Gaston Sangoy z Arki Gdynia, czyli strzelec wyborowy

Patryk Kurkowski
Strzelił gola Legii Warszawa w Lidze Europy. Wymusił czerwoną kartkę na Bartoszu Bereszyńskim, przez którą później mistrzowie Polski zostali ukarani walkowerem w dwumeczu z Celtikiem Glasgow i odpadli z walki o Ligę Mistrzów. Na Cyprze był podopiecznym Thomasa von Heesena, byłego trenera Lechii Gdańsk. Zagrał w meczu, który przekreślił szanse Realu Madryt na mistrzostwo i przerwał rewelacyjną serię Jose Mourinho. Wreszcie w Izraelu grał w piłkę, gdy zaledwie 20 kilometrów od siedziby klubu trwała wojna.

Sangoy zyskał sławę za sprawą fantastycznych występów w Apollonie Limassol, z którym rywalizował chociażby w Lidze Europy. Argentyńczyk wciąż jest żywą legendą klubu, dla którego - w różnych rozgrywkach - zdobył łącznie aż 78 goli w 121 meczach. "El Toro" (Byk) bądź też "Loco" (Szalony) imponował skutecznością. Został zresztą królem strzelców ligi cypryjskiej (w sezonie 2013/14) i zdobył Puchar Cypru. Swego czasu jego trenerem był Thomas von Heesen, jeszcze trzy miesiące temu związany z Lechią Gdańsk.

Z Polską łączy go znacznie więcej. 31-letni piłkarz zalazł za skórę Legii Warszawa. W jednym z meczów Ligi Europy strzelił gola na wagę zwycięstwa, innym razem wymusił czerwoną kartkę na Bartoszu Bereszyńskim (sam też ją otrzymał), która okazała się brzemienna w skutkach. To przez nią mistrzowie Polski zostali ukarani przez UEFA walkowerem w starciu z Celtikiem Glasgow, wskutek czego odpadli z eliminacji Ligi Mistrzów.

- Na Cyprze był gwiazdą ligi. O niego się pytało i o nim się sporo mówiło. Widziałem sporo jego meczów i to na pewno nie jest napastnik w rozumieniu klasycznej dziewiątki. To raczej zawodnik, który z lewego skrzydła schodzi do środka, gra dynamiczne. Ma potężne uderzenie, znakomicie wykonuje stałe fragmenty gry. W tym elemencie ma ogromny wachlarz możliwości - powiedział nam Łukasz Gikiewicz, który w przeszłości grał w Omonii Nikozja i AEL-u Limassol.

- Gaston nie będzie prowadził piłki, lecz zejdzie do środka i uderzy z daleka. Ludzie się dziwią, że on strzela, ale kto nie ryzykuje, ten nie strzela. Czasami strzelał z takich pozycji, że nikt nie mógł sobie tego wyobrazić, a on nie tylko uderzał, ale zdobywał gole - podkreślił Gikiewicz.

Jeszcze zanim przeniósł się na Cypr, zaliczył krótki, lecz raczej nieudany epizod w Izraelu. "El Toro" trafił nawet do Maccabi Tel Awiw, ale po zaledwie jednym treningu zrezygnowano z jego usług. Uznano, że piłkarz ma problemy z nadwagą. Niedługo później został zawodnikiem Hapoelu Ashkelonu, który borykał się z problemami finansowymi. Gdyby nawet ich nie było, to mało prawdopodobne, aby Sangoy zrezygnował z oferty Apollonu.

- Chciałem żyć w pokoju. Tego nie doświadczyłem w Izraelu, bo moja drużyna grała dwadzieścia kilometrów od Strefy Gazy, co było niebezpieczne - przyznał Sangoy, który chyba nie spodziewał się, jak prorocze będą jego słowa. Niedługo po odejściu Argentyńczyka na Ashkelon spadła bomba, która zniszczyła ośrodek treningowy.

W pewnym momencie wychowanek Boca Juniors znalazł się na celowniku angielskich klubów, które bacznie obserwowały jego strzeleckie poczynania. Mówiło się o zainteresowaniu ze strony Birmingham, Portsmouth, Wigan czy Wolverhamptonu, ale żadna konkretna oferta nie pojawiła się na stole.

Argentyńczyk przeniósł się za to do Sportingu Gijon, który prowadził długie i męczące negocjacje z klubem z Limassolu. Ostatecznie przeszedł za 800 tysięcy euro (ponad 3 miliony złotych). Z hiszpańską drużyną grał w Primera Division i Segunda Division.

Na drugiej stronie o przerwaniu passy Mourinho i pobycie w Katarze

Największym sukcesem było utarcie nosa Realowi Madryt oraz Jose Mourinho. W sezonie 2010/11 Sporting wygrał na Santiago Bernabeu z "Królewskimi" 1:0. Wówczas zespół "The Special One" praktycznie stracił szanse na mistrzostwo. Co więcej, została przerwana nieziemska seria Mourinho, który przez dziewięć lat był niepokonany w domowych meczach. Sangoy we wspomnianym starciu gola nie zdobył, ale pojawił się na ostatni kwadrans. Trzy minuty później Rojiblancos zdobyli bramkę.

- To było skromne osiągnięcie, ale dało nam mnóstwo radości. Wiedzieliśmy, że Jose Mourinho przez wiele lat nie doznał porażki. Przerwanie passy jednego z najlepszych trenerów na świecie to coś, co zapisało się w historii Sportingu i pamięci wszystkich piłkarzy - mówił kilka lat temu Sangoy.

Na Starym Kontynencie pojawił się jeszcze jako junior. W 2005 roku został wypożyczony z Boca Juniors, w którym brakowało dla niego miejsca, do Ajaxu Amsterdam, prowadzonego w owym czasie przez Louisa van Gaala.

- Posiada dobrą technikę, potrafi przytrzymać piłkę, świetnie broni jeden na jednego i ma świetnie podanie. Ma silny charakter - wymieniano wtedy jego atuty.

21-letni Sangoy nie zdołał się przebić do pierwszej drużyny, ale regularnie grał w rezerwach. Po sezonie odszedł i minęły dwa lata zanim ponownie pojawił się w Europie.

W tym czasie Sangoy próbował swoich sił w Peru. To właśnie tam dorobił się przydomku "El Toro", czyli Byk. Zdołał nawet zadebiutować w prestiżowym Copa Libertadores. W pięciu spotkaniach zdobył trzy gole. Dosłownie na chwilę zahaczył też o Kolumbię.

Przed rokiem wylądował w katarskim Al-Wakrah, gdzie nie zagrzał jednak długo miejsca. Limit obcokrajowców sprawił, że wladze klubu musiały z kogoś zrezygnować. Wybór padł na Sangoya, bo drużynie potrzebny był defensywny pomocnik.

- Sangoy daje spory wachlarz opcji, bo może grać jako w linii pomocy oraz jako napastnik. Do tego naprawdę świetnie wykonuje stałe fragmenty gry - rzuty rożne czy wolne. To profesjonalista. Nawet kiedy - z uwagi na limity obcokrajowców - został usunięty z listy, wciąż ciężko trenował. Poza tym jest otwartą osobą, która potrafi tworzyć dobrą atmosferę - przyznał Wojciech Ignatiuk, który pracuje właśnie w Al-Wakrah. Wcześniej był związany z Arką Gdynia.

Choć wszędzie podkreśla się, że jest wychowankiem Boca Juniors, to pierwsze kroki stawiał w innym klubie - Argentinos Juniors.

- To był bardzo miły etap w moim życiu. Byliśmy dzieci, bawiliśmy się kopiąc piłkę. Pamiętam jak wygraliśmy mistrzostwa, gdy graliśmy w finale przeciwko Paranie, z którą nigdy nie wygraliśmy, ale wtedy nam się udało. To niemożliwe, żeby zapomnieć takie rzeczy. Mam też kilku przyjaciół, którzy do tej pory grają - przyznał Sangoy, który trenował w tym zespole w latach 1989-1997. Dopiero potem trafił do Xeneizes.

Kilkanaście lat temu Sangoyowi przepowiadano jeszcze większą karierę, niż zdołał osiągnąć. Miał być drugim Gabrielem Batistutą, który jest zresztą jednym z jego idoli. Wcześniej uwielbiał Claudia Caniggię, argentyńskiego napastnika, który grał m.in. w Romie, Benfice Lizbona, Boca Juniors, River Plate czy Glasgow Rangers. 31-letni zawodnik nie zaszedł tak daleko, ale przecież nie wszystko jeszcze stracone.

Sangoy trafił do Arki, gdzie ma okazję się odbudować. Wprawdzie od października nie zagrał w żadnym oficjalnym spotkaniu (kontrakt z Al-Wakrah został rozwiązany nieco później), ale - jak zapewnia - solidnie trenował. Jeśli zdoła odzyskać choć część dawnego blasku, to może być niezwykle silnym ogniwem gdynian.

- Gaston przychodzi do Gdyni po to by odbudować formę, a nie na sportową emeryturę czy ze względów finansowych. Wierzę w to, że swoim profesjonalnym podejściem i wysokimi umiejętnościami będzie dobrym przykładem dla młodych zawodników oraz pomoże Arce w walce o Ekstraklasę - dodał Ignatiuk.

Trzeba jednak umieć wykorzystać jego atuty. Gdy zaczynał karierę był lewoskrzydłowym, dopiero z czasem przemianowano na napastnika. W tej roli nie zawsze się odnajdywał, w związku z czym pełnił też inne role. Zresztą wiele o nim mówi jego sylwetka.

- On nie będzie się bił z obrońcą. On nie ma sylwetki atlety. Wydaje się, że ma jakieś dwa, trzy kilogramy więcej niż powinien i wątpię, żeby teraz nagle się zmieniał. Taki po prostu jest. On będzie chciał piłkę do nogi, a nie żeby ją gonić. Dalekie podanie to nie do niego - podkreślił Gikiewicz.

Prywatnie Sangoy przyjaźnił się z Carlosem Tevezem, z którym razem trenował w Boca Junior i wybierał się na łowienie ryb. W związku z częstymi przeprowadzkami i tym, że żył samotnie, nauczył się gotować. Jego ulubionym alkoholem jest Fernet, czyli włoska wódka.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie