Ewa Kempisty-Jeznach, autorka „Testosteron. Klucz do męskości”: Jeśli kiedykolwiek dojdzie do katastrofy, pierwsi zginą mężczyźni [rozmowa]

  • Dziennik Bałtycki

rozm. Ryszarda Wojciechowska

Testosteron to nie jest hormon wojny - mówi dr Ewa Kempisty-Jeznach, lekarz medycyny męskiej i autorka książki „Testosteron. Klucz do męskości”.

Tę książkę napisała pani dla kobiet, ale na prośbę... mężczyzn.

To prawda. Kiedy przed trzema laty wydałam „Książkę tylko dla mężczyzn”, panowie przyjęli ją entuzjastycznie. Ale potem od nich słyszałam, że powinnam napisać podobną pozycję, tylko dla pań. Na pytanie - dlaczego, odpowiadali, że chcieliby, aby ich żony, partnerki i dziewczyny zrozumiały, z jakich powodów oni są inni. Dlaczego inaczej funkcjonują, zachowują się, reagują. Jeden z nich oświadczył nawet pół żartem, pół serio: - Pani doktor, chodzi o taki instruktaż dla żony. Coś, co pozwoli jej otworzyć mnie, zajrzeć do mojego wnętrza i zobaczyć te mechanizmy, które napędzają moje działania.

Ewa Kempisty-Jeznach: - Jeden z mężczyzn powiedział pół żartem, pół serio: - Pani doktor, chodzi o taki instruktaż dla żony

Patryk Vega w recenzji napisał m.in., że mężczyźni jeszcze nigdy nie byli tak obnażeni, jak w tej książce, a Marcin Prokop dodał, że autorka obala mit, iż testosteron to tylko seks i siłownia. Czym więc jest testosteron?

Hormonem królewskim, który całkowicie zarządza życiem mężczyzny. Kobiety też posiadają ten hormon. Ale mają go dziesięć razy mniej niż panowie.

Pamiętam, jak Kayah oskarżała w piosence testosteron o „łez strumienie, osamotnienie, zdradę i gniew, o cierpienie, wojen płomienie, przelaną krew...” Miała rację?

Nie do końca. Mężczyźni, którzy posiadają testosteron we właściwych proporcjach, są opiekuńczy, dżentelmeńscy i na pewno nie agresywni. To nie jest hormon wojny. To hormon męskiej stanowczości i zdecydowania. Jeśli jednak jego poziom spada, wtedy osobnik jest rozdrażniony, sfrustrowany i wypalony.

Kobieta, pomimo natłoku nękających ją emocji, a może właśnie dzięki nim - radzi sobie ze stresem znacznie lepiej niż mężczyzna

Nam testosteron kojarzy się raczej z napakowanymi, agresywnymi, „karkami”. Przydałoby się go trochę odmitologizować.

To, co widzimy w siłowniach, to raczej nadmiar testosteronu, sztucznie podawanego organizmowi, wybiegającego poza normę. Ja piszę o testosteronie, który powinien znajdować się w ciele mężczyzny w dawkach fizjologicznych. My, kobiety, mamy to szczęście, że posiadamy więcej niż jeden hormon. A mężczyzna ma tylko testosteron i musi z tym żyć.

Na co więc wpływa ten królewski hormon, jak go pani nazywa?

Działa w trzech kierunkach. Po pierwsze, wpływa na wygląd fizyczny. To, że mężczyzna ma szerokie ramiona, wąskie biodra, owłosienie, zarost, wspaniałe mięśnie i dużo grubszą, lepszej jakości niż kobieta skórę, to zasługa właśnie testosteronu. Po drugie, ważne jest jego działanie na psychikę. To hormon radości i szczęścia, antydepresant, który daje zadowolenie z życia. I po trzecie, ma wpływ na seksualność. Kobiety, jak wspomniałam, mają dużo mniej testosteronu. Ale to dzięki niemu chętnie kochają się z mężczyznami i mają orgazmy. A teraz wyobraźmy sobie, że mężczyźni mają go dziesięć razy więcej niż my. I dlatego ich popęd seksualny jest dużo większy. Chociaż ostatnio to się zaciera. Wyemancypowane kobiety przejmują role męskie wraz z testosteronem.

To znaczy, że kobietom przybywa tego hormonu, a mężczyznom ubywa?

Tak się zdarza. Z jednej strony kobiety uprawiając sporty, chodząc na siłownie, podnoszą sobie jego poziom w organizmie. Z drugiej strony, pracując ciężko zawodowo, są narażone na permanentny stres, który ten poziom obniża. Taka kobieta traci więc często ochotę na seks. Zgłasza się do mnie wiele pacjentek, które mówią, że zatraciły libido, stały się oziębłe płciowo. I martwią się tym, podobnie jak ich partnerzy. Z badania poziomu testosteronu tych pań wynika jasno, że jest on poniżej normy. Tak więc odpowiedni poziom testosteronu w organizmie kobiety to też ważny czynnik, żeby jej się chciało chcieć. Mężczyznom również nie jest łatwo w dzisiejszym świecie. Kobiety stały się wyzwolone. Wchodzą na ścieżki kariery. I mają przez to duże problemy z zachowaniem swojego ja. Nie wiedzą, czego chcą i kogo chcą. Z jednej strony pragną kogoś opiekuńczego, kto zająłby się także domem i dziećmi. Z drugiej marzy im się współczesny Don Juan, atrakcyjny, zdobywczy, nieustannie uwodzący. Ale o taki ideał na rynku matrymonialnym trudno. Mężczyzna więc nie wie, kim ma być - strażnikiem ogniska domowego i nianią, czy może tylko powinien się zająć zarabianiem pieniędzy? Jeśli jeszcze dochodzi do tego stres związany z pracą i karierą, to spada mu poziom testosteronu i zaczyna się problem.

Dlaczego?

Największym wrogiem testosteronu jest kortyzol, który wydziela się pod wpływem stresu. Mężczyźni żyją dziś w ogromnym stresie. Ta cała Dolina Krzemowa, sukcesy technologiczne, wyścigi szczurów w korporacjach, konkurencja kobiet w miejscu pracy, reagowanie na nowe, jest dla nich trudne. Jeśli sięgają po sukces, to kosztem testosteronu. Dlatego widzimy coraz więcej mężczyzn z depresjami, niezadowolonych z życia, rozdrażnionych, wypalonych, zestresowanych, którzy stracili w życiu cel. Spadki testosteronu powodują zniewieścienie mężczyzny, a co za tym idzie melancholię i sentymentalizm.

To co z tym robić? Jak ratować męski testosteron?

W książce podaję schemat oparty na pięciu „S”, które rządzą życiem mężczyzny. Pierwsze „S” ma negatywny wpływ i to jest wspomniany stres. Ale już kolejne, jak sen, sport, seks i sposób odżywiania to same plusy, jeśli nad tym popracujemy. Najpierw sen. Mężczyzna powinien spać osiem godzin. Wtedy uspokaja swój kortyzol. Rano jest wypoczęty i spokojniejszy. Odżywianie jest bardzo ważne. Powinien unikać węglowodanów, które przechodzą w trójglicerydy tworzące blaszki miażdżycowe i powodujące odkładanie tłuszczu na brzuchu. Niedawno odkryto w tkance tłuszczowej na brzuchu enzym aromatase, który zmienia testosteron w estrogeny, hormony kobiece. Można powiedzieć, że z każdym kolejnym gramem tłuszczu na brzuchu mężczyzna robi się bardziej kobiecy. Powinien więc o swój brzuch zadbać.

Coś jeszcze powinni panowie wiedzieć o jedzeniu?

Okazuje się, że są rośliny, które receptory w organizmie człowieka rozpoznają jako testosteron. Fitotestosteron znajduje się w brokułach, kalafiorze, kapuście, brukselce i rzodkiewce. Te warzywa zwiększają poziom testosteronu. Wegetarianie twierdzą, że mężczyźnie nie jest potrzebne mięso. Ale to nieprawda. Często się z nimi o to spieram. Według współczesnych badań mężczyzna powinien jeść trzy razy w tygodniu czerwone mięso. Jeśli nie je, to tworzy się w jego organizmie SHBG - globulina wiążąca hormony płciowe. To białko powoduje, że testosteron przestaje być aktywny. I można się napracować na siłowni ile wlezie, ale tak „związany” hormon będzie bezużyteczny. Wegetarianie więc muszą się suplementować. Przede wszystkim powinni łykać witaminę B12, ale także pobierać wapno, cynk, magnez i inne suplementy.

Ewa Kempisty-Jeznach: - Jeden z mężczyzn powiedział pół żartem, pół serio: - Pani doktor, chodzi o taki instruktaż dla żony

Następne „S” to sport.

Ale sport aero, czyli trzy razy w tygodniu po 45 minut i tak aby puls nie był wyższy, niż 130 na minutę. Ostatnie „S” to seks. W życiu młodego mężczyzny powinno dochodzić do pięciu kontaktów płciowych w tygodniu. Z wiekiem zainteresowanie seksem spada. Ale po sześćdziesiątce powinny być trzy kontakty w tygodniu. To ważne, bo w czasie seksu mężczyzna też produkuje testosteron.

Z wiekiem poziom testosteronu spada?

Po czterdziestym roku życia poziom testosteronu spada mniej więcej o dwa procent rocznie. Mężczyźni tracą ten hormon przez stres dużo szybciej. I dzisiaj pięćdziesięciolatek może odczuwać spadek swojego hormonu tak jak kobieta w tym samym wieku, który zaczyna menopauzę. Mężczyzna się w nocy poci, ma napady gorąca, jest rozdrażniony, miewa nawet stany lękowe. Popularnie nazywa się to andropauzą, a medyczna nazwa to ADAM (Androgen Deficiency in Aging Male). Mężczyzna przekwita jak kobieta i podobnie jak ona też może pomyśleć o hormonalnej terapii zastępczej.

Bez stresu już nie potrafimy żyć, niestety. Czy testosteron więc przetrwa?

Jestem lekarzem od przeszło czterdziestu lat. Na moich oczach, w szybkim tempie zmienia się medycyna. Kiedy kończyłam studia w 1977 roku nikt pacjentom nie zalecał suplementów, a witaminę D3 otrzymywały tylko niemowlęta w profilaktyce krzywicy. Nie było mowy jeszcze o andropauzie ani terapii zastępczej testosteronem u mężczyzn, nie mówiąc już o metodzie in vitro. Żaden z lekarzy nie słyszał wtedy o takich badaniach jak określenie poziomu homocysteiny ani o zespole zmęczonych nadnerczy. I często zadaję sobie pytanie, co będzie za pięćdziesiąt lat?

I co będzie?

Obserwuję, jak z każdym rokiem mojej lekarskiej kariery umiera testosteron, a razem z nim plemniki. Co będzie z ludzkością? Już dzisiaj w laboratoriach genetycznych pracuje się nad tworzeniem spermatocytów z komórek macierzystych. Żeby mieć możliwość zastąpienia plemników, które mogą wyginąć.

Cordelia Fine w wydanej właśnie w USA książce „Testosterone Rex” stwierdziła, że testosteron „Is dead”. Opisuje w niej problem współczesnych mężczyzn nie z punktu widzenia lekarza, lecz psychologa i socjologa. A pani jak uważa?

Ja uważam, że jesteśmy w stanie jeszcze testosteron uratować. Choć walka będzie ciężka, a panowie stoją niemal na straconej pozycji. Stres wynikający z rewolucji informatycznej, zanieczyszczenie środowiska naturalnego, a przede wszystkim zalanie naszej planety estrogenami niszczy w dużo większym stopniu płeć męską niż żeńską. Estrogeny, kobiece hormony, znajdujące się w wodzie pitnej, w plastikowych butelkach i pożywieniu, nie są dla pań problemem, ale są zagrożeniem dla mężczyzn. Często podczas spotkań z czytelnikami słyszę pytanie, co będzie z mężczyznami za sto lat? A może z powierzchni Ziemi zginie cały gatunek homo sapiens?

I co pani odpowiada?

Że jeżeli dojdzie kiedykolwiek do katastrofy, to pierwsi zginą mężczyźni. Ich układ hormonalno-odpornościowy jest bardziej wrażliwy na działanie stresu i zmian w środowisku naturalnym. Świat pełen estrogenów sprzyja kobietom. Kobieta, pomimo natłoku nękających ją emocji, a może właśnie dzięki nim - radzi sobie ze stresem znacznie lepiej niż mężczyzna. Być może walkę o przetrwanie uda się wygrać dzięki genetyce. Ale na razie dbajmy o siebie.

Zobaczcie także:
Ewa Kempisty-Jeznach o testosteronie: To jest męski król hormonów

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3