Film "Czarny czwartek" przed pierwszym

    Film "Czarny czwartek" przed pierwszym klapsem

    Ryszarda Wojciechowska

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    Od pierwszego filmowego klapsa dzieli nas już tylko miesiąc. 12 stycznia 2010 roku ruszają zdjęcia do jedynego jak do tej pory filmu fabularnego, który opowie o grudniowej masakrze w Gdyni w 1970 roku. Ekipa filmowa jest gotowa. Modli się tylko o to, żeby nie spadł śnieg. Bo tamten grudzień był bezśnieżny. O przygotowaniach do "Czarnego czwartku" pisze Ryszarda Wojciechowska
    Pierwszy klaps jest zawsze trudny. A w przypadku "Czarnego czwartku" może być jeszcze trudniejszy. Trzeba będzie przełamać nie tylko pierwsze lody, ale i chłody. Zdjęcia bowiem rozpoczną się w samym środku zimy, w dodatku mocnym akcentem - ujęciami przed szpitalem i kostnicą w Redłowie.

    Już wiadomo, kto zagra główne role. Krakowska aktorka Marta Honzatko wcieli się w postać Stefanii Drywy.
    Honzatko, związana z Piwnicą pod Baranami i kabaretem Loch Camelot, obdarzona jest nie tylko aktorskim talentem i temperamentem, ale też fizycznym podobieństwem do swojej bohaterki. Brunona Drywę zagra Michał Kowalski, aktor teatru Wybrzeże.

    Scenarzyści "Czarnego czwartku" Mirosław Piepka i Michał Pruski mówią, że ich scenariusz opowiada o zwykłych ludziach. Pokazuje tragiczne losy jednej, prawdziwej rodziny. Dlatego ani przez moment nie brano pod uwagę tego, że Brunon Drywa - portowiec, który zginął 17 grudnia od strzału w plecy - mógłby mieć twarz, na przykład, Pawła Małaszyńskiego, a jego żona Joanny Brodzik.

    Ale już w przypadku ról drugoplanowych swoboda jest większa. I brane są pod uwagę znane aktorskie twarze. Władysława Gomułkę być może zagra Wojciech Pszoniak, a Piotr Fronczewski Zenona Kliszkę. Jest też do obsadzenia aktorsko Jan Mariański - ówczesny przewodniczący Miejskiej Rady Narodowej w Gdyni. Większość ekipy w tej roli widziałaby Mirosława Bakę. Bo - jak tłumaczą - to był też taki nordycki typ.
    Szczęśliwie udało się przygotować cały wojskowy sprzęt potrzebny do realizacji filmu. Są czołgi, transportery opancerzone, ciężarówki wojskowe. Zlokalizowano i zamówiono karetki pogotowia z tamtych lat, czyli stare warszawy combi. W halach gdyńskiego portu rośnie już filmowe mieszkanie Drywów i gabinet Jana Mariańskiego. Miał też powstać gabinet Gomułki. Ale życie potrafi czasami zaskakiwać. Okazało się, że prawdziwy gabinet I sekretarza przetrwał 40 lat. I ostał się w stanie prawie nienaruszonym tam, gdzie był, czyli w dawnym budynku KC PZPR w Warszawie.

    Autorem zdjęć "Czarnego czwartku" będzie Jacek Petrycki - wybitny polski operator, długoletni współpracownik brytyjskich telewizji BBC i Chanel 4. Ale przede wszystkim człowiek, któremu polskie kino zawdzięcza zdjęcia między innymi do "Amatora" i "Bez końca" Krzysztofa Kieślowskiego, "Przesłuchania" Ryszarda Bugajskiego i do kilku filmów Agnieszki Holland: "Europa Europa", "Gorączka" czy "Julia wraca do domu".
    Do pracy nad "Czarnym czwartkiem" Jacek Petrycki podchodzi wyjątkowo emocjonalnie. Chwilami nawet wilgotnieją mu oczy, kiedy opowiada o bohaterach i o tym, w jaki sposób będzie ich filmować.

    - Operator z mokrymi oczami? - próbuję żartować.
    - A dlaczego nie? To nie jest najgorsza rzecz - odpowiada.
    Dla niego Grudzień 70 wiele znaczy.
    - Tamta masakra była pierwszą cegiełką w budowaniu mojego światopoglądu. Wtedy zaczęło się prawdziwe dojrzewanie. Przejrzałem na oczy, widząc całe to "wyuzdanie" systemu. Silne emocje są więc usprawiedliwione. Zwłaszcza kiedy filmuję prawdziwą historię i w dodatku tak nieludzką. Wie pani, że my przed zdjęciami spotkaliśmy tych ludzi, którzy tamtą traumę przeżyli? Oni uchylili przed nami kawałek swojej tajemnicy i pozwolili nam jej dotknąć.
    Pomysł na zdjęcia? - myśli głośno... Zadanie szczególnie ciężkie, kiedy w grę wchodzi prawda. I to nie tylko prawda czasu, ale prawda obrazu.
    - Ten film nie może podlegać jakiejś stylizacji artystycznej. Widz, który siądzie przed ekranem, musi mieć wrażenie, że obcuje z rzeczywistymi sytuacjami i przeżyciami. Myślę, że wykorzystamy część materiałów archiwalnych znajdujących się w archiwum TVP. One wniosą niezwykłą siłę i ładunek emocji. A nas zmobilizują do tego, żeby cała reszta zdjęć fabularnych nie odstawała od tych archiwalnych. Żeby była taka reporterska, chropowata, jakby porwana i niedokończona. To nie mogą być wysmakowane, eleganckie obrazki. Bo takie byłyby nie na miejscu.

    Petrycki nie dzieli scen na łatwe i trudne. Najwyżej na trudne i trudniejsze. Sceny masowe, batalistyczne, z dużą liczbą statystów, potem w montażowni mogą się okazać łatwiejsze. Ponieważ tam psychologia rzadko dochodzi do głosu. Są zrywy, jest reakcja tłumu, strzelanie, bieganie, ofiary. To sceny kameralne będą wymagały wyjątkowego skupienia. Trzeba będzie uważać, żeby się nie ocierały o telenowelowe chwyty. To też ma być dzianie się, ale takie nakreślone półcieniami. Dlatego w domu Drywów kamera będzie podglądała ich życie jakby z ukrycia. Tak, żeby widz miał poczucie, że przed nim są prawdziwi ludzie, a nie aktorzy. I że to, co widzą na ekranie, dzieje się naprawdę.

    - Trudno się licytować, które sceny będą bardziej wstrząsające. Czy to straszliwe wydarzenie z otwarciem ognia do ludzi z 17 grudnia, które trwało raptem kilka minut, czy może pogrzeb, który odbywa się o dwunastej w nocy, a na cmentarzu jest dwadzieścia razy więcej tajniaków niż członków rodziny zabitego - tłumaczy Petrycki. Dodaje też, że jest jeden element, który całą ekipę filmową przeraża.
    - Dla nas to koszmar, chociaż poznawczo niezwykle ciekawy. Myślę o tym, jak Gdynia się zmieniła przez te ostatnie czterdzieści lat. To już zupełnie inne miasto. Świętojańska to nie ta sama ulica - twierdzi.
    Mają więc problem. Już po raz czwarty zrobili objazd po mieście. I za każdym razem szukają sposobu na wyjście z tej sytuacji. Jak zrobić ze Świętojańskiej, z luksusowymi witrynami i krzykliwymi neonami, Świętojańską z Grudnia 70?

    - My już potrafimy ją komputerowo obedrzeć z tego luksusu. Ale to jeszcze za mało. To ciągle nie to. Bo nadal aktualny jest problem z nawierzchnią. Przed 40 laty była tu brukowa kostka, niezwykle charakterystyczna. A w tej chwili mamy asfalt, z pasami pomalowanymi na różne sposoby. Próbujemy więc różnych sztuczek. Jeden z pomysłów to wyprodukowanie takiej kostki z... metra. I rozłożenie jej na ulicy. Będziemy też asfalt troszkę przyprószać, przysypywać tak, żeby nie raził. Ostatecznie spróbujemy ustawiać kamerę w taki sposób, aby nie było widać podłoża - mówi Jacek Petrycki. Dopiero przy czwartej wizycie na peronie kolejki SKM dotarło do nich, że tam jest zadaszenie, którego przed czterdziestu laty nie było. I znowu trzeba kombinować, jak ustawić kamerę, żeby w kadrze był tylko jak wtedy, goły peron.
    - Mieliśmy też nadzieję przy ulicy Czołgistów odtworzyć stację benzynową. Ale tam niedawno zaczęły się roboty drogowe. Teren ogrodzono i do... widzenia państwu. Ale damy radę. Będziemy walczyć - mówi optymistycznie Petrycki.

    Paweł Chmielewski - II reżyser - twierdzi, że "Czarny czwartek" jest dla niego filmem o tajemnicy. O tajemnicy wciąż nierozwiązanej, z pytaniem - kto wydał rozkaz, w rezultacie którego doszło do takiej masakry?
    Na czym polega praca drugiego reżysera? Słysząc to, odpowiada dość przekornie, że jeszcze nie wie. Bo zazwyczaj był pierwszym reżyserem w telewizyjnych serialach.
    - Dla mnie więc to nietypowa sytuacja. Ale też i film jest nietypowy jak na polskie standardy, ponieważ ma bardzo dużo scen masowych. I moja praca będzie polegała na wykreowaniu tych wieloosobowych scen akcji - bójek, bitew.

    Najtrudniejsze sceny?
    Paweł Chmielewski nie ma wątpliwości. Dla niego to te w podziemiach obecnego Urzędu Miejskiego w Gdyni, gdzie milicja w grudniu katowała zatrzymane osoby. Odbywały się tam akty prawdziwej kaźni, sadystyczne, łącznie z obcinaniem włosów nożami. Te sceny będą najtrudniejsze, nie tylko z powodu emocji. Ale też wymagają zgrania kilku rzeczy - charakteryzacji, odtworzenia atmosfery grozy, stworzenia takich ujęć, aby widz miał wrażenie, że te uderzenia naprawdę dotykają ludzkiego ciała, tną skórę, łamią kości. Że krew naprawdę się leje.
    - Widz musi to poczuć. I być wstrząśnięty, tak jak ja, po przeczytaniu tych scen w scenariuszu. Czytając drętwiałem, bo to koszmarna, nieludzko ohydna historia. Ale musimy ją pokazać. I mam nadzieję, że te sceny będą terapią szokową - mówi Chmielewski.
    W filmie znajdzie się też scena niesienia przez ulice Gdyni ciała młodego Zbyszka Godlewskiego. Ta sama, która została upamiętniona w balladzie o Janku Wiśniewskim.

    - Cały ten przemarsz będzie dokładnie filmowany. Chociaż mało kto wie, że podczas późniejszych zamieszek i starć z milicją, ciało Zbyszka Godlewskiego porzucono. I leżało ono pod urzędem - kończy II reżyser.
    Patronat honorowy nad filmem objął prezydent Gdyni Wojciech Szczurek. Patronem medialnym "Czarnego czwartku" jest "Polska Dziennik Bałtycki".




    Szukamy rekwizytów


    Ekipa filmowa "Czarnego czwartku" zwraca się z prośbą do wszystkich Czytelników, którym zachowały się z lat sześć- dziesiątych i siedemdziesiątych ubrania, meble i przedmioty wyposażenia domu. Jeśli ktoś posiada taki przedmiot, ubiór czy inny gadżet, który pochodzi z tamtych lat i zechce go ofiarować na potrzeby produkcji tego filmu, proszony jest o kontakt e-mailowy: biuro@gdynia70.pl albo może to zgłosić telefonicznie pod numerami: 58 627 45 27 i 627 46 27. Zainteresowanych odsyłamy też do strony internetowej filmu "Czarny czwartek": www.gdynia70.pl

    Filmy o Grudniu 70

    W najbliższy wtorek w Teatrze Miejskim w Gdyni odbędzie się premiera filmu "Grudzień 70. Pamięć poległych, pamięć żywych". Obraz pokazuje nie tylko historię, ale także proces dowiadywania się o niej przez młodzież trójmiejskich szkół średnich. Film został zrealizowany przez Video Studio Gdańsk.
    15 grudnia dla naszych Czytelników w Gdańsku i Gdyni do "Dziennika Bałtyckiego" dołączymy płytę edukacyjną "Dwa Grudnie" Małgorzaty Sokołowskiej i Justyny Skowronek. Płyta prezentuje dzieje Grudnia 70 w Gdańsku, Gdyni, Szczecinie i Elblągu oraz okres trwania stanu wojennego.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo