Film Małgorzaty Szumowskiej "W imię...". Andrzej Chyra - w sutannie mu do twarzy

Ryszarda Wojciechowska
Tomasz Bołt
To był jeden z najbardziej oczekiwanych filmów tego festiwalu. Obraz "W imię..." Małgorzaty Szumowskiej przyjechał do Gdyni opromieniony już kilkoma nagrodami międzynarodowych festiwali. Również odtwórca głównej roli Andrzej Chyra zbierał doskonałe recenzje.

Mówił, że po przeczytaniu scenariusza wiedział, iż trafia mu się ciekawa rzecz do zagrania, interesująca historia i równie interesujący bohater. Że dostał do ręki materiał, w którym można było podłubać, poszukać czegoś nowego. Gra księdza, który zajmuje się trudną młodzieżą. Ale on też musi się zmierzyć z własnymi demonami.

Po projekcji żartowano, że Chyrze w sutannie do twarzy. Sam aktor o swojej postaci filmowej mówił tak:

- Ksiądz to figura w Polsce bardzo wymowna i ważna. Więc jak tylko Małgośka powiedziała mi, o czym będzie film i kogo zagram, byłem ciekaw, w którą stronę to będzie ewoluować. Były bardzo różne wersje scenariusza. Niektóre tak ostre, że pewnie przebilibyśmy film Tomka Wasilewskiego ("Płynące wieżowce", który także opowiada o miłości homoerotycznej). Potem się nieco wycofaliśmy z tej ostrości, aby wrócić do wersji, że trzeba jednak pokazać kawałek życia.

Na pytanie - czy spodziewa się kontrowersji wokół filmu, odpowiedział:

- Tak, ale to jest wpisane w scenariusz zdarzeń. Wiem również, że niektórzy po projekcji byli rozczarowani filmem. Tym, że nie jest on takim bardzo mocnym obrazem miłości gejowskiej, ani że nie jest też takim ewidentnym atakiem na Kościół. Że nie ma w tym filmie jakiejś chęci diagnozowania, krytykowania czy oskarżania. Nie ma, bo to jest po prostu, ludzka historia o emocjach.

W jaki sposób aktor pracował nad tą rolą?

- Używam przede wszystkim swojej intuicji i wyobraźni. I oczywiście jakiegoś researchu na temat postaci, który jest konieczny po to, żeby nie sfałszować rzeczywistości. Ja już mam prawie pięćdziesiąt lat i nawet jeśli co niedzielę nie chodzę do kościoła, to jednak kilka razy w nim byłem - mówił Andrzej Chyra.

Na sugestię, że to film o przerażającej samotności człowieka i o tym, że nikt mu nie pomaga odpowiedział:

- Jesteśmy bardzo mocno zamknięci w tych naszych wyobrażeniach na temat człowieka, także takiego, który jest księdzem. Jesteśmy zamknięci na to, że ksiądz też ma emocje. To dla nas nie do pojęcia. Wszystko, co jest poza ustaloną normą, staje się dla nas już perwersyjne. Ksiądz prawosławny i protestancki może mieć żonę, ale ksiądz katolicki już nie. Mówi się, że wybiera samotność, żeby być bliżej wiernych. Ale to są tylko słowa, których czasami nie da się przełożyć w prosty sposób na życie. Dla mnie to była w tym sensie dziwna przygoda z tą postacią, że nagle zobaczyłem, odkryłem inne życie, emocje trudne do skanalizowania, z którymi nie wiadomo, co zrobić.

Andrzej Chyra tłumaczył też, że teraz ma apetyt na dobre role i ma też nadzieję, że coś mu się będzie dobrego trafiało. Bo nie to jest najważniejsze, co się już zrobiło, tylko to, co będzie.

- Przede mną spotkanie z Jerzym Skolimowskim, a potem z Krzysztofem Krauzem. Więc mam nadzieję, że troszeczkę odwróciła się ode mnie ta nie najlepsza karta ostatnich lat - powiedział.

Lubisz dobre kino? Dowiedz się, jakie filmy są emitowane w telewizji! Sprawdź aktualny program tv!

Treści, za które warto zapłacić! REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI

Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Flesz: Wegańskie ubrania. Made in Poland

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

P
Polihistor

Jeśli ktoś lubi rozmieniać własną (dobrą) reputację na drobne - cóż ...

Dodaj ogłoszenie