Fragmenty książki "Śmierć prezydenta. Czy zmienił nas tamten styczeń?". Premiera odbyła się 13 stycznia w ECS

Redakcja, fragment książki K. Żelazek
Różni ich wiek, profesje, miejsca urodzenia. Większość z nich nie znała osobiście prezydenta Pawła Adamowicza. A łączy prywatne i wspólnotowe przeżycie stycznia 2019 roku, kiedy mężczyzna z nożem w ręku - w radosnym dniu największej charytatywnej zbiórki w Polsce, gdy ludzie wysyłali światełko do nieba - podszedł tak blisko, aby śmiertelnie zranić drugiego człowieka. Premiera książki Katarzyny Żelazek odbyła się w poniedziałek, 13 stycznia, w pierwszą rocznicę tragicznego ataku na prezydenta Gdańska.

W jednym tomie zebrano 21 opowieści ludzi, którzy pod wpływem tragicznych wydarzeń stycznia, ale i niemal mistycznych, gdy gdańszczanki i gdańszczanie doświadczyli wyjątkowej wspólnoty w tej wielkiej stracie, poczynili postanowienia, dokonali zmiany, przewartościowali myślenie. To opowieść o zakorzenieniu, odwadze, impulsie do działania, o zmianie języka, trosce o drugiego człowieka, o sprzeciwie wobec zła, budowaniu wspólnoty, radości życia… Najmłodsza z bohaterek ma 11 lat.

Czytaj także

Opowieści bohaterów to jeden wątek narracyjny książki. Drugi tworzy niemal 70 zdjęć 12 reporterów, którzy dokumentowali tydzień od 13 stycznia, dnia zamachu, do 20 stycznia, kolejnej niedzieli, kiedy Wieczór dla przyjaciela w Europejskim Centrum Solidarności symbolicznie zamknął ten czas żałobny, uzupełnione o najmocniejsze wspomnienia z tego tygodnia bohaterów opowieści.

Tragedia w Gdańsku zatrzymana w obiektywie jej aparatu... Ka...

- Powstał przejmujący, jak sądzę nie tylko dla mnie, zapis indywidualnego i zbiorowego doświadczenia straty - mówi autorka Katarzyna Żelazek. - Zapis ludzkich przeżyć dowodzi, jak bardzo podobni jesteśmy do siebie, a przy tym jak różni. Niezmiernie ciekawe dla mnie są doświadczenia odmienne od moich własnych. W tygodniu po śmierci prezydenta niemal cały czas byłam w pracy. Nie widziałam żałobnych witryn sklepów, długiej kolejki po flagi Gdańska, nie stałam pięć godzin w kolejce, aby w ECS pożegnać się z prezydentem i nie podróżowałam komunikacją miejska, a wiele osób wspomina, jak inni byli wówczas ludzie w autobusach i tramwajach. Wszystko to zobaczyć można na zdjęciach reporterów. Niezmiernie ciekawe są opowieści uczniów o tym, co w te dni działo się w szkołach i niespotykanej mobilizacji, do której byli zdolni. Przejmujące są opowieści dziennikarki i fotoreporterki, które nieoczekiwanie zawodowo znalazły się w środku wydarzeń. W opowieści o Ostatniej Puszce Pana Prezydenta znajdzie się niejeden ofiarodawca.

To nie jest łatwa lektura. Przywołuje wspomnienia. Często zalewa falą wielkich emocji. Niemal zmusza do stawiania sobie samemu trudnych pytań. Pewnie niejeden czytelnik będzie płakał.

Książka pt. „Śmierć prezydenta. Czy zmienił nas tamten styczeń?” ukazuje się w pierwszą rocznicę śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.

Fragment książki

ADRIANA LISOWSKANOW!

Mrówka, muchówka, liść… ugrzęzły w żywicy drzewa i zastygły na wieki. Tutaj na opak - z grudki bursztynu kiełkuje z nadzieją zielony pęd. Artystka mówi o nim pieszczotliwie: fasolka. Now! - takim tytułem Adriana Lisowska opatrzyła swoją pracę, którą zgłosiła do konkursu Amberif Design Award 2019, nadając jej numer 0211... W opisie napisała: Numer mojego konkursowego zgłoszenia to data narodzin człowieka, którego śmierć bardzo mną wstrząsnęła, a który swoim postępowaniem udowodnił, że dobro ma wielką siłę i nigdy nie jest „za późno”.

Adriana Lisowska urodziła się w Łodzi. Po raz pierwszy przyjechała do Gdańska z mamą na wakacje, gdy miała 10 lat. Zdarzało się, że zostawały nad morzem nawet miesiąc. Mówi, że zna tu każdy kamień. Ukończyła Akademię Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego w Łodzi. Zajmuje się rzeźbą, fotografią i projektuje biżuterię. Ma na swoim koncie wiele wystaw i projektów artystycznych, a także liczne nagrody. Od 11 lat mieszka w Gdyni. Do Trójmiasta przeprowadziło się też wielu jej znajomych z łódzkiej szkoły plastycznej, przyjaciółka ze studiów...

- Doceniam różnorodność tego miejsca i wolność, jaką daje, człowiek nie czuje się w tym mieście uwięziony - mówi.

Adriana nie znała osobiście Pawła Adamowicza. Dwukrotnie tylko podali sobie ręce, gdy prezydent wręczał jej główne nagrody gdańskich targów bursztynowych Amberif. Pamięta, że za pierwszym razem musiało wionąć od niej chłodem.

- Człowiek nie z mojej bajki, konserwatysta - myślałam wtedy. - Z biegiem czasu jednak obserwowałam, jak prezydent się zmienia. Nie w tym sensie, że porzuca swoje ideały, ale nadaje im nowy wymiar. Doceniałam tę jego zmianę. Sama nie czytam kontekstów politycznych, ale potrzebuję wolności, wierzę w różnorodność i zgodne współżycie. On i zmieniające się pod jego wpływem miasto dawały mi ten komfort.

Dziś Adriana myśli, że Paweł Adamowicz był jednym z tych ludzi, z którymi mogłaby utknąć w windzie i mieliby o czym pogadać.

Od partnerki artystycznej, która zaniepokojona dzwoniła z Opola, Adriana wieczorem dowiedziała się o zamachu na prezydenta. Potem długie godziny nie mogła oderwać się od telewizora. I płakała… Co się dzieje ze światem?

- Płakałam do środy, a potem w sobotę, w dniu pogrzebu - Adriana wspomina kłębowisko myśli, jakie opanowało jej głowę. Bezbrzeżny smutek, bezsilność, przerażenie, poczucie straty, wreszcie lęk… - Płakałam nad nim, nad sobą, nad złem. Widząc jednak, jak się zachowują gdańszczanie, pomyślałam, że prezydent zasiał wśród ludzi ziarno, z którego musi wzrosnąć coś dobrego.

I tak powstała broszka Now!, łamiąca odwieczne prawa natury. Co prawda, nie została przez jury wyróżniona w konkursie, ale żadna jeszcze praca Adriany nie spotkała się z tak wielkim odzewem. Ludzie dzwonili, pisali, komentowali.

- Byłam bierna, ta śmierć mnie otworzyła - mówi o sobie artystka. - Pomyślałam, że muszę w sobie coś zmienić, bo inaczej wszystkie te emocje, których tak silnie doświadczyłam, jak i ta śmierć pójdą na marne. Boję się ludzi i mam kłopot z wyrażaniem opinii. Nawet w mediach społecznościowych unikałam jakichkolwiek konfrontacji. Teraz staram się przełamywać tę słabość, zapominać o strachu i mówić o rzeczach, na których mi zależy, sygnalizować, gdy na coś się nie zgadzam. Czuję, że trzeba się odzywać. chciałabym, żeby ktoś odezwał się kiedyś też w moim imieniu, gdy będzie taka potrzeba.

Dotąd Adriana, jak większość artystów, komunikowała się ze światem swoimi pracami.

- Po śmierci prezydenta postanowiłam przejść do działania. I nawet gdy leje deszcz, a mnie się bardzo nie chce wyjść z domu, ubieram buty i idę, na przykład na akcję wsparcia dla schroniska. To jest ta moja kiełkująca fasolka. Jeden człowiek może bardzo wiele. Zmiana była mi potrzebna, bo inaczej nie mogłabym sama sobie ukłonić się na „dzień dobry”.

JACEK CHABOWSKIOSTAR DLA PREZYDENTA

- Odejście prezydenta nauczyło mnie wstrzemięźliwości. Zbyt często zdarzało mi się oceniać innych, bagatelizować ich dorobek, przekreślać wszystkie dokonania z powodu jednej wpadki - przyznaje Jacek. - Byłem kiedyś na przykład zagorzałym przeciwnikiem budowy kładki. Obawiałem się jej złego wpływu na ruch na wodzie. Teraz nie widzę minusów dla wodniaków, za to bardzo dużo plusów na rzecz ożywienia Ołowianki i Wyspy Spichrzów. Niekiedy warto poczekać z oceną, aby radykalne sądy dojrzały i zweryfikowała je rzeczywistość.

Jacek Chabowski od 26 lat nie mieszka w Gdańsku. Z Dolnego Miasta przeprowadził się do Juszkowa, w gminie Pruszcz Gdański. Na pytanie, skąd pochodzi, zawsze jednak odpowiada: Jestem z Gdańska, tylko na noc jeżdżę na wieś. Podobnie twierdzą dzieci, choć życia w granicach administracyjnych Gdańska nigdy nie doświadczyły. Branżowa prasa żeglarska pisze o nim: jeden z najlepszych polskich regatowców. Bakcyla połknął w wieku 12 lat. Dziś ma stopień kapitana jachtowego i w ciągu roku na wodzie spędza ok. 200 dni. Zdobył m.in. morskie żeglarskie mistrzostwo Polski, Morski Żeglarski Puchar Polski i Puchar Bałtyku Południowego oraz wielokrotnie uczestniczył w regatach Bitwa o Gotland. Zajmuje się szkoleniami, organizuje rejsy morskie i oceaniczne, serwisuje sprzęt. Zmierza do zrealizowania wielkiego marzenia o budowie mariny na Martwej Wiśle.

13 stycznia wieczorem Jacek pracował przy komputerze. Informację o ataku na Pawła Adamowicza podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, zamieszczoną na jednym z portali, potraktował jako fake news. Tym bardziej, że dzieci w pokoju obok oglądały TV, a ta milczała. Uznał, że w dobie nagonki części mediów na WOŚP jest to obrzydliwe, ale możliwe. Aż się zaczęło…

- Czyste niedowierzanie, takie rzeczy się nie dzieją - wspomina swoją pierwszą reakcję.

Niedługo później ruszył w drogę do Walencji, skąd zabierał załogantów w rejs na Majorkę. Wspomina, że ta podróż upłynęła pod hasłem: Nie do wiary, co się stało. Żona nagrała mu wszystkie transmitowane przez telewizję wydarzenia związane z pogrzebem prezydenta.

- Po powrocie próbowałem obejrzeć to nagranie, nie dałem rady. Zobaczyłem kondukt idący ulicami Gdańska, w wielkiej ciszy, to mi wystarczyło, byłem na granicy rozsypki.

Odejście prezydenta przewartościowało myślenie Jacka, ponieważ gryzły go wyrzuty sumienia. Pamięta bowiem dobrze taki moment, że miał już dość Adamowicza.

- Był zawsze, odkąd pamiętam. Czułem zmęczenie prezydentem. Myślałem nawet, że pora, aby odszedł, oddał pole młodszym, ze świeższymi pomysłami. Szczęśliwie nie miałem dylematów wyborczych, bo my wybieramy wójta gminy Pruszcz Gdański.

Po 13 stycznia prezydent i Gdańsk zaczęły jawić się Jackowi w innym świetle.

- Z pełną mocą dostrzegłem wszystkie zmiany. Jeszcze 10 lat temu na Głównym Mieście późnym wieczorem było ciemno i głucho, teraz Gdańsk tętni życiem. To te rzesze ludzi są krwiobiegiem miasta. Przy stolikach w knajpach słychać wiele obcych języków, niekiedy wydaje się, że Polacy są w mniejszości i to wspaniale. Nie przyjechali do Gdańska, żeby nas najechać, ale po prostu dobrze się tu czują - mówi Jacek Chabowski. - Ktoś miał pomysł na tę zmianę, ktoś ożywił miasto, samo się to nie stało. Za tym stał prezydent. Dopiero po jego śmierci doceniłem fakt, że nie tylko kierował miastem, ale i miał wizję rozwoju, którą systematycznie realizował. Adamowicz zrobił z Gdańska nowoczesne miasto, otwarte, ciekawe ludzi, niehomofobiczne. Dlaczego ja wcześniej tego nie widziałem, nie wiem.

Jacek Chabowski planuje na 2020 rok swój pierwszy start w regatach samotników OSTAR, uznawanych za jedne z najtrudniejszych regat transatlantyckich. To impreza z 60-letnią tradycją, organizowana przez The Royal Western Yacht Club of England. Uczestnicy pokonują na północnym Atlantyku dystans ok. 3000 mil morskich, czyli ok. 5500 km, co zajmuje im 3-4 tygodnie. To duże wyzwanie, bo żeglarze mierzą się z przeciwnymi wiatrami, nieprzyjaznymi prądami morskimi, mgłami i górami lodowymi, a także własną wytrzymałością na samotność. Bywa, że z powodu sztormu wycofuje się większość uczestników, a jachty toną.

Start już 10 maja.

- Chcę zadedykować swój udział w tych regatach prezydentowi Pawłowi Adamowiczowi. Niech to będzie forma przeproszenia za to, jak kiedyś o nim myślałem. I nie chodzi o leczenie sumienia, ale o oddanie mu hołdu.

O KSIĄŻCE

  • Wydawca - Europejskie Centrum Solidarności
  • Mecenasi - Miasto Gdańsk, Port Lotniczy Gdańsk im. Lecha Wałęsy
  • Tekst - Katarzyna Żelazek
  • Portrety bohaterów opowieści - Renata Dąbrowska

Fotografie reporterskie : Anna Bobrowska / KFP, Renata Dąbrowska, Daniel Frymark / TESTIGO, Maciej Kosycarz / KFP, Grzegorz Mehring / www.gdansk.pl, Karolina Misztal-Świderska, Maciej Moskwa / TESTIGO, Krzysztof Mystkowski / KFP, Dominik Paszliński / www.gdansk.pl, Piotr Połoczański, Anna Rezulak / KFP, Wojciech Stróżyk / REPORTER, Rafał Wojczal

Cena 39 zł

Miejsca sprzedaży: Museum Store w Europejskim Centrum Solidarności i w GALERII SZTUK RÓŻNYCH Macieja Kosycarza i Magdy Benedy przy ulicy Ogarnej 101.

Jak budować dobre relacje z ludźmi? #ZROZUM

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie