reklama

Ekspert sportów ekstremalnych: firmy organizujące skoki na bungee muszą zapewnić 100 proc. bezpieczeństwo

Tomasz Chudzyński
Tomasz Chudzyński
Ludzie chcą przeżyć coś niezwykłego, ekstremalnego - mówi o skokach na bungee Michał Leksiński, pasjonat sportów ekstremalnych, pomysłodawca studiów Marketing sportów ekstremalnych w Collegium Civitas, autor książki Projekt:Wyprawa. - Informacje o zdarzeniu w Gdyni na pewno przez środowisko sportów ekstremalnych dość mocno się przewiną. Ludzie będą sprawdzali gdzie skaczą i z kim skaczą.

Rozmawiamy z Michałem Leksińskim, pasjonatem sportów ekstremalnych, pomysłodawcą studiów Marketing sportów ekstremalnych w Collegium Civitas, autorem książki Projekt:Wyprawa.

W miniony weekend doszło w Gdyni do wypadku w czasie skoku na bungee. Coś poszło ewidentnie nie tak, natomiast wydaje się, że jest to dość... bezpieczna forma rozrywki. Wypadków praktycznie nie ma.

Skoki na bungee, paradoksalnie, są jedną z bezpieczniejszych dziedzin ekstremalnej rozrywki. Z prostej przyczyny - czynniki ryzyka są dość wysokie, natomiast jakakolwiek firma dostarczająca usługi tego typu musi legitymizować się 100 procentowym bezpieczeństwem. Miałem okazję skakać z najwyższego punktu na świecie jeśli chodzi o bungee, drugiego pod względem wysokości. To były skoki ponad 200 metrowe, przy których nie ma miejsca na błąd. Nie ma też miejsca na żadną wadę sprzętową. Jeden błąd ludzki czy usterka techniczna przekreśliłby, de facto, funkcjonowanie całego biznesu. Organizatorzy takich rozrywek, bo słusznie skoki na bungee są uznawane bardziej za rodzaj rozrywki niż sportu, muszą pilnować, by historia ich działań była absolutnie bezwypadkowa. W Gdyni było podwójne zabezpieczenie, czyli tzw. skokochron, który skoczka ocalił. W wielu miejscach jest to standard, aczkolwiek nie wszędzie się to pojawia. Takich zabezpieczeń, jak widać, nigdy dość.

Czytaj także

Nagranie ze skoku na bungee - zobaczcie:

Po co ludzie skaczą na bungee?

To jest ciąg pewnego rodzaju do adrenaliny. Ludzie chcą przeżyć coś niezwykłego, ekstremalnego. Czasem porównuję skok ze spadochronem do skoku na bungee. Ten pierwszy, w moim odczuciu, był nieporównywalnie łatwiejszy. Choć skaczemy z 4-5 tysięcy metrów, to zwłaszcza robiąc to w tandemie, jest ktoś kto nas kontroluje, kto nas "wyrzuci" z samolotu, a zagrożenie, z którym mamy się spotkać, czyli ziemia, jest stosunkowo daleko. W skoku na bungee musimy się zmierzyć ze swoim strachem, to my stoimy na skraju dźwigu, mostu, budynku, wieży telewizyjnej. To my musimy podjąć decyzję o skoku, przy czym zagrożenie jest o wiele bliżej i leci się bardzo szybko. Dla wielu jest to formuła zmierzenia się z wielkim lękiem.

Czasy, nazwijmy to, "jarmarcznego" podejścia do organizacji rozrywek ekstremalnych mamy już w Polsce za sobą, od dawna?

Zdecydowanie tak. W Gdyni coś zawiodło, natomiast pamiętać należy, że sporty ekstremalne wiążą się z ryzykiem nie tylko dla zawodnika, uczestnika. To także "interes" wysokiego ryzyka. Jeden błąd może oznaczać koniec funkcjonowania takiego przedsięwzięcia. W Polsce są dwa rozstawione na stałe dźwigi do skoków bungee - w Warszawie i w Białymstoku. Na świecie najbardziej znane są most Europa pod Innsbruckiem, wieża telewizyjna w Makau, czy zapora wodna na rzece Verzasca, gdzie kręcono epizod Jamesa Bonda (stąd nazwa - Golden Eye Bungee). W tych miejscach mamy do czynienia z takim poziomem profesjonalizmu, który właściwie wyklucza jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Jak mówiłem wcześniej, jeden wypadek przekreśliłby funkcjonowanie całego biznesu.

Czytaj także

Bezpieczeństwo jest ważnym elementem sportów ekstremalnych.

Oczywiście. Zarządzanie ryzykiem w sportach ekstremalnych, np. w skokach spadochronowych, base jumpingu, jest kluczowe. Jednak zawsze będą czynniki niezależne od nas. Takim jest choćby pogoda, która nie zależy od człowieka, aczkolwiek można ją przewidywać i w danym dniu po prostu aktywności nie podejmować. Drugim czynnikiem jest sprzęt. W Gdyni, z tego co wiemy, to właśnie on zawiódł. Sprzęt musi być co chwilę kontrolowany, serwisowany. Wypadki spowodowane awariami sprzętu mają oczywiście miejsce, na ściankach wspinaczkowych chociażby z udziałem automatycznych maszyn, które wspinaczy asekurują. Nie muszę chyba mówić, jakie byłyby konsekwencje, gdyby taki automat, który ma awarię, zamiast człowieka łagodnie opuszczać, po prostu wysyła 15 metrów w dół. Natomiast to czynnik ludzki jest najtrudniejszy do sprawdzenia, do przewidzenia - błąd zawodnika, obsługi przygotowującej sprzęt, wyposażenie.
Z drugiej strony nie bez przyczyny sporty, rozrywka wysokiego ryzyka mają w nazwie słowo ekstremalny, bo lista tego, co może coś pójść nie tak, jest bardzo długa. Do pewnego stopnia jesteśmy w stanie sprzęt sprawdzić, wyeliminować ryzyko wypadku, przewidzieć warunki, w których będziemy podejmowali aktywność, znamy także siebie i swoje ograniczenia. Jest jednak sporo czynników będących poza naszą kontrolą i to one są najczęściej przyczyną wypadków. W stu procentach nie jesteśmy ich w stanie wyeliminować.

Nie bez przyczyny sporty, rozrywka wysokiego ryzyka mają w nazwie słowo ekstremalny, bo lista tego, co może coś pójść nie tak, jest bardzo długa. Do pewnego stopnia jesteśmy w stanie sprzęt sprawdzić, wyeliminować ryzyko wypadku, przewidzieć warunki, w których będziemy podejmowali aktywność, znamy także siebie i swoje ograniczenia. Jest jednak sporo czynników będących poza naszą kontrolą

Gdyński wypadek odbije się echem w środowisku sportów ekstremalnych, dostawców ekstremalnej rozrywki?

Świat sportów ekstremalnych jest dość niewielki, środowisko jest dość hermetyczne. To zrozumiałe, bo wrażenia, których dostarczają sporty ekstremalne, nie są zbyt popularne. Informacje o zdarzeniu w Gdyni na pewno przez środowisko dość mocno się przewiną. Ludzie będą sprawdzali gdzie skaczą i z kim skaczą.

POLECAMY w SERWISIE DZIENNIKBALTYCKI.PL:

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 4

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Brak odpowiednich umiejętności niezbędnych do zastosowanej przez skoczka techniki lądowania

Duże obciążenie jednostkowe czaszy spadochronu wynoszące około 1,5 lb / sq ft

Brak automatu zabezpieczającego AAD (Automatic Activation Device) zamontowanego w spadochronie zapasowym

Zastosowanie niewłaściwego uchwytu wyzwalającego spadochronu głównego i liny desantowej wyposażonej w podwójne zawleczki.

Prawdopodobieństwo lekkiego uszkodzenia kręgosłupa w wypadku skoku ze spadochronem wynosi 45%, natomiast skoku z bungee 83%

G
Gość

Na bungee bym się nie odważyła skoczyć, szczrgolnie, że to się leci głową w dół.. Wolę bezpieczniejsze rozrywki typu lot w tunelu aerodynamicznym, już jedną wizytę w Lesznie w obiekcie mam za sobą. nie maialam czego się tam bać

G
Gość

Chyba skokomistrz z Gdyni ma niezle uklady, od wczoraj zauwazylem czy od przedwczoraj wybielanie i "polacy nic sie nie stalo". :) a ze podwojnej liny nie bylo jakos nie mowi pan ekspert. (mocowania na plecy).

G
Gość

Bełkot geszefciarza. "Zawiódł sprzet".

Dodaj ogłoszenie