reklama

Festiwal Legend Rocka w Dolinie Charlotty

Marcin Kamiński, Marcin MindykowskiZaktualizowano 
Reg Presley z The Troggs był zachwycony publicznością Doliny Charlotty i dał z siebie wszystko
Reg Presley z The Troggs był zachwycony publicznością Doliny Charlotty i dał z siebie wszystko Marcin Kamiński
Za nami pierwsza odsłona tegorocznej edycji Festiwalu Legend Rocka, który od trzech lat odbywa się w malowniczej Doliny Charlotty w podsłupskim Strzelinku.

W tamtejszym amfiteatrze odbyła się wycieczka w historię muzyki. Zagrały zespoły światowej sceny rockowej - może trochę przebrzmiałe, ale wciąż pełne wigoru.

Pierwszego dnia koncerty rozpoczęła grupa The Troggs, która, z wieloma przerwami, gra od 1964 roku. Ze starego składu pozostali jedynie gitarzysta Chris Britton oraz wokalista Reg Presley. Mimo wieku, wciąż można było rozpoznać w tym ostatnim młodego chłopca, śpiewającego nosowo "Wild Thing". Oprócz tego szlagieru, który zanucić umie każdy, zespół zagrał także "With a Girl Like You", "I Can't Control Myself", "Anyway that You Want Me" i "Love Is All Around". Publiczność nie chciała wypuścić muzyków ze sceny i wbrew wszystkiemu "Troglodyci" zabisowali.

Po nich na scenie pojawił się Wishbone Ash, a właściwie jedna z dwóch grup o tej samej nazwie, stworzona przez jej współzałożyciela, Martina Turnera. Inny zespół, grający pod tym szyldem, występuje pod wodzą drugiego lidera starego wcielenia, Andy'ego Powella. Mimo że skład zespołu nie był oryginalny, występ stał na najwyższym poziomie technicznym i instrumentalnym. Ze sceny popłynęły dźwięki "Phoenix", "Blind Eye" i "Persephone". Publiczność wyśpiewywała z muzykami utwory i doskonale się bawiła. Każdy zespół zagrał półtoragodzinny koncert. Dla słuchaczy zebranych w amfiteatrze było to jednak zdecydowanie za mało.

Muzycy też byli pod wrażeniem miejsca, w którym grali, oraz reakcji słuchaczy. - Nie spodziewaliśmy się takiej publiczności - mówił po koncercie z zachwytem Turner. - Dziękujemy za tak świetne przyjęcie.

Podobnie, choć powściągliwiej, zareagował Reg Presley. - Rewelacja - powiedział.

Drugi dzień festiwalu otworzył T.Rex, który w Polsce zadebiutował rok temu, także na festiwalu. Dzisiejsze wcielenie zespołu jest przedłużeniem dorobku jednego z największych talentów lat 70., Marca Bolana - nieodżałowanego lidera oryginalnego T.Rex, zmarłego tragicznie w wypadku samochodowym w 1977 roku. I choć jedynym muzykiem w obecnym składzie, który miał szansę współpracować z Bolanem, jest perkusista Paul Fenton, to grupa dość skutecznie przywołuje klimat koncertów z lat 70. Niemała w tym zasługa wokalisty Roba Bensona, który w młodości był pod przemożnym wpływem Bolana, i który pod względem wyglądu i warunków głosowych lokuje się bardzo blisko oryginału. Usłyszeliśmy najbardziej sztandarowe utwory T.Rex, na czele z "Children of the Revolution", "Get It On", "Hot Love" i zagranym na bis "20th Century Boy". Glamrockowe kompozycje zabrzmiały dużo ciężej niż w oryginale - nie bez znaczenia jest tu pewnie fakt, że dzisiejszy gitarzysta grupy, Graham Olivier, grał w heavymetalowym Saxon.
Gwiazdą wieczoru była grupa Slade. Największą popularnością, także w Polsce, muzycy cieszyli się w latach 70. Ich energetyczne, hałaśliwe granie i dalekie od ortografii zapisy tytułów nigdy nie pozostawiały złudzeń, że w muzyce zespołu chodzi przede wszystkim o dobrą zabawę. Dziś w formacji - oprócz oryginalnych członków: wokalisty i gitarzysty Dave'a Hilla oraz perkusisty Dona Powella - gra obdarzony niskim, zachrypniętym głosem gitarzysta i główny wokalista Mal McNulty (weteran rockowej sceny lat 70., członek m.in. Sweet), a także basista i skrzypek John Berry. Zespół nie miał najmniejszego problemu z zachęceniem publiczności do wspólnej zabawy. Szczególną energią wykazał się Dave Hill, który nieustannie biegał po scenie. Na repertuar złożyły się solidnie, mocno wykonane przeboje, z których najcieplej zostały przyjęte "Coz I Luv You", "Far, Far Away" czy "świąteczny", zagrany na bis "Merry Christmas Everybody", który muzycy wykonali w... czapkach św. Mikołajów.

Kolejne koncerty w ramach Festiwalu Legend Rocka odbędą się w dniach 14-16 sierpnia. Wystąpią m.in. Budgie, The Yardbirds i Nazareth.

Paul Fenton, lider i perkusista T.Rex

Rozmowa z muzykiem, który w latach 70. grał z Markiem Bolanem

To Wasz drugi występ na Festiwalu Legend Rocka.
To świetny festiwal. Takie wydarzenie daje ludziom szansę zobaczenia starych brytyjskich grup i przekonania się, że one nadal działają. Wciąż czerpiemy radość z grania rock'n'rolla, co spotyka się z entuzjazmem publiczności, także tej polskiej, która przyjmuje nas szczególnie ciepło. Myślę, że gdyby Marc Bolan żył, myślałby tak samo i śpiewał tu z nami.

Jak wspominacie swój debiut na festiwalu rok temu?
Było fantastycznie, od razu wiedzieliśmy, że tu wrócimy.

Ale mówiłeś, że początkowo mieliście obawy, jak przyjmą Was polscy fani.
Tak było. Ale mam wielu przyjaciół, którzy grali w Polsce i opowiadali mi o tutejszej publiczności. Spotkałem też w życiu wielu Polaków - moja babcia prowadziła otwarty dom. Często mieszkali u niej Polacy, którzy rozczarowani powojenną rzeczywistością uciekali do Anglii. Z wieloma się kolegowałem, chodziłem do szkoły. Dzięki temu dobrze znam waszą dramatyczną historię z lat 40., pełną bólu, łez i złości. Był to zresztą jeden z powodów, dla których chciałem tu przyjechać i sprawić wam radość, przypominając muzykę Marca Bolana. I nikt by mnie przed tym nie powstrzymał.

Zima 30-lecia w Polsce, zasypie nas śnieg

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie