prowadzący. Często jednak i takiego chorego nie da się zbadać w Gdańsku i musi jechać do Bydgoszczy, Olsztyna czy Warszawy. Do pracowni PET trzeba się zgłosić na czczo, wcześnie rano, chorzy wybierają więc miasto, w którym mają jakąś rodzinę, u której da się przenocować.

- Przyglądamy się sytuacji w pracowni PET. Jak będzie potrzeba, to pieniędzy dodamy - deklaruje Mariusz Szymański, rzecznik prasowy PO NFZ.

Lech Wałęsa przeszedł badanie aparatem PET

PET, czyli pozytronowa tomografia emisyjna, to najbardziej zaawansowana technika medycyny nuklearnej. W około 93 proc. przypadków wykorzystywany jest na potrzeby pacjentów z chorobami nowotworowymi, w 5 proc. - kardiologicznymi i 2 proc. - w neurologii.

To, że Pomorze doczekało się wreszcie aparatu PET, zawdzięcza przede wszystkim władzom Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, które dołożyły do tej inwestycji ponad 3,5 mln zł. 8 mln zł z Narodowego Programu Zwalczania Chorób Nowotworowych dało Ministerstwo Zdrowia.
Z prof. dr. hab. Januszem Morysiem,rektorem Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, rozmawia Jolanta Gromadzka-Anzelewicz

Dyrektor UCK rozważa zamknięcie pracowni PET do końca roku. To dziwne?

Ależ dyrektor szpitala nie ma w tej sytuacji innego wyboru. Jeśli płatnik, czyli pomorski NFZ, nie płaci za nadwykonania, a kontrakt, który był wręcz symbolicznej wielkości, dawno został wyczerpany, nie mogę wymagać od dyrektora, by postąpił inaczej, bo zmuszałbym go do niegospodarności. Jeżeli fundusz nie widzi problemu, to znaczy, że świadomie skazuje chorych, szczególnie onkologicznych, na niewłaściwe leczenie.

Pomorze: Superaparat diagnostyczny PET gotowy do pracy i walki z rakiem

Pomorze przez wiele lat starało się o aparat PET. A może pomorski NFZ o tym nie wiedział?
Wiedział, i to doskonale. Gdy Pomorze nie miało aparatu PET, ciężko chorzy musieli jeździć na badania do Bydgoszczy. Teraz aparat jest w Gdańsku, a pacjenci z naszego regionu znów zmuszani są do podróży do Bydgoszczy. Wielu chorych rezygnuje z tego badania, bo na wyjazd do Bydgoszczy ich po prostu nie stać finansowo. Najbardziej kuriozalne jest to, że pomorski NFZ i tak będzie musiał za badania Pomorzan w Bydgoszczy zapłacić w ramach tak zwanej migracji.

Z tego, co udało mi się ustalić, inne ośrodki PET w kraju dostały o wiele większe kontrakty...
Tym bardziej niezrozumiałe jest dla mnie, że pomorski NFZ skazuje chorych z naszego regionu na ogromny stres oraz koszty. Pacjenci z Pomorza są przez NFZ dyskryminowani.

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Dodaj ogłoszenie