Forum Autorów: Pornografia w komputerze lekarza

Tomasz Słomczyński, współ. Łukasz Kłos
Tomasz Słomczyński
Tomasz Słomczyński
To jest historia, która wydarzyła się naprawdę. W jednym z pomorskich szpitali informatycy po raz kolejny dowiedzieli się od serwisanta, że komputer lekarza jest zawirusowany. Tym razem postanowili szczegółowo sprawdzić, dlaczego tak się dzieje. Zaczęli przeglądać adresy stron internetowych, które lekarz odwiedzał w czasie pracy. Zbadali zawartość tzw. plików tymczasowych. Jak twierdzą, zobaczyli na nich młodych chłopców, nastolatków - rozebranych lub w trakcie odbywania stosunków płciowych.

Ze sprawą poszli do dyrektora szpitala. Kilka dni później prokuratura zarejestrowała doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Umorzenie nastąpiło po dwóch miesiącach śledztwa. Fragment umorzenia: "W materiale dowodowym nie stwierdzono obecności plików zawierających treści pornograficzne z udziałem małoletnich poniżej 15 roku życia".

Czy to oznacza, że informatycy i dyrekcja szpitala wymyślili sobie całą aferę, narazili szanowanego lekarza na utratę reputacji? Okazuje się, że niekoniecznie. Możliwa jest sytuacja, w której do prokuratury dociera doniesienie zawierające prawdę, jednak osobie o skłonnościach pedofilskich, przeglądającej zdjęcia pornograficzne, na których są dzieci, nie można niczego zarzucić. Każdy, kto publicznie wspomni o jego skłonnościach, musi liczyć się z procesem, który najprawdopodobniej przegra. Prywatność tej osoby jest święta. Nawet jeśli człowiek ten jest lekarzem, nauczycielem, wychowawcą na kolonii czy księdzem katechetą. Chyba że w końcu dojdzie do molestowania i gwałtu na dziecku. Wtedy wkroczy prokurator, media i oburzone głosy polityków. Tych samych, którzy stworzyli przepisy tak skwapliwie chroniące obywatelskie prawa osób ze skłonnościami pedofilskimi.

Jedno kliknięcie

Jeśli chodzi o pornografię dziecięcą, to zgodnie z obowiązującym kodeksem karnym, przestępstwem jest jej rozpowszechnianie, produkcja, utrwalanie, sprowadzanie, przechowywanie, posiadanie, utrwalanie lub publiczna prezentacja.
O przeglądaniu i "zwykłym" korzystaniu z pornografii dziecięcej kodeks karny nie wspomina.

Z tego wynika, że karalne jest np. świadome zapisanie zdjęcia pornograficznego z dzieckiem na dysku twardym komputera. Żeby popełnić przestępstwo trzeba więc kliknąć na zdjęcie prawym przyciskiem myszki i wybrać polecenie "zapisz". Ale jeśli nie kliknie się i nie zapisze, przestępstwa nie ma.

Prokurator Justyna Plechowska-Łukowska specjalizuje się w zwalczaniu przestępczości internetowej.
- Jeśli sprawca tylko ogląda treści w internecie, nie ściąga ich, nie zapisuje na dysku, to ślad pozostaje w pamięci podręcznej. Nie ma śladu na twardym dysku, nie ma przestępstwa.

W przypadku, kiedy do organów ścigania trafia doniesienie o tym, że ktoś przegląda pornografię dziecięcą, prokurator zabezpiecza komputer i nakazuje biegłemu sprawdzenie twardego dysku. Jednak ślad po przeglądaniu stron internetowych znajduje się gdzie indziej - w pamięci tzw. proceduralnej, w plikach tymczasowych. Tam biegły "nie zagląda", bo też ta pamięć nie interesuje prokuratora. Jeśli nie zapisano żadnego zdjęcia czy filmu, wówczas na twardym dysku nie ma śladu.
- Biegli stwierdzają wtedy brak plików z pornografią dziecięcą w materiale dowodowym - podsumowuje prokurator Justyna Plechowska - Łukowska.

Kiedy seks dzieci jest legalny

Wynika z tego, że przeglądanie treści pornograficznych z udziałem osób poniżej 15 roku życia jest dozwolone, ale już ich przechowywanie na twardym dysku jest przestępstwem. Żeby jednak o nim orzec, trzeba sobie zadać pytanie: co to znaczy "osób poniżej 15 roku życia"?

To kluczowa kwestia dla przywołanego wcześniej przypadku lekarza. Z tego, co mówią sami informatycy, na jego komputerze nie było zdjęć małych dzieci, tylko nastolatków. Takich też zdjęć miał poszukiwać w internecie.
W sieci pełno jest witryn, gdzie znajdują się zdjęcia bardzo młodych ludzi uprawiających seks. Niektórzy z nich teoretycznie mogą mieć piętnaście lat. Jednak byliby wtedy niespotykanie niskimi i młodo wyglądającymi piętnastolatkami.
Witryny prezentujące taką właśnie pornografię dziecięcą (bo trudno te osoby nazwać dorosłymi), są legalne.

Jak to możliwe?
Profesor Marian Filar (Prokuratura i Prawo 2004/11-12/21 ): "Przepis ten (wprowadzający cezurę wieku - 15 lat) przynosi w praktyce poważne trudności dowodowe".

Martyna Różycka z dyżurnet.pl (stowarzyszenie zajmujące się eliminacją dziecięcej pornografii z internetu):
- Są badania, które wskazują na to, że bardzo trudno jest ocenić, czy dziecko ma lat piętnaście, czy mniej, czy więcej. Do dziesiątego roku życia jest to dużo łatwiejsze, im dziecko starsze, tym trudniej określić jego wiek na podstawie zdjęcia.

Prokurator Justyna Plechowska- Łukowska:
- Powołuje się biegłego antropologa lub pediatrę, który ma stosowne kompetencje do oceny wieku dziecka. Specjalistę w tym zakresie trudno jest znaleźć, jest ich w Polsce mało. Lekarze nie chcą się tego zadania podejmować. Antropolog pisze w takiej opinii, że np. "budowa ciała wskazuje, że osoba widniejąca na zdjęciu jest poniżej 15 roku życia". Albo, że "nie jest możliwe jednoznaczne określenie", a "osoba na zdjęciu może być poniżej 15 roku życia".
I jeszcze jeden fragment publikacji prof. Mariana Filara: "Organom ścigania będzie niezmiernie trudno wykazać, że osoba posiadająca materiały zawierające treści zabronione, wiedziała lub z łatwością mogła się dowiedzieć (domyśleć), że posiadany materiał zawiera właśnie treści zabronione prawnie (...). Ponadto, powinno zostać w takim postępowaniu wykazane, że osoba na tym zdjęciu istotnie nie ma ukończonych 15 lat, a zdjęcie nie jest montażem. Jednym słowem, sprawca takiego przestępstwa może podnosić argument, iż działał w błędzie".

Szufladka "pedofil"

Przepis w kodeksie karnym, dotyczący materiałów pedofilskich, jest skonstruowany tak, żeby nie penalizować przypadkowych wejść na stronę internetową zawierającą pornografię dziecięcą. Bo też gdyby określić mianem przestępstwa czynność polegającą na przeglądaniu takich materiałów, to każde takie wejście kwalifikowałoby się do prokuratora. To byłoby bez sensu.
Równie bez sensu byłoby karać ludzi za skłonności. Trudno orzekać o winie kogoś, kto posiada zaburzenie natury psychicznej.
Nasuwa się pytanie: Czy zainteresowanie zdjęciami nastoletnich chłopców musi przełożyć się na czyn pedofilski? Przecież wielu mężczyzn ogląda pornografię, a dalecy są od chęci zgwałcenia kobiety.

Odpowiada Daniel Cysarz, seksuolog:
- Jeśli ktoś ogląda takie materiały, to nie znaczy, że jego preferencje seksualne to preferencje pedofilne. Nie zawsze mamy do czynienia z pedofilią, tylko przykładowo z jakimiś deficytami. Takie problemy można rozwiązać, np. podczas psychoterapii. To jest pierwsza rzecz. Druga rzecz: czy są gwarancje, że taka osoba nie popełni czynu pedofilnego? Myślę, że na podstawie tylko tego, że ktoś przegląda takie materiały, ciężko jest to stwierdzić. Sam fakt, że ktoś je przegląda, niewiele nam mówi.

- Czyli może nigdy nie dojść do skrzywdzenia dziecka?
- W seksuologii mówi się o pewnym kontinuum. Ta teoria wskazuje, że tego typu preferencje mogą się rozwijać. Ten rozwój może iść w kierunku oglądania pornografii tak zwanej tradycyjnej, przez coraz większy kaliber aż do materiałów zakazanych. To może implikować dalsze potrzeby kolejnych bodźców, na przykład kontakty... Ale nie musi. To zależy od konkretnego przypadku i konkretnej osoby.

- Społeczeństwo na takie informacje reaguje gwałtownie. Mocna reakcja, nie rozróżnia się tu niuansów. U kogoś znaleziono lateksowy strój i zdjęcia, to wystarczy, żeby taką osobę spalić na publicznym stosie.

- Tak. Tu znaczącą rolę odgrywa zainteresowanie mediów i związane z tym zaciekawienie ludzi takimi sprawami. Jeśli taka osoba jest w jakiś sposób kojarzona, chociażby z materiałami o treściach pedofilnych, wówczas trafia do szufladki z napisem "pedofil". Niestety, tak się dzieje. Media są bezwzględne w tym aspekcie i rozpowszechniają nieprawdziwe informacje. A tymczasem osób o tego typu zaburzonych preferencjach jest w naszym społeczeństwie bardzo niewiele, nawet wśród tych osób, które krzywdzą dzieci.

- A co w przypadku, w którym ktoś, kto przegląda takie materiały, pracuje z dziećmi?
- Powinna zapalić się ostrzegawcza lampka. Moim zdaniem, ktoś, kto interesuje się tego typu materiałami, nie powinien pracować z dziećmi. Na zasadzie dmuchania na zimne, na wszelki wypadek.
- W przypadku, na przykład, szanowanego lekarza, ujawnienie takich informacji będzie równało się śmierci cywilnej.
- Mówimy o dwóch sprawach. Pierwsza to aspekt seksuologiczny - sama informacja, że ktoś przegląda takie materiały, to zbyt mało, żeby wyciągać jakieś wnioski. Aspekt społeczny wskazuje, że lepiej dmuchać na zimne niż czekać na tragedię. Jestem zwolennikiem przekonania, że zawsze warto chronić słabszych, a w takim przypadku zawsze słabsze są dzieci.
Dla zgwałconego dziecka i jego rodziców wszystkie powyższe niuanse nie będą miały najmniejszego znaczenia. Znaczenie będzie miało to, czy można było zapobiec tragedii. Tym bardziej jeśli w środowisku takiej osoby, np. zawodowym, znane były jej upodobania.

Kara i potępienie

Wracając do przykładu lekarza, wydawałoby się, że tu sprawa jest jasna. Zawód inny niż wszystkie, zaufanie do tych, którzy złożyli przysięgę Hipokratesa, jest bezgraniczne - i takim musi pozostać. Służyć ma temu kodeks etyki lekarza, w którym czytamy: "Zasady etyki lekarskiej wynikają z ogólnych norm etycznych. Zobowiązują one lekarza do przestrzegania praw człowieka i dbania o godność zawodu lekarskiego. Naruszeniem godności zawodu jest każde postępowanie lekarza, które podważa zaufanie do zawodu". W sprawie podejrzenia o przeglądanie pornografii dziecięcej stanowisko Naczelnej Rady Lekarskiej jest jednoznaczne:

- Podejrzenie korzystania przez lekarza z pornografii dziecięcej stanowi przesłankę dla rzecznika odpowiedzialności zawodowej do wszczęcia postępowania. Jeżeli rzecznik w wyniku postępowania znajdzie przesłanki co do winy lekarza, kieruje sprawę do sądu lekarskiego. Postępowanie przed rzecznikiem może odbywać się niezależnie od postępowania prokuratorskiego - mówi Katarzyna Strzałkowska, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej.
- Ile przypadków lekarzy ze skłonnościami pedofilskimi rozpatrywanych było przed rzecznikiem lub sądem odpowiedzialności zawodowej w tym roku i w ostatnich latach?
- W tym roku przez Naczelny Sąd Lekarski rozpatrywana była jedna sprawa, dotycząca pedofilii u lekarza. Przez ostatnie lata miał miejsce jeszcze jeden taki przypadek.

Jak komentuje prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Maciej Hamankiewicz, każdy taki przypadek musi być dokładnie zbadany a jeśli jest udowodniony, wymaga dotkliwej kary i potępienia.

- W jakich sytuacjach żąda się od lekarza zaświadczenia o niekaralności? Czy istnieje jakikolwiek system prewencji, zapobiegania kontaktom lekarzy ze skłonnościami pedofilskimi z pacjentami dziecięcymi?

O systemie prewencji i zapobiegania NIL nie wspomina, twierdzi natomiast, że zaświadczenie o niekaralności lekarza jest wymagane np. przy ubieganiu się na niektóre stanowiska kierownicze oraz przy wyborach do samorządu lekarskiego.
- Nie ma żadnej przeszkody, aby przy zatrudnianiu jakiegokolwiek lekarza dyrektorzy zapytali o karalność, zażądali oświadczenia lub sprawdzili w rejestrze ukaranych lekarzy. Niektórzy dyrektorzy już tak robią - stwierdza przewodniczący Naczelnego Sądu Lekarskiego Wojciech Łącki.

Czy rzeczywiście tak robią? Na to pytanie anonimowo odpowiada jeden z dyrektorów pomorskiego szpitala:
- Powiem szczerze, że jesteśmy kompletnie nieprzygotowani na takie sytuacje, w których lekarz przejawia skłonności pedofilskie. Nawet nie słyszałem o takich sytuacjach. Nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby oczekiwać zaświadczenia o niekaralności lekarza. Do naszych placówek nie zgłasza się wielu lekarzy, którzy chcieliby się zatrudnić... Jeśli pojawiają się jakieś zastrzeżenia wobec kandydatów, to najczęściej rozpytujemy o nich w środowisku. Natomiast o kartę karną nikt nie pyta. Wie pan... Środowisko lekarzy jest specyficzne. Gdybym zażądał zaświadczenia od jednego kandydata, za chwilę zraziłbym pozostałych i nikt już by u mnie nie chciał pracować. Takie środowisko.
***
Próbowaliśmy ustalić, czy w sprawie lekarza, który - zdaniem informatyków i dyrekcji szpitala - przeglądał materiały pornograficzne z udziałem młodych chłopców, prowadzono jakieś postępowanie sprawdzające w izbie lekarskiej. Nasi rozmówcy (głównie lekarze) wyrazili oburzenie faktem, że o to pytamy, twierdząc jednocześnie, że chcemy zniszczyć karierę szanowanego lekarza.

t.slomczynski@prasa.gda.pl

Treści, za które warto zapłacić!
REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI


Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Flesz: Wegańskie ubrania. Made in Poland

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

g
gość

czemu ma służyć wyciąganie teraz tej sprawy?

Dodaj ogłoszenie