Ewa Kowalska o PGE Arenie: Jak powstawał stadion, nowy symbol Gdańska

rozm. Marek Adamkowicz
Ewa Kowalska prowadzi bloga iBedeker. Przez trzy lata dokumentowała budowę stadionu w gdańskiej Letnicy

Stadion w gdańskiej Letnicy był - zwłaszcza dla kibiców z zagranicy - prawdziwym objawieniem mistrzostw Euro. Pani udokumentowała całą jego budowę.
Było w tym trochę przypadku. Jako tak zwana dziennikarka obywatelska pojechałam w kwietniu 2008 roku do Letnicy, żeby zrobić materiał o rozpoczęciu budowy stadionu. W miejscu, gdzie dzisiaj stoi PGE Arena, były wówczas jeszcze ogródki działkowe. W zasadzie nic się tam nie działo, dlatego postanowiłam, że wrócę za tydzień. Tak też zrobiłam. Ponieważ pierwsza moja wizyta wypadła w środę, później przyjeżdżałam właśnie tego dnia. W sumie odwiedzałam Letnicę przez 172 tygodnie.

Opuściła Pani którąś z tych śród?
Nie było mnie trzy razy, ale na ten czas zapewniłam sobie zastępstwo. Poza tym przyjeżdżałam, nawet jeśli akurat wypadła Wigilia czy sylwester. Była to dla mnie prawdziwa próba charakteru. Przyznaję, że w pewnym momencie miałam kryzys, chciałam zrezygnować z cotygodniowych wypraw. Na szczęście wytrwałam. Satysfakcja jest tym większa, że w ciągu trzech lat bytności na placu budowy przetrzymałam wszystko - deszcze, śniegi, upały… Nagrodą jest zebrany materiał, w postaci filmów i ponad 15 tysięcy zdjęć, ale też poznani ludzie.

Budowlańcy?
Przede wszystkim oni, ale też mieszkańcy. Z początku dziwili się, że co tydzień kręci się w okolicy kobieta z aparatem, jednak z czasem przyzwyczaili się. Wiedzieli, że jak jest środa, to na pewno pojawi się "ta z czerwonego peugeota" - tak mnie nazywali. Podobnie było z budowlańcami. Musieliśmy się poznać, wzajemnie oswoić.

Nie denerwowali się, że ktoś kręci się między nimi i pstryka zdjęcia?
W żadnym wypadku! Zwłaszcza od kiedy budową zajęła się spółka Biuro Inwestycji Euro Gdańsk 2012, czyli BIEG. Moja obecność w tym miejscu została usankcjonowana. Dostałam przepustkę, mogłam swobodnie poruszać się po placu budowy. Ze względów bezpieczeństwa podczas pracy miałam swojego opiekuna. Przyznam, że kiedy patrzyłam, jak ten stadion rośnie, odezwała się we mnie dusza inżyniera.

Chciała Pani zająć się budowlanką?
No, może… (śmiech). Tak naprawdę to przypomniałam sobie co nieco z młodości, gdyż z wykształcenia jestem inżynierem. W Gdańsku skończyłam politechnikę, ale nigdy nie realizowałam się zawodowo w tym kierunku. Nawet praktyki studenckie miałam dziwne, bo w sierpniu 1980 roku, a przecież wiadomo, że w Polsce był to czas szczególny. W zasadzie dopiero teraz zobaczyłam, jak wygląda praca naszych budowlańców, i naprawdę zaczęłam ich doceniać. To fantastyczni ludzie, którzy w robocie dają z siebie wszystko.

Kiedy w lipcu 2011 roku nadszedł ostatni dzień pracy, było Pani żal, że to już koniec?
Było. I była też ulga, że zamknęłam ten projekt. Ale najbardziej było mi szkoda poznanych ludzi - musiałam się z nimi rozstać. Przez te wszystkie lata bardzo się zżyliśmy. Ja przynosiłam im sernik, oni częstowali herbatą. Cóż więcej dodać…?

Od tego czasu dokumentacja stadionowa zaczęła żyć własnym życiem.
Właściwie stało się to już wcześniej. Swoje materiały umieszczałam na blogu iBedeker, który prowadzę, a także na jednym z forów internetowych, poświęconych nowym inwestycjom. Są tam informacje z całego świata, także z Gdańska. Można było obserwować, jak po każdej środowej publikacji gwałtownie wzrasta w internecie liczba odsłon. Sprawą interesowano się m.in. w Niemczech, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych.

Teraz zdjęcia z wystawy można oglądać w gdańskim Dworze Artusa.
Z propozycją zorganizowania tej prezentacji wyszło Muzeum Historyczne Miasta Gdańska. Wzięło ono na siebie również ciężar przygotowań, za co jestem mu ogromnie wdzięczna. Wystawa nazywa się "Pamiętnik budowy stadionu trudem ludzi pisany". Można na niej zobaczyć zdjęcia, ale też film, który został artystycznie przetworzony przez Filipa Ignatowicza, studenta gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych.

Z częścią tej stadionowej historii będą mogli się zapoznać prenumeratorzy "Dziennika Bałtyckiego".
Pokazałam pięć części pamiętnika budowy stadionu. Oprócz warstwy dokumentalnej są tu również gdańskie ciekawostki. Materiał jest różnej jakości, bo na początku mój sprzęt, niestety, nie był najlepszy. Warto jednak obejrzeć całość.

Budowa stadionu już za nami. Zamierza Pani dokumentować kolejną inwestycję?
Jest taki plan. Przymierzam się do śledzenia budowy tunelu pod Martwą Wisłą. Na pewno będzie to innego rodzaju doświadczenie, bo stadion - siłą rzeczy - rósł w górę, z kolei tunel powstanie pod ziemią. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie