Festiwal Sopot Non – Fiction 2020. Rozmowa z kuratorem imprezy

Gabriela Pewińska
Gabriela Pewińska
Jutro przypłynie królowa Mat. prasowe
Rozmowa z Adamem Nalepą, reżyserem, kuratorem festiwalu Sopot Non – Fiction 2020 w Sopocie.

Przed nami dziewiąta już edycja – zainicjowanego przez sopocki Teatr BOTO - Festiwalu Teatru Dokumentalnego i Rezydencji Artystycznej Sopot Non-Fiction. To cud, że udało się w tym trudnym, nie tylko dla kultury, roku zorganizować ten festiwal.

To była niełatwa decyzja, z Romanem Pawłowskim i Adamem Orzechowskim, moimi współkuratorami, zastanawialiśmy się, czy ryzykować edycję "na żywo", ale też wzięliśmy pod uwagę, że Sopot Non-Fiction to nie tylko festiwal, to też rezydencja artystyczna i przede wszystkim spotkanie twórców różnych dziedzin, wymiana pomysłów, dyskusje, współpraca i oczywiście konfrontacja z realną, a niecyfrową publicznością.

Podczas rezydencji, przypomnijmy, reżyserzy, dramaturdzy i aktorzy pracują nad projektami teatralnymi, dla których bazą są reportaże, wywiady, artykuły prasowe i wszelkie materiały dokumentalne. Ich działania kończy Maraton Non-Fiction – dwudniowy, otwarty dla publiczności, pokaz pracy warsztatowej. Temat pandemii będzie obecny w czasie festiwalu?

Mamy nadzieję, że sama pandemia na nią nie wkroczy, będziemy przestrzegać wszelkich rygorów ostrożności, ale tematyka pandemiczna pojawi się, i to w różnych odsłonach. Trochę smuci nas, że jedynie połowa widowni może być w tych warunkach zapełniona, bo nasz festiwal to zawsze były tłumy widzów. Mogliśmy, oczywiście, zaproponować transmisję internetową festiwalowych wydarzeń, jednak formułą teatru online jesteśmy już wszyscy bardzo zmęczeni. Teatr potrzebuje dialogu z widzem, nie z kamerą. Widz chce bliskości aktora, sceny, nie ekranu komputera. Od przekazu internetowego odstąpiliśmy, ale temat internetu pojawi się, choćby w projekcie Beniamina Bukowskiego. „Drzewo poznania” opowie o czyścicielach internetu, o ludziach, którzy eliminują z sieci najbardziej brutalne, wulgarne treści. Bukowski stawia pytanie, jaki wpływ na psychikę tych ludzi ma praca, w której z reguły da się wytrzymać nie dłużej niż kilka tygodni.

To pytanie o cenzurę i polityczną manipulację w internecie, ale i o formułę teatru dokumentalnego w przestrzeni online, na który byliśmy zdani przez ostatnie miesiące. W programie tegorocznego festiwalu będzie też wiele wątków, które dotyczą relacji między ludźmi...

W czasie pandemii ograniczonych, zablokowanych lub zerwanych.

Reżyser Marek Idzikowski spróbuje odczytać historię rodziny z pozostawionych pamiątek po zmarłym dziadku, którego właściwie nie znał. Idzikowski jako reżyser teatru lalek rozumie swoją sztukę "jako teatr przedmiotu, w którym każda rzecz może stać się narzędziem. Tu głównymi aktorami są właśnie przedmioty, a ludzie naokoło tylko umiejętnie je eksponują, animują, tworzą obrazy i pomagają im się wyrazić." Ci ludzie, to ekipa, z którą przyjedzie na rezydencję - niecodzienna mieszanka reprezentantów różnych dziedzin sztuki i nauki: od performera po rzeźbiarza i biologa. To interesująca formuła badania roli teatru w osobistej, artystycznej wypowiedzi. Podobnie do tematu podchodzi reżyserka Weronika Szczawińska, która od dwóch lat jest pacjentką onkologiczną. Interesuje ją rzeczywistość zmieniona przez raka, artystka zadaje pytania, do czego może „przydać się” choroba nowotworowa, czego dzięki rakowi można dowiedzieć się o współczesnym świecie i społeczeństwie, które nie zawsze wie jak zachować się w obliczu choroby, choroby będącej tematem tabu, choroby, która nawet nie wygenerowała adekwatnego języka, by o niej mówić.

Artystka chciałaby opowiedzieć o tym, co przeżyła, ale nie interesuje ją projekt konfesyjny, terapeutyczny czy pedagogiczny. Jak zapowiada, będzie to spektakl anarchiczny, spektakl, któremu puściły nerwy, który wykorzysta komizm, groteskę i formułę stand-up'u.

Pojawi się temat ...UFO, a i ten dotyczący teorii spiskowych, bardzo na czasie.

„UFO” to projekt reżyserki Katarzyny Minkowskiej i choreografki, tancerki Anety Jankowskiej. To konfrontacja dwóch odmiennych światopoglądów. Projekt mówi m. in. o "wielkiej tęsknocie", czymkolwiek ona jest, tęsknocie do innej, alternatywnej rzeczywistości, tęsknocie do lepszego świata, do dowodu, że nie jesteśmy sami we wszechświecie, do możliwości ucieczki od naszej smutnej rzeczywistości. Interesującym w tym kontekście jest także warsztat Wojtka Rodaka „Przebudzeni”. To rzecz o teoriach spiskowych, politycznych, gospodarczych, i wszelkich innych, których w czasie pandemii pojawiło się mnóstwo.

Łącznie z tą, że nie ma koronawirusa.

I tą o szczepionkach, które mają nas zaczipować, i tą o szkodliwości technologii G5. To temat, który narodził się z izolacji ostatnich miesięcy, z niepewności wywołanej brakiem rzetelnych informacji, z naszych lęków i nadziei, że kiedyś "przebudzimy się”, a wtedy cała ta epidemia okaże się wymyślona. Twórcy będą starali się rozpracować mechanizmy powstawania teorii spiskowych i odpowiedzieć sobie na pytanie, „gdzie lokuje się bezpieczna granica między trzeźwym sceptycyzmem i nietolerancją, a groźną tendencją do przeczenia osiągnięciom nauki?”.

Grupa Krzysztofa Popiołka bierze na warsztat tekst Heinza Hegera „Mężczyźni z różowym trójkątem”.

To książka, która mówi o homoseksualnych więźniach obozów koncentracyjnych III Rzeszy. Temat nagle stał się bardzo aktualny, dominuje w przekazie społecznym, jakże na czasie jest idea, która przyświeca twórcom: „Naszym celem jest nieutrwalanie i niepogłębianie społecznych podziałów, dawanie głosu wykluczonym, wyśmiewanym, opluwanym, przypominanie o empatii i pogłębianie wrażliwości na istnienie drugiej osoby. Próba zastopowania, uprzedmiotowiania, które to urywa każdą dyskusję, dehumanizuje wszelką narrację”.

To wszystko tematy, po które zapewne chętnie sięgnąłby nie tylko teatr dokumentalny.

I słusznie. Wprawdzie daleko mi do nazywania siebie reżyserem teatru dokumentu, ale osobiście nigdy nie byłbym zainteresowany zrobieniem spektaklu, który nie ma swojego odzwierciedlenia w problemach rzeczywistości. A teatr dokumentu, mimo że sugeruje twarde i suche fakty, może przecież być poetycki, śmieszny i nad wyraz emocjonalny. Zresztą gdzie leży ta granica i czy w ogóle istnieje?

Za rok będziemy obchodzili dziesięciolecie naszego festiwalu i na tę okazję chcielibyśmy podsumować nasze dotychczasowe doświadczenia z teatrem dokumentu, opublikować wnioski i zastanowić się nad nową definicją tego fenomenu.

Sopot Non-Fiction to również prezentacje spektakli, które powstały jako efekt poprzednich edycji festiwalu.

W tym roku, z racji pandemii, niewiele z podjętych podczas minionej edycji tematów miało szansę zaistnieć na scenie - co burzy nam trochę statystykę spektakli powstałych dotychczas na kanwie naszego festiwalu. W zamian zaprosiliśmy po prostu spektakle dokumentalne, które w ostatnim czasie odniosły olbrzymi sukces w Polce i które po raz pierwszy zagoszczą w Trójmieście. Pierwszy to fenomenalne „Zakonnice odchodzą po cichu”, produkcja Teatru im. Jana Kochanowskiego w Opolu na podstawie książki Marty Abramowicz w reżyserii Darii Kopiec, która kilka lat temu z historią „Żydówek ze Szczuczyna" byłą naszą festiwalową rezydentką. Drugi spektakl to propozycja Wrocławskiego Teatru Współczesnego „Jutro przypłynie królowa” w reżyserii Piotra Łukaszczyka na podstawie książki Macieja Wasielewskiego. W tym wypadku tematem jest pedofilia, a mottem słowa Philipa Zimbardo: „Jedną z najistotniejszych, a najmniej uznawanych przyczyn zła, poza głównymi sprawcami, protagonistami krzywdy, jest milczący chór, który patrzy, lecz nie widzi, który słucha, lecz nie słyszy.”

Tegoroczny festiwal to także czytania sztuk.

Przedstawimy tekst Kuby Zubrzyckiego „8.03.”. To "Dzień kobiet", symboliczna data, gdy trzydzieści trzy kobiety opowiedziały śledczym o tym, jak w przeszłości zostały wykorzystane seksualnie. Sztuka jest m. in. opowieścią o przezwyciężaniu strachu i miała swoje początki na Sopot Non-Fiction kilka lat temu w kontekście tutejszej afery z „Zatoką Sztuki". Z kolei „Granica” w reżyserii Katarzyny Szyngiery, projekt aktualnie realizowany w Rzeszowie, analizuje problem granic w dzisiejszej Europie: tych które dzielą kraje i tych w społeczeństwie. To także temat, który swoje korzenie ma w pandemii, kiedy to na kilka miesięcy zostały zamknięte granice.

W tegorocznej rezydencji weźmie udział ponad 35 twórców.

To i tak, z powodu pandemii mniej, niż zwykle. Jest też spore, jak zawsze, zainteresowanie widzów. Cieszymy się, ale i odczuwamy niepokój, bo co by się stało, gdyby nagle obostrzenia - wynikające z rosnącej liczby zachorowań na COVID – 19 - dotarły do Sopotu. Pocieszające jest tylko to, że młodzi, kreatywni twórcy, którzy do nas przyjadą na pewno mieliby na taką ewentualność jakiś świetny, artystyczny pomysł. Sytuacje graniczne, mimo wszystko, zawsze uskrzydlają. Jeśli nie dostaję tego, czego chcę, muszę ruszyć głową, jak zrealizować mój plan w inny sposób. Tak się rodzą nowe interesujące formy, także w teatrze.

22-29 sierpnia, Scena Kameralna Teatru Wybrzeże w Sopocie. Program na: boto.art.pl

Danuta Stenka w nowym serialu "Nieobecni". Jak go ocenia?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie