Gabrielle Karpinsky: Ze szwami jest jak z jazdą na rowerze

Monika JankowskaZaktualizowano 
Onkologia dziecięca to piękna i ciekawa dziedzina. Leczymy nie tylko dzieci, ale całe rodziny - mówi Gabrielle Karpinsky, laureatka prestiżowego konkursu o nagrodę Czerwonej Róży

Emocje po niedzielnej gali opadły?
Powoli opadają. Na samej gali myślałam, że zemdleję. Widziałam mojego rektora i wtedy pomyślałam, że wspaniale byłoby, gdyby wygrało nasze koło naukowe. I faktycznie wygrało. Wtedy już jakoś przestałam myśleć o tym, że ja mogłabym wygrać tę nagrodę. Miałam zresztą swoją faworytkę - studentkę z Politechniki Gdańskiej. I nagle wywołano moje nazwisko. Zapomniałam, jak się mówi po polsku, jak się mówi po angielsku. Powiedziałam więc tylko: "Wow!".

Pewnie każdy powiedziałby "wow!", gdyby dostał taką nagrodę. Jak Ci się jeździ nowym samochodem?
Jeszcze nim nie jeździłam, na razie tylko raz odpaliłam silnik. Najpierw muszę załatwić wszystkie formalności, zarejestrować go i tak dalej.

Ale prawo jazdy masz?
Mam. W Stanach możemy zrobić kurs, kiedy ukończymy 16 lat. No i ja też zrobiłam.

No właśnie: Stany. Jak to się stało, że młoda dziewczyna z USA postanowiła studiować w Polsce, na drugim końcu świata?
Moja mama pochodziła z Polski, z Sandomierza. Ja rok studiowałam w Stanach, ale program mi się nie podobał. U nas studia wyglądają inaczej. Najpierw są cztery lata czegoś, co nazwałabym licencjatem, potem kolejne cztery lata. Tu, w Polsce, od razu mogłam uczyć się konkretów. Dodatkowo mój tata zachęcał mnie, żebym spróbowała czegoś nowego, żebym poznała inny świat, inną kulturę. Stwierdziłam: "Why not?".

Twój tata też jest Polakiem?
Nie, pochodzi z Ukrainy. Rodzice uczyli mnie mówić po polsku i po rosyjsku. Potem, w szkole uczyłam się jeszcze hiszpańskiego. Jeżeli chodzi o polski, to na studiach mocno podszlifowałam język. I tak robię błędy. Gramatyka polska jest bardzo trudna. Wiem, że perfekcyjnie nie mówię i pewnie nie będę mówiła.

Opowiedz w takim razie, czemu wybrałaś właśnie Gdańsk.
Zanim zaczęłam studia, nigdy wcześniej tutaj nie byłam. Słyszałam za to o tym mieście wiele dobrego. "Gdańsk jest piękny" - mówiła moja babcia. Mam kolegę, który zaczął tu studiować rok przede mną. Wiedziałam więc, że w razie czego będę miała kogoś, kto może mi na samym początku pomóc. No, a kiedy już zamieszkałam w Gdańsku, to się zakochałam.

O proszę!
Ale nie tak, jak myślisz! W mieście się zakochałam! W tych budynkach i w tym, że każdy ma tu czas, by wyjść na dobrą kawę. W Stanach żyje się znacznie szybciej.

A czemu zdecydowałaś się na medycynę?
W szkole średniej w Michigan zaangażowałam się w taki program medyczny dla uczniów. Mieliśmy zajęcia z pielęgniarstwa, z łaciny, w drugiej klasie chodziło się do szpitala na dwie godziny po to, by pomagać w pracy lekarzowi czy pielęgniarce. To bardziej polegało na obserwowaniu ich pracy, my nie mogliśmy zbyt wiele robić. Ale już wtedy bardzo mi się to podobało. Mocno się w ten program zaangażowałam, dbałam o to, by go rozwijać. Zaczęłam chodzić na dyżury, rozpisywałam grafiki innym. Byłam z siebie bardzo dumna. Za to zaangażowanie dostałam nawet nagrodę, ale nikt o niej nie wie.

Więc teraz się dowiedzą. Jesteś niesamowicie zdolna. W zeszłym roku wygrałaś inny konkurs - na najlepszego studenta zagranicznego, czyli Interstudent. Prowadzisz koło naukowe, piszesz artykuły. Skąd Ty masz na to wszystko energię?

Nie wiem. To jakoś tak samo się dzieje. To wszystko jest moją pasją. Kiedy się tym zajmuję, wcale nie czuję, że jestem zajęta.

Onkologia dziecięca musi być trudną dziedziną. Dlaczego się na nią zdecydowałaś?
Onkologia jest trudna, ale jaka piękna. Ta dziedzina zainteresowała mnie dopiero na czwartym roku studiów. Usłyszałam o kole naukowym, które zajmowało się onkologią, wtedy jeszcze było bardzo młodym kołem. Postanowiłam się zapisać. Poznałam pacjentów. I padłam. Urzekli mnie całkowicie. Wiele się od nich nauczyłam.

Czego na przykład?

Badam malutkie dzieci albo zbuntowane nastolatki. I widzę w nich taką radość z życia. Wtedy głupio mi się robi, że rano marudziłam, bo włosy nie chciały mi się ułożyć tak, jak sobie zaplanowałam. A ludzie przecież mają większe problemy. W onkologii dziecięcej leczy się nie tylko pacjenta, ale całą rodzinę. Dlatego tak ważna w zawodzie lekarza jest empatia.

Czyli jesteś też trochę psychologiem.
Nie, nie nazwałabym tego w ten sposób. Chociaż przeprowadzamy różne badania - o tym np., jak rodzice radzą sobie z chorobą dziecka, albo jak samo dziecko radzi sobie po tym, kiedy już zostaje wyleczone. Prowadzę też program "Fun with English" dla dzieci z chorobą nowotworową leczonych w Klinice Pediatrii, Hematologii i Onkologii GUMed. To dla nich rozrywka inna niż komputer. Oprócz języka uczę dzieci też tego, że na świecie są różni ludzie, różne kultury, że porozumiewamy się różnymi językami, ale że wszyscy się uśmiechamy i że uśmiech jest taki sam w każdym języku. Może to moje nauczanie otworzy komuś jakieś drzwi, stworzy jakieś możliwości. Tego bym chciała.

Jacyś pacjenci szczególnie zapadli Ci w pamięć?
Oj, tak! To całe mnóstwo sytuacji, niekoniecznie związanych ze stanami nagłymi i bezpośrednim zagrożeniem życia. Pamiętam taką malutką dziewczynkę, miała cztery-pięć lat i nikomu nie pozwoliła się zbadać. Podeszłam do niej, a ona stoi taka naburmuszona. Spróbowałam więc pożartować. A to wcale nie takie proste, generalnie po angielsku łatwiej wygaduje mi się różne głupotki. Pamiętaj, że dzieci posługują się innym językiem, trochę musiałam się więc nagłowić, ale się udało. Powiedziałam jej, że ma w brzuszku takie żabki i że chcę je zbadać stetoskopem. No i przekonałam ją. Potem każdego dnia do mnie przychodziła i prosiła, żeby zbadać jej te żabki w brzuszku.

Miałam też taką dziewczynkę, która pięknie się uśmiechała. Weszłam do gabinetu, a ona śmiała się od ucha do ucha. Jakby tych uszu nie miała, to by z kolei ten uśmiech miała dookoła głowy. Myślałam, że za mną wchodzi lekarz i do niego się tak śmieje, ale oglądam się za siebie, a tam nikogo nie ma. No i okazało się, że ten uśmiech to dla mnie.

Widzę, że uśmiech to dla Ciebie ważna sprawa. W Twojej dziedzinie zdarzają się też jednak pewnie i trudne sytuacje. Jak radzisz sobie z tym, kiedy mali pacjenci odchodzą na zawsze?
Ja jeszcze nie mam swoich pacjentów, na razie pomagam lekarzom i chodzę na dyżury. Ale takie sytuacje się oczywiście zdarzają i są one trudne. Wcześniej mówiłam o empatii, ale przychodzi też taki czas, że lekarz musi odłożyć uczucia na bok. Po prostu musimy się nauczyć kontrolowania emocji.

Ciekawi mnie jeszcze, na czym polega bractwo Phi Delta Epsilon. Czym się zajmujecie?
Organizujemy imprezy charytatywne, a zebrane pieniądze wspierają oddziały pediatryczne. Jak widzisz, wszystko, co robię, jest związane z onkologią albo pediatrią. Organizujemy też wykłady dla studentów. Albo np. ćwiczymy z nimi szycie szwami - bo te zajęcia mamy dopiero na trzecim roku. Więc ćwiczymy na świni albo bananie.

Bananie?
Tak, a to dlatego, że jest bardzo delikatny. Ze szwami jest jak z jazdą na rowerze - ćwiczysz, ćwiczysz i w końcu ci się udaje.

Wczoraj na uczelni miałaś ostatnie zajęcia. Jakie są Twoje dalsze plany? Zostaniesz na stałe w Polsce?
Tego nie wiem, czas pokaże. Dostałam bardzo ciekawą propozycję stażu w USA. Ale na GUMedzie chciałabym skończyć doktorat. Będę więc pewnie w rozjazdach między Gdańskiem a Ameryką. Bardzo cenię GUMed, wiele się tu nauczyłam i poznałam ludzi z całego świata. Teraz, w lipcu egzaminy na tę uczelnię będzie zdawał mój kuzyn. A ja, korzystając z okazji, chciałabym podziękować doc. Ewie Bień i dr Małgorzacie Krawczyk, które zawsze chętnie pomagają mi i innym studentom z English Division. Bardzo wiele im zawdzięczam. I nie przejmuję się, kiedy ktoś mnie krytykuje, bo jestem z zagranicy. Po prostu zawsze robię swoje. I tyle.

Treści, za które warto zapłacić!
REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI


Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Wideo

polecane: Flesz: Czy grozi nam katastrofa klimatyczna?

Materiał oryginalny: Gabrielle Karpinsky: Ze szwami jest jak z jazdą na rowerze - Dziennik Bałtycki

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3