Festiwal Filmowy w Gdyni 2014. Pokaz filmu „Bogowie” z Tomaszem Kotem w roli prof. Religi [ZDJĘCIA]

Jarosław Zalesiński
Spotkanie z twórcami filmu "Bogowie". Na zdjęciu Tomasz Kot Tomasz Bołt
Opowiedziany z biglem, z pasją niemal, trzymający w napięciu bez chwili przerwy, a do tego z dużym ładunkiem humoru – takim okazał się film „Bogowie” Łukasza Palkowskiego, kolejny konkursowy film, pokazany w czwartek na festiwalu. Biografia profesora Zbigniewa Religi okazała się świetnym materiałem na film, który połączy dwa portrety: szalonego pasjonata, „wariata ze skalpelem”, oraz portret Polski i Polaków lat 70. i 80., nareszcie nie polityczny, tylko „z życia wzięty”.

Palkowski nie zadowolił się niezwykle sprawnym, przygodowym właściwie opowiedzeniem losów człowieka, który przeprowadził w Polsce pierwszy zabieg przeszczepu serca i stworzył klinikę w Zabrzu, gdzie tych zabiegów przeprowadzono do dzisiaj tysiące. „Bogowie” stawiają też kilka ważnych pytań: o moralne problemy transplantologii, o granice między służeniom sprawie ludzkiego życia a dążeniem do osobistego sukcesu, przede wszystkim zaś – o granice ludzkich możliwości.

Nie jesteśmy bogami – wydaje się mówić w swoim filmie Łukasz Palkowski. Jeśli zacznie nam się wydawać, że nasze ludzkie możliwości są nieograniczone, to, co dobre, zacznie się obracać na złe.

Osobny rozdział w tym filmie to rola Tomasza Kota jako profesora Religi. Kto by nie dowiedział się przed seansem, że to Kot gra u Palkowskiego główną rolę, ten nie ma szans rozpoznania Kota w wysokim, przygarbionym człowieku o szczupłej twarzy i przenikliwym spojrzeniu, ćmiącym bez chwili przerwy papierosy. Tak jak Robert Więckiewicz w filmie „Wałęsa” stał się Wałęsą, tak Kot w „Bogach” stał się Zbigniewem Religą.

Czy to rola na główną aktorską nagrodę? Nie sposób przewidzieć. Jest jeszcze przecież Robert Więckiewicz w filmie „Pod Mocnym Aniołem”. Nie sposób też przewidzieć, na jakie „Bogowie” – najsprawniej jako dotąd opowiedziany film konkursowy tego festiwalu, najbardziej kinowy – załapie się nagrody.

Taki wyraźny festiwalowy faworyt po dotychczasowych seansach się nie pojawił, inaczej niż to działo się rok temu, kiedy po premierze „Idy” wiadomo było od razu, że to film szczególny, pretendujący do najważniejszych laurów. W filmowym peletonie pojawiło się kilku zawodników z napisem na koszulce „koniec wyścigu”, ale nie pojawił się, jak dotąd, faworyt.

Ci najlepsi pedałują w miarę równo. Może tylko Krzysztof Skonieczny, reżyser ciekawego „Hardkor Disko”, objawił się jako najlepszy na tym festiwalu debiutant. Ale zaczekajmy: jeszcze nie wszyscy się pokazali…

Treści, za które warto zapłacić! REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI

Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Flesz: Wegańskie ubrania. Made in Poland

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie