Euro 2016. Niemcy to słabiaki, czyli jak Austriacy rozruszali Paryż

Hubert Zdankiewicz, ParyżZaktualizowano 
Austriacy i Portugalczycy świetnie bawili się również na trybunach Parc des Princes
Austriacy i Portugalczycy świetnie bawili się również na trybunach Parc des Princes Christophe Ena
Czasy, gdy piłka nożna przegrywała w Austrii z narciarstwem alpejskim i skokami najwyraźniej już minęły. Takie przynajmniej można było odnieść wrażenie obserwując w Paryżu tamtejszych kibiców.

To właśnie Austriacy rozruszali lekko senną w piątek stolicę Francji, kradnąc show rodakom Cristiano Ronaldo. Tych ostatnich pojawiło się co prawda niemało, bo spacerując wczesnym popołudniem po strefie kibica pod Wieżą Eiffla dosłownie co kilkanaście metrów wpadało się na kibica (czasem kilku) w koszulce reprezentacji Portugalii z numerem 7.

Zdecydowanie więcej było jednak Austriaków. W czerwono-białych strojach, z wymyślnymi nakryciami głowy, wymalowani, głośni. Zarazem jednak bardzo sympatyczni i kontaktowi, czego nie można było powiedzieć choćby o Niemcach. Z góry przepraszam tych sympatycznych, których – jestem przekonany – nie brakuje. Tak się jednak składa, że goszcząc w Lille, na ich pierwszym meczu grupowym omal nie oberwałem w głowę od „Deutschland fans hooligans” (z takim okrzykiem rzucili się na kibiców z Ukrainy). W piątek z kolei zostałem dosłownie zrugany na Rue de Rivoli, w odpowiedzi na prośbę o kilka słów przed kamerą o meczu z Polską (nie wiem, może temat był drażliwy).

Austriaków za to widok kamery wręcz nakręca. Gdy zatrzymałem się na chwilę Pod Wieżą Eiffla, by poobserwować kopiących w przejściu piłkę kibiców, nie minęła nawet minuta, a urządzili przed obiektywem mały happening. Krzyczeli, skakali, zapraszali do zabawy innych.

A już prawdziwy entuzjazm wzbudziła w nich informacja, że jestem z Polski. – Chłopie, ale się postawiliście Niemcom. Szkoda, że im nie dokopaliście, bo były okazje. Ten Wasz Milik mógł się bardziej postarać – usłyszałem na dzień dobry. – Mówimy tym samym językiem, ale poza tym niewiele nas łączy. Ja to ich, szczerze mówiąc, nie znoszę – kontynuował mój rozmówca, zupełnie nie przejmując się faktem, że jego przesłanie (wygłaszane w języku angielskim) mógł usłyszeć, jakiś sympatyk reprezentacji Joachima Löwa. Żaden na szczęście się jednak nie pojawił i może dobrze, bo rozochocony bieganiem za piłką i wypitym piwem kibic ogłosił światu, że Niemcy są są głupi i a ich piłkarze to cieniasy.

Okrzyki mojego nowego kolegi zwabiły za to postawnego kibica z Walii. – Witamy! – przywitał go jak wytrawny konferansjer Austriak, wymachując mikrofonem AIP – Przegraliście 1:2 z Anglią – dodał z przekornym uśmiechem. – Tak, ale teraz wygramy z Rosją – zapewniał rodak Garetha Bale’a. Po chwili to on chwycił za mikrofon i zaryczał: – Walia! Walia! Nie musiał czekać długo na wsparcie rodaków. Na koniec Jedni i drudzy przybili sobie piątki i wspólnie poszli po więcej piwa. Bez agresji, bez awantur. Da się...

I pomyśleć, że Walijczycy (przynajmniej większość z nich) i Anglicy też mówią w tym samym języku…

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Materiał oryginalny: Euro 2016. Niemcy to słabiaki, czyli jak Austriacy rozruszali Paryż - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
GUN

Kiedy szwab był wychowany ?A zresztą oni mają inne zajęcie mają ,,gości''na głowie a ten im o piłce :)

G
Gość

że w Polsce rasizm ma się dobrze.
Naród z partią,partia z narodem-co?

Dodaj ogłoszenie