reklama

Europuchary. Enfant terrible słowackiej piłki wraca do Polski na mecz z Cracovią

Kaja Krasnodębska
Kaja Krasnodębska
Zaktualizowano 
Lukas Cmelik, “enfant terrible” słowackiej piłki. Na najwyższym szczeblu debiutował krótko po 16. urodzinach, siedem lat później ma za sobą 69 występów, konflikt z Dariuszem Wdowczykiem i zesłania do rezerw Piasta Gliwice oraz DAC Dunajskiej Stredy. Zimą powrócił do łask i w czwartek zagra z Cracovią. Były kadrowicz U-21 wreszcie wychodzi na prostą?

Tak jak można było oczekiwać, DAC Dunajska Streda w pierwszym spotkaniu dwumeczu z Cracovią, od początku próbował zdominować swojego rywala. Przeważał w posiadaniu piłki czy liczbie oddanych strzałów, ale ostatecznie - choć stawiany w roli faworyta - zremisował u siebie z ekipą Michała Probierza 1:1. Ten wynik w połączeniu z dobrą postawą Pasów zwłaszcza w defensywie sprawia, że przed czwartkowym rewanżem optymizmu nie brakuje. A mogło być jeszcze lepiej, bo przy asyście sprowadzonego latem Pelle van Amersfoorta jeden z gospodarzy pokonał własnego golkipera. Wicemistrz Słowacji wyrównał cztery minuty później po golu młodego Marko Divkovicia. Bramkową akcję rozpoczął tylko nieco starszy Lukas Cmelik.

Dla urodzonego w 1996 roku pomocnika zaplanowany na czwartek na godzinę 19 mecz będzie powrotem do Polski. Pomocnik w lipcu 2017 pokonał odwrotną drogę niż teraz Tomas Huk czy Lubomir Satka, którzy z DAC Dunajska Streda przechodzą do ekstraklasy. On do klubu ze Słowacji trafił po zakończeniu półrocznej przygody z Piastem Gliwice. Przygody, której do udanych zaliczyć nie można. - Ten klub może mi pomóc w karierze. Dał mi szansę po ciężkiej kontuzji. Pozostaje mi tylko odwdzięczyć się bramkami i asystami - mówił zimą 2017 roku w rozmowie z oficjalną stroną internetową po podpisaniu kontraktu. Umowy na mocy której Cmelik został wypożyczony na pół roku z opcją pozostania na kolejne trzy lata. Gliwiczanie z tego zapisu jednak nie skorzystali, tak jak w dalszej części rozgrywek praktycznie nie skorzystali z usług Słowaka. Ostatecznie wystąpił w zaledwie dwóch spotkaniach pierwszej drużyny, w trzech innych nie wstając z ławki rezerwowych. Później decyzją Dariusza Wdowczyka został przesunięty do rezerw. Tym razem nie zadecydowały względy sportowe.

Ostrożne półroczne wypożyczenie Cmelika z MSK Ziliny, której był wychowankiem, to nie tylko efekt poważnej kontuzji kolana. Uraz sprawił, że stracił praktycznie rok, ale nie było to największym problemem młodego Słowaka. Przez lata określany jednym z największych talentów naszych południowych sąsiadów, na najwyższym tamtejszym poziomie rozgrywkowym debiutował w wieku 16 lat. Zachwycano się jego umiejętnościami, szybko stał się gwiazdą całej ligi. Nie dojechała jednak głowa. Nie stronił od kasyna czy imprez, coraz częściej sięgał po alkohol. W słowackich mediach pojawiały się doniesienia, że od tego ostatniego nie stronił także przed treningami. Pogorszyła się jego forma, a cierpliwość trenerów kończyła. Z tego powodu zdecydowano się na wypożyczenia: najpierw do szwajcarskiego FC Sion, później do Gliwic. W Polsce stare demony powróciły.

Gdy Cmelik przeprowadzał się na Śląsk, trenerem Piasta był Radoslav Latal. Czeski szkoleniowiec doskonale go znał, przyglądał mu się m.in. podczas meczów młodzieżowych reprezentacji. W Gliwicach miał dopilnować jego rozwoju zarówno na boisku jak i poza nim. Po kilku tygodniach współpracy, ze względu na niezadowalające wyniki i miejsce w strefie spadkowej, został zastąpiony przez Dariusza Wdowczyka. Gwoździem do trumny okazał się przegrany 0:1 wyjazdowy mecz z Górnikiem Łęczna. Mecz, którym Słowak zadebiutował w ekstraklasie. Na 24. minuty przed końcowym gwizdkiem zastąpił Łukasza Sekulskiego. Tym razem nie pomógł, ale pewną dozę zaufania otrzymał również od polskiego szkoleniowca. Tydzień później zagrał ponad pół godziny przeciwko Wiśle Kraków (1:2). Jeszcze wtedy nie przypuszczał, że będzie to jego ostatni występ w ekstraklasie, a współpraca z Wdowczykiem nie ułoży się po jego myśli.

To właśnie trenera, który w Piaście pracował od marca do października 2017 roku obarczał winą za niepowodzenia w Polsce, a swoje przemyślenia na jego temat za pomocą social media publikował jeszcze długo po wyprowadzce z Gliwic. Decyzją Wdowczyka został przesunięty do czwartoligowych rezerw. I choć w prowadzonej wówczas przez Witolda Czekańskiego drużynie prezentował się na tyle dobrze, że w maju przyszło powołanie do młodzieżowej reprezentacji Słowacji, sztab szkoleniowy pierwszej drużyny do końca sezonu swojej decyzji nie cofnął. Bo jej przyczyną nie była słabsza forma, a fakt, że na treningach pojawiał się “wczorajszy”. - Po jego zachowaniu na boisku było widać, że to zawodnik z wyższych klas rozgrywkowych - przyznaje Marek Jonda. Dzisiaj podstawowy piłkarz LKS-u Goczałkowice Zdrój, przez lata związany z Piastem Gliwice. Za Angela Pereza Garcii trenował z pierwszą drużyną, później już tylko z drugim zespołem, gdzie przez kilka miesięcy dzień w dzień pracował nad sobą także Cmelik. - Wyróżniał się szybkością i przebojowością, lubił pojedynki jeden na jeden które bardzo często wygrywał i pomagał zespołowi dochodzić do sytuacji strzeleckich - wspomina kolegę z drużyny.

Mimo niezadowolenia ze swojej sytuacji, Słowak podczas czwartoligowych bojów dawał z siebie wszystko. Do swoich zadań podchodził bardzo profesjonalnie, ciągnął zespół w ofensywie, czego efektem kolejne gole i asysty. - Lubił pojedynki jeden na jeden. Lubił też sam wykańcza swoje sytuacje. Nie bał się strzałów - dodał Jonda. Te próby Cmelika przekładały się na gole. Reprezentant Słowacji miał więc swój udział w utrzymaniu rezerw w IV lidze śląskiej. Sezon później, już bez niego i Jondy, się nie udało. - Wiadomo, że przychodził do Piasta z większymi aspiracjami niż gra w rezerwach, ale na naszych treningach tego nie pokazywał. Trzymał się na zewnątrz, ale zawsze był uśmiechnięty i przygotowany do treningu - mówi Jonda.

Ten uśmiech to również efekt tego, że selekcjoner reprezentacji Słowacji U-21 Pavel Hapal nadal w niego wierzył. Mimo że Cmelik grał na piątym poziomie rozgrywkowym w Polsce, a jego kłopoty musiały odbić się również echem w rodzimym kraju, otrzymał powołanie na zgrupowanie przed udanym Euro U-21 w 2017 roku. Ostatecznie w kadrze na sam turniej się nie znalazł, ale miał okazję potrenowac z Lukasem Haraslinem czy piłkarzami Cracovii: Jaroslavem Mihalikiem oraz Tomasem Vestenickim. Kilka występów w tej kategorii wiekowej zanotował natomiast na jesieni 2017, nim został przesunięty do rezerw DAC Dunajska Streda.

Początkowo nic nie wskazywało na to, że historia z Piasta powtórzy się również na Słowacji. Wydawało się, że w Gliwicach zaczął wychodzić na prostą, a powrót do kraju miał mu jeszcze pomóc. W nowym klubie otrzymał długi kontrakt i sporo zaufania. Jesienią grał regularnie w klubie oraz młodzieżowej kadrze. Na wiosnę ponownie popadł jednak w konflikt ze sztabem szkoleniowym. Rok po epizodzie z Wdowczykiem, ponownie zabroniono mu treningów z pierwszą drużyną. Tym razem przyczyną była jednak zgoła inna. Podczas jednego z treningów Cmelik niechcący złamał nogę jednemu z kolegów z zespołu. To rozwścieczyło szkoleniowca, który uznał zachowanie skrzydłowego za nieodpowiedzialne. - Przez dziesięć miesięcy byłem cierpliwy, jak długo pojawiał się na zajęciach, dawałem mu szansę na grę - komentował swoją decyzję ówczesny trener DAC Marco Rossi. - Dopóki ja jestem trenerem, on już tutaj nie zagra.

I nie zagrał, początkowo szansy nie otrzymywał także u aktualnego szkoleniowca Słowaków Petera Hyballi. Niemca, podobnie jak wcześniej Włocha popierał dyrektor sportowy Jan Van Daele. - Lukasa przenieśliśmy do rezerw ze względu na brak koncentracji na swojej pracy - mówił w oficjalnym komunikacie. - Trenerzy są odpowiedzialni za utrzymanie dyscypliny w drużynie i zawsze muszą stawiać zespół na pierwszym miejscu. Chcę podkreślić, że nasza decyzja nie ma nic wspólnego z przeszłością gracza. Dotyczy aktualnych wydarzeń.

Media wciąż poszukiwały drugiego dna, zwłaszcza że Cmelik w rezerwach spędził prawie cały rok. Do łask wrócił dopiero w lutym tego roku. Po roku w niełasce wydawało się, że opuści klub, tymczasem zimą wrócił do treningów z walczącą na szczycie tabeli drużyną. - Wiem, że miał problemy w przyszłości, rozmawiałem z nim dwa lub trzy razy - tłumaczył Hyballa w rozmowie z profutbal.sk. - Potrzebuje jeszcze kilku tygodni, żeby dojść do formy, później będę uwzględniał go w swoim składzie. Decyzja o jego odsunięciu nie została podjęta przeze mnie, teraz Lukas ma szansę mnie do siebie przekonać.

Wydaje się, że tym razem już jej nie zaprzepaści. Wiosną rozegrał trzynaście spotkań, strzelił gola, zanotował też dwie asysty. - Wrócił, bo po prostu trener go potrzebował - tłumaczył Tomasz Kucz. Polak cały sezon 2018/2019 spędził na wypożyczeniu z Bayeru Leverkusen do DAC Dunajskiej Stredy. Słowaka obserwował więc zarówno w meczach jak i na treningach. - W rundzie wiosennej wyglądał naprawdę świetnie: szalał na skrzydle, z defensorami robił co chciał. Bardzo dużo dawał w ofensywie, statystyki nie oddają jego wkłady w grę drużyny. Brakowało mu właściwie jedynie wykończenia. Z meczu na mecz nabierał coraz większej pewności i to była czysta przyjemność oglądać go w meczach - komentował Polak, który w słowackiej drużynie pełnił rolę rezerwowego. W całym sezonie zagrał jedno spotkanie. W tym czasie Cmelik stał się podstawowym zawodnikiem w ekipie wicemistrza Słowacji i w pierwszym meczu z Cracovią zagrał od pierwszej minuty. Teraz po raz pierwszy będzie miał okazję zobaczyć stadion przy ulicy Józefa Kałuży. Gdy w czerwcu 2016 grał tu Piast, on przygotowywał się do starcia z Szombierkami Bytom.

Puchar Świata w skokach narciarskich

Wideo

Materiał oryginalny: Europuchary. Enfant terrible słowackiej piłki wraca do Polski na mecz z Cracovią - Sportowy24

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie