Felieton. Lekceważymy matkę naturę

Maciej Wajer
Chociaż pogoda jak na prawdziwą polską jesień przystało nastraja nas optymizmem, to już teraz można zauważyć, że w niektórych domach robi się chłodno. A to oznacza, że trzeba zadbać o podwyższenie temperatury. Czas więc na zakasanie rękawów i rozpalenie domowych ognisk. Na efekty takich działań nie trzeba było długo czekać, bo każdy widzi buchające czarnym dymem kominy. Czasami słabiej, a czasami mocniej

Raport przygotowany przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Gdańsku pokazuje, że Kościerzyna nadal znajduje się w czołówce najbardziej zanieczyszczonych miast w województwie pomorskim. Niestety, nie jest to powód do dumy. W tej niechlubnej czołówce znajdujemy się od wielu lat i raczej nic nie wskazuje na to, by w najbliższej przyszłości taka sytuacja miałaby się zmienić.

Trzeba obiektywnie podkreślić, że władze miasta podejmują różne działania, by powietrze było bardziej czyste, jednak efekty są mizerne. Nie jest to oczywiście wina rządzących, bo kontrole przeprowadzane przez strażników miejskich ewidentnie pokazują, że sami sobie fundujemy emisję różnych zanieczyszczeń do powietrza.

Myślę, że gdyby WIOŚ przeprowadziłby badania poza stolicą powiatu, to również nie napawałyby one optymizmem. Większość z nas jeździ przecież samochodami i może zaobserwować lokalny krajobraz, którego integralnym elementem są dymiące kominy, czasami przypominające te ze śląskiego zagłębia.

Optymistyczne jest to, że niektórym powoli zaczyna doskwierać to, czym sąsiad pali w swym piecu. Być może, zjawisko nazywane przez złośliwych "uprzejmie donoszę" będzie najbardziej skuteczną metodą na tych, którzy wrzucają do domowych palenisk wszystko, co popadnie.

Analizując ostatni raport WIOŚ, jednego możemy być pewni, że z takimi danymi, marzenia o uczynieniu Kościerzyny uzdrowiskiem należy zaliczyć do kategorii "marzeń ściętej głowy". Zatruwając środowisko decydujemy się na wojnę z matką naturą, a ta z reguły zwycięsko wychodzi z potyczek z człowiekiem. Więc warto może przytoczyć słowa Roberta Greena Ingersolla, amerykańskiego pułkownika w okresie wojny secesyjnej, który stwierdził: Przyroda nie zna nagrody ani kary. Przyroda zna tylko konsekwencje.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie