Ford Grand Torino i gwiaździsty sztandar. Motoryzacyjne konteksty w filmie Clinta Eastwooda

Marek Ponikowski
Filmowy Ford Gran Torino, rocznik 1972. Ceniony przez koneserów, bo takich aut wyprodukowano niewiele Partywave
Przegapiłem ten film, gdy w 2009 roku przemknął przez ekrany kin. Niedawno udało mi się odrobić zaległość z pomocą płyty DVD znalezionej w supermarkecie, w koszu z napisem "wszystko po 29,99 zł". Obejrzałem i absolutnie nie żałuję, choć to nieefektowna produkcja niskobudżetowa, z mało znanymi aktorami, kręcona w naturalnych plenerach, bez komputerowych efektów specjalnych. Gwiazda jest tylko jedna, 78-letni wówczas Clint Eastwood, który film wyreżyserował i zagrał w nim główną rolę. A właściwie jest i druga: to tytułowy Ford Gran Torino, rocznik 1972.

Można film Eastwooda oglądać wprost, bez szukania kontekstów. Będzie to wówczas opowieść o Walterze Kowalskim, emerytowanym pracowniku zakładów Forda, zgorzkniałym konserwatyście o rasistowskim światopoglądzie, mieszkającym samotnie na przedmieściu Detroit, któremu młodzieżowy gang Azjatów chce ukraść jedyną cenną rzecz, jaką posiada: lśniącego lakierem, mimo upływu prawie 40 lat, Forda Gran Torino. Ma to zrobić Tao, nastoletni kuzyn jednego z gangsterów. Walt przyłapuje chłopaka w swoim garażu, ale Tao ucieka. Za niewykonanie zadania gangsterzy biją go na trawniku Kowalskiego. Walt przepędza ich, grożąc karabinem, pamiątką z wojny w Korei. Gangsterzy obiecują mu odwet. Tao deklaruje sąsiadowi, że chce odpokutować za swój czyn. Stopniowo pojawia się nić porozumienia między starym mężczyzną a niemającym już ojca chłopakiem. Walt pomaga mu znaleźć pracę i nabrać pewności siebie. Pewnego wieczoru gangsterzy porywają, biją i gwałcą Sue, starszą siostrę Tao. Ten chce się zemścić. Liczy na pomoc swojego mentora. Walt, świadom, że chłopak, nawet jeśli nie zginie, złamie sobie życie, zamyka go podstępem w swojej piwnicy. Sam, bez broni, prowokuje gangsterów i ginie, podziurawiony kulami. Gang w komplecie trafia do więzienia. W swoim testamencie Walter, pomijając synów, przekazuje dom katolickiej parafii. Forda Gran Torino i starą sukę, labradorkę, dostaje Tao.

Tę nieskomplikowaną fabułę obudował Eastwood, sam konserwatysta, sympatyk Partii Republikańskiej, wspierający w ostatnich wyborach prezydenckich Mita Romneya, całą siecią mniej lub bardziej czytelnych dla europejskiego widza aluzji i odniesień historyczno-politycznych. Jest tu np. obraz walących się w ruinę suburbiów Detroit, miasta, które było niegdyś centrum amerykańskiego przemysłu samochodowego, siedzibą wszechmocnych koncernów, z General Motors, Fordem i Chryslerem na czele. Sąsiadami Kowalskiego byli tu kiedyś tacy jak on "blue collars" (niebieskie kołnierzyki), dobrze zarabiający robotnicy z taśm montażowych, imigranci i potomkowie imigrantów w Europy. Dziś Walt, pijący piwo z puszki na ganku swojego domu, pod gwiaździstą flagą Stanów Zjednoczonych, to samotny rozbitek na wyspie otoczonej wrogim żywiołem afroamerykańskim, latynoskim i azjatyckim. Jego własny syn mieszka w innym mieście, sprzedaje japońskie samochody i sam jeździ Toyotą… Rozbitkiem jest też poniekąd młody katolicki ksiądz, próbujący sprowadzić Kowalskiego na łono Kościoła, nieprzypadkowo obdarzony przez scenarzystę chorwacko brzmiącym nazwiskiem Janovich.

Nowi sąsiedzi Walta, Tao i Sue, ich matka i babka należą do ludu Hmong. Ten szczegół także ma w filmie znaczenie. Hmongowie, czy też Meosi (używając tego miana, przez nich samych odbieranego jako obraźliwe, pisano o Hmongach w okresie wojny wietnamskiej, to górski lud zamieszkujący południowe Chiny i część Indochin. Ich oddziały, finansowane przez CIA, zwalczały na terytorium Laosu północnych Wietnamczyków, którzy szlakiem Ho Chi Minha przerzucali broń oraz zaopatrzenie dla komunistycznej partyzantki i regularnych wojsk Północy działających na terytorium Wietnamu Południowego. Była to tzw. tajna wojna, bo ani Wietnam Północny, ani Amerykanie nie przyznawali się do operacji wojskowych w formalnie niezaangażowanym w konflikt Laosie. Dopiero za prezydentury Clintona Hmongowie uznani zostali oficjalnie za sojuszników USA. Przyznano im prawa uchodźcze. Można się domyślać, iż zmiana stosunku Walta Kowalskiego do sąsiadów wiąże się i z tym, że dostrzega w nich przyjaciół Ameryki.

Najbardziej symbolicznym rekwizytem jest sam Ford Gran Torino. Walt Kowalski ma do auta stosunek emocjonalny, bo na taśmie produkcyjnej montował w nim układ kierowniczy. Samochód pochodzi z rocznika 1972. To dla Walta - i zapewne także dla Clinta Eastwooda - początek końca Ameryki, w jakiej czuli się dobrze i z jaką się utożsamiali. Właśnie w 1972 roku wybuchła afera Watergate, która doprowadziła do upadku prezydenta Nixona i wstrząsnęła całym establishmentem politycznym USA. Rok później, po tzw. wojnie październikowej na Bliskim Wschodzie, arabscy eksporterzy ropy naftowej rzucili Amerykę na kolana, wprowadzając embargo na dostawy tego strategicznego surowca. Ceny paliw poszybowały na niewyobrażalne poziomy. W 1975 roku wojska USA sromotnie wycofały się z Wietnamu Południowego .

Wszystko stało się inne. Także samochody. Skończyła się era krążowników szos napędzanych ogromnymi silnikami i "muscle cars", takich jak Gran Torino 1972. Auto Kowalskiego to coupé po amerykańsku, czyli dwudrzwiowy liftback o długości 526,5 cm, szerokości 201,4 cm i wysokości zaledwie 132 cm. Rozstaw osi - prawie 290 cm. Pod maską kryła się uwielbiana przez Amerykanów widlasta ósemka o pojemności 5,8 litra. Filmowy samochód, który wszakże opuścił swoje miejsce przed domem Walta dopiero w finałowej scenie, już z Tao za kierownicą, miał silnik opisywany w katalogach Forda jako 351CJ-4V Cleveland. 351 - to pojemność wyrażona w calach sześciennych, symbolem 4V oznaczano gaźnik czterogardzielowy, stosowany w autach usportowionych, takich jak Gran Torino czy Mustang. CJ to z kolei skrót terminu Cobra Jet, zastrzeżonego przez Forda dla mocarnych silników wyczynowych; w przypadku Gran Torino był to jednak zwykły chwyt marketingowy.

Dla Eastwooda ciemnozielony Gran Torino '72 był najwyraźniej czymś więcej niż tylko rekwizytem: po ukończeniu zdjęć odkupił go od producenta filmu i zaparkował w swoim prywatnym garażu.
marek.ponikowski@wp.pl

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie