Europejski Dzień Morza w cieniu zwolnień

Krzysztof Miśdzioł, Roman Kościelniak
Rybacy nie raz protestowali przeciwko m.in. zbyt niskim limitom połowowym
Rybacy nie raz protestowali przeciwko m.in. zbyt niskim limitom połowowym Piotr Manasterski/Archiwum
Udostępnij:
Przedstawiciele Komisji Rybołówstwa w Parlamencie Europejskim mają się w środę zjawić we Władysławowie. Odwiedzą tutejsze Przedsiębiorstwo Połowów i Usług Rybackich "Szkuner". Wizyta delegacji, którą zaprosił eurodeputowany Jarosław Wałęsa, ma związek z Europejskim Dniem Morza, który organizowany jest w czwartek i piątek w Gdańsku.

Wcześniej jednak parlamentarzyści chcą zobaczyć "w terenie", jak radzi sobie branża rybacka, a ich wybór padł właśnie na Władysławowo. Wybór jest znamienny, bo spółka Szkuner przechodzi właśnie największy kryzys w swej kilkudziesięcioletniej historii. Właśnie trwa pierwsza część redukcji zatrudnienia. Swoje posady w maju stracą 54 osoby.

- Połowie z nich już wręczyliśmy wypowiedzenia - potwierdziła nam prezes spółki Lucyna Boike-Chmielińska. - Reszta otrzyma je w tych dniach.

Czarny scenariusz zakładał redukcję zatrudnienia w pierwszym etapie o 60 osób, więc prawie się ziścił. A w sierpniu zapowiadana jest druga fala zwolnień, która może objąć do 40 pracowników. Władysławo- wskie przedsiębiorstwo przed zwolnieniami zatrudniało nieco ponad trzysta osób.

Rybacy protestują przeciwko ustawie

Eurodeputowani na własne oczy przekonają się więc, jaka jest kondycja polskiego rybołówstwa. A Szkuner to przecież największy pracodawca w powiecie puckim.

- Mam nadzieję, że wizyta polskich i zagranicznych deputowanych zajmujących się branżą rybołówstwa pozwoli na przedstawienie naszych problemów - powiedziała nam Lucyna Boike-Chmielińska. - Będą mogli sami zobaczyć, z jakimi utrudnieniami się borykamy. Takie doświadczenie powinno ułatwić stanowienie dobrego prawa.

Polscy armatorzy i rybacy skarżą się na zbyt niskie limity połowowe. Wielokrotnie podnoszą, że ich zdaniem zasoby np. dorszy są w południowo-wschodnim Bałtyku znacznie większe niż jeszcze kilka lat temu. Ale nie mogą ich łowić, bo obowiązuje tzw. trójpolówka: wylosowane kutry wyruszają na tę rybę przez rok, a następne dwa "odpoczywają" w portach lub łowią inne, mniej dochodowe ryby, na które zresztą też są limity.

Rybacy domagają się spotkania z Donaldem Tuskiem

Właśnie zła koniunktura połowowa jest - zdaniem prezes spółki - przyczyną restrukturyzacji zatrudnienia w Szkunerze.

- Jeśli, mamy nadzieję, sytuacja się odmieni, będziemy chcieli przyjmować pracowników z powrotem - zapowiada Lucyna Boike-Chmielińska.

Przystań we Władysławowie jest największym portem rybackim na polskim wybrzeżu. Ale kutrów tu coraz mniej. Wiele z nich armatorzy oddali już na żyletki i zmienili branżę. Inni właściciele wykorzystują swoje jednostki do celów turystycznych, np. wypływając w morze z wędkarzami na pokładzie.

Europejski Dzień Morza w Gdańsku odbywa się pod hasłem "Polityka morska: przede wszystkim ludzie". Obrady będą dotyczyć głównie zagadnień związanych z zatrudnieniem.

Rybacy stratni, a kutry zablokowane w Ustce i Darłowie

Przy tej okazji list otwarty do Cezarego Grabarczyka, ministra infrastruktury, wystosowali przedstawiciele Związku Agentów i Przedstawicieli Żeglugowych w Gdyni.

Oto treść listu otwartego Rady Związku Agentów i Przedstawicieli Żeglugowych w Gdyni do Cezarego Grabarczyka, ministra infrastruktury:

Szanowny Panie Ministrze,
W imieniu naszego Związku kierujemy do Pana niniejszy list. Nadaliśmy mu formę otwartą bo uważamy, że czas poddać ocenie i dyskusji publicznej działania kierowanego przez Pana resortu w odniesieniu do trzydziestotysięcznej rzeszy polskich marynarzy i firm pośredniczących w ich zatrudnieniu.
W zdumienie wprawia nas fakt, że kierowany przez Pana resort zdaje się nie zauważać odpowiedzialności za największy w Unii Europejskiej rynek pracy marynarzy o wartości eksportowej około miliarda Euro rocznie (2008 r., dane własne).
Nie jesteśmy w stanie wytłumaczyć inaczej, jak brakiem zrozumienia celu służby publicznej, faktu trwonienia przez Pana i Pańskich urzędników pieniędzy podatników na prace nad ustawą o pracy na morzu w sytuacji, kiedy jedynymi dającymi się przewidzieć skutkami jej wprowadzenia w obecnej formie będą unicestwienie przynoszącego Państwu znaczne zyski rynku i zaprzepaszczenie szans na odbudowę floty narodowej.
Kierowany przez Pana resort zdaje się nie przyjmować do wiadomości, że niemalże wszyscy aktywni zawodowo polscy marynarze są zatrudnieni przez armatorów zagranicznych. Nawet ci, pracujący dla armatorów rozpoznawanych jako krajowi, zawierają kontraktowe umowy o pracę za pośrednictwem firm polskich z pracodawcami zagranicznymi. W ogromnej większości polscy marynarze korzystają więc z usług pośrednictwa pracy. Tworzone w Pańskim resorcie przepisy prawa znacząco utrudnią lub wręcz uniemożliwią prowadzenie pośrednictwa pracy dla marynarzy na terenie Polski.
Wielokrotnie informowaliśmy Pański resort, że współczesny rynek pracy marynarzy opiera się na sieci agentów, którzy w imieniu armatora przygotowują marynarza do wyjazdu na statek. Jeśli Pański resort Rząd, poprzez brak wprowadzenia międzynarodowo rozpoznawalnych przepisów, uniemożliwi prowadzenie takiej działalności w Polsce, to istniejący rynek pracy dla marynarzy ulegnie drastycznemu
ograniczeniu a w dłuższej perspektywie - zaniknie.
Jako jeden ze skutków wejścia w życie ustawy o pracy na morzu Pański resort przedstawia pozytywny jej wpływ na chęć skorzystania przez armatorów z polskiego podatku tonażowego i rejestrację statków pod polską banderą. Niestety, jest wręcz odwrotnie, o czym informowaliśmy Pański resort wielokrotnie.
Większość krajów europejskich, poważnie i profesjonalnie podchodzących do sprawy rozwoju floty narodowej, skorzystała z dozwolonej przez UE pomocy państwa dla transportu morskiego. Pomoc ta
dozwolona jest również w zakresie obciążeń płacowych armatora, czyli podatku dochodowego i składek
na ubezpieczenie społeczne marynarzy, włącznie z dopuszczeniem stosowania zerowych stawek dla obu
wcześniej wymienionych. Pański resort zdaje się nie zauważać tego faktu i w przedstawionym projekcie
ustawy całkowicie pomija to zagadnienie.
Koszty zatrudnienia to około 50% kosztów eksploatacji statku. Jak w takim razie Polska ma konkurować z innymi krajami w Europie, które zastosowały wyżej wymienioną pomoc dla transportu morskiego, jeśli koszt zatrudnienia marynarza na statku pod polską banderą będzie o 60% wyższy? Który armator w dobie kryzysu zdecyduje się na podniesienie polskiej bandery i wzrost ogólnych kosztów eksploatacji statków o 30%? Żaden.
Panie Ministrze, w procesie konsultacji społecznych nasz Związek dostarczył Pańskiemu resortowi wszelkich argumentów i informacji - z tłumaczeniem legislacji innych krajów europejskich włącznie. Nie jesteśmy w stanie zrozumieć braku poważnego podejścia Pańskiego resortu do tak ważnych zagadnień oraz ignorowania opinii środowisk posiadających szeroką wiedzę i doświadczenie w zakresie zatrudnienia marynarzy, wielokrotnie oferujących pomoc i wsparcie Państwa działań.
Mamy nadzieję, że niniejszy list wywoła dyskusję publiczną, która doprowadzi do znalezienia nowoczesnych i przynoszących korzyść zarówno Państwu, jak i jego obywatelom, rozwiązań.
Z wyrazami szacunku,


RADA ZWIĄZKU AGENTÓW I PRZEDSTAWICIELI ŻEGLUGOWYCH W GDYNI

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
kobi
cała ta spraw jest żałosna, mówi się o prywatyzacji tymczasem wszystko zmierza ku likwidacji, na pierwszy rzut oka widać nieudolność, brak kompetencji i doświadczenia w zarządzaniu tej wielkości przedsiębiorstwem przez panią geograf Boike-Chmielińską, Pani Prezes zarzekała się, że nie będzie zwolnień, tymczasem wyrzuca 100 osób jak śmieci, zostawiając bez środków do życia - w Szkunerze itak marnych
r
rybka
Eurodeputowani nie przyjechali do Szkunera bo czekała tam na nich pikieta pracowników z trumną z napisem Szkuner. Zwolnienia pracowników w Szkunerze nie są potrzebne. Firma do końca ub. roku dobrze funkcjonowała a teraz nie może sobie poradzić. W porcie we Władysławowie wyładowuje sie bardzo dużo ryb, dane można sprawdzić w ostatnich Wiadomościach Rybackich. Dlaczego Szkuner ich nie kupuje? Dlaczego wstrzymano zakupy maszyn do przetwórstwa ze 100% zwotem z UE ? Szkoda że eurodeputowani nie dowiedzieli się że pieniądze pomocowe EU nie są wydawane na to co powinny.
Dodaj ogłoszenie