Galatasaray Stambuł - PGE Atom Trefl Sopot. Tylko dwa sety do raju

Rafał Rusiecki
Fot. Karolina Misztal / Polska Press
Siatkarki PGE Atomu Trefla w sobotę zagrają w Stambule o finał Pucharu CEV! Początek spotkania z Galatasaray Stambuł o godz. 16 polskiego czasu.

We wtorkowy wieczór w hali Ergo Arena nie brakowało pięknych momentów. Niewielu kibiców mogło się spodziewać, że atomówki wręcz zbiją Galatasaray. Wygrały przecież w imponującym stylu 3:0. A warto tutaj dodać, że turecka liga w kobiecej siatkówce uchodzi za najlepszą na świecie.

Huraoptymistyczne nastroje studzą jednak zawodniczki, a przede wszystkim trener Lorenzo Micelli. Włoch doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że Galatasaray w Stambule potrafi zaprezentować zupełnie inny poziom. Potwierdziły to inne mecze z tego sezonu Pucharu CEV. Drużyna Massimo Barboliniego odrabiała przecież straty z Dąbrowy Górniczej (przegrała tam 2:3). Rewanżowe spotkanie zakończyło się po trzech partiach i trwało raptem 68 minut. Jeszcze lepiej Galatasaray zagrał rewanż z Omiczką Omsk (na Syberii uległ 0:3). Najpierw wygrał 3:1, a później przypieczętował awans w tzw. złotym secie. Rozgrywany jest on na zasadach tie-breaka, więc nie ma tam miejsca na przestoje.

- Dla mnie drzwi zamknęły się po pierwszym meczu, którego nie będziemy roztrząsać - wyjaśnia Lorenzo Micelli, trener PGE Atomu Trefla Sopot. #- Znamy potencjał Galatasaray. Wierzę, że możemy się przygotować i zagrać o zwycięstwo. Nie może być półśrodków. Drużyna ze Stambułu u siebie gra zupełnie inaczej, jest bardziej pewna swego. Musimy zagrać tam jak w finale. Cieszę się, że w pierwszym spotkaniu nie straciliśmy nawet seta, ale nie uważam, że mamy zdecydowaną przewagę.

Spokojny po pierwszym meczu w Ergo Arenie był także, przymierzany do prowadzenia kobiecej reprezentacji Polski, Massimo Barbolini.

- Nie zostało nam zbyt dużo czasu na zmiany, ale u siebie musimy zagrać lepiej - mówił włoski szkoleniowiec Galatasarayu. - Pamiętamy doskonale, co działo się przy okazji dwumeczu z Omiczką Omsk. Dla nas będzie teraz ciężej. Drużyna z Sopotu to zupełnie inny zespół. Po wygranej 3:0 ciężko odmienić los rywalizacji, ale uważam, że wszystko rozstrzygnie się i tak w sobotę.
Dlaczego atomówkom poszło tak łatwo w pierwszym meczu? - Gamze Alikaya, rozgrywająca Galatasarayu, to bardzo młoda zawodniczka [ma 22 lata - przyp. aut.] - tłumaczy Micelli, który przez cztery sezony prowadził Eczacibasi Stambuł. - Pod presją nie potrafi jeszcze dokładnie rozegrać piłki, a chybione centymetry decydują o skuteczności skrzydłowych.

O wygraną w Stambule będzie piekielnie trudno. Awans sopociankom da zdobycie dwóch setów. W pucharowych dwumeczach sety przelicza się bowiem na punkty. Wygrana 3:0 lub 3:1 to 3 "oczka", a 3:2 daje 2, ale 1 wędruje na konto rywalek. Jeśli natomiast atomówki przegrają, to o awansie do finału będzie decydował tzw. złoty set.

Włoski szkoleniowiec sopockiej drużyny z pełną powagą przyznaje, że nie można w sobotę zapomnieć o specyfice tureckiej publiczności. - Trybuny w Turcji są niebezpieczne - podkreśla Lorenzo Micelli. I nie są to puste słowa. Ponad tydzień temu przekonały się o tym przecież szczypiornistki Pogoni Baltiki Szczecin, które po meczu z Ardesen GSK zostały zaatakowane najpierw przez... rywalki, a następnie przez tłum miejscowych kibiców.

Spotkanie w Stambule rozpocznie się w sobotę o godz. 16 czasu polskiego. W drugim meczu półfinałowym Rabita Baku podejmie o godz. 14 Dinamo Krasnodar. W pierwszym spotkaniu rosyjski klub wygrał 3:1.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie